Wielki świadek polskiego losu, nauczyciel pokoleń, jeden z ostatnich “Chłopców z Polski“
Śp. Antoni Walawender, lat 96, z Warren w stanie Michigan, zmarł spokojnie 8 czerwca 2026 roku. Jego życie ukształtowały wielkie wstrząsy XX wieku: deportacja, wygnanie, wojna i przesiedlenie. Jednak to, co odebrano Antoniemu, nie miało decydującego znaczenia dla jego osobowości. Cechowało go to, co osiągnął i zbudował w obliczu tych trudności.
Antoni urodził się w 1929 roku we wsi Duninów, niedaleko Mielnicy, w województwie tarnopolskim w południowo-wschodniej Polsce. Był drugim z pięciorga dzieci i swoje najwcześniejsze lata spędził w zżytej społeczności rolniczej na pograniczu przedwojennej Polski. Ten spokojny świat rozpadł się 10 lutego 1940 roku. Wioskę opanowały siły radzieckiego NKWD i deportowały całą polską ludność z wschodniej prowincji Polski — prawie półtora miliona Polaków. Wśród nich była rodzina Walawenderów, wysłana do obozów pracy przymusowej w rejonie Nowosybirska na Syberii. Antoni miał zaledwie dziesięć lat.
Rodzina znosiła osiemnaście miesięcy przymusowej pracy na Syberii, zanim została uwolniona w wyniku podpisania w 1941 r. traktatu Sikorskiego-Majskiego między Polską a Związkiem Radzieckim. Jednak ich trudności były dalekie od zakończenia. Najpierw udali się do Kazachstanu, gdzie omal nie umarli z głodu. Stamtąd dotarli do Persji, gdzie gromadzili się inni Polacy, aby wstąpić do II Korpusu Polskiego generała Andersa. Antoni i jego brat byli jednak zbyt młodzi, by wstąpić do Armii Andersa. Chłopcy zostali więc oddzieleni od rodziny i kontynuowali podróż samotnie – na wschód przez Afganistan, aż do Indii. Byli częścią ogromnego wojennego exodusu polskich uchodźców: rozproszonej diaspory, rodzin rozdzielonych przez wojnę i totalitaryzm, nie mających dokąd pójść, podczas gdy wojna wciąż szalała.
Wtedy, kiedy sytuacja wyglądała najgorzej, wydarzyło się coś niezwykłego. Bogaty maharadża w Indiach zgodził się sponsorować tysiąc polskich dzieci – sierot i uchodźców – wraz z polskimi nauczycielami i księżmi, oraz zapewnić im zakwaterowanie w swojej posiadłości niedaleko miasta Jamnagar w północno-zachodnich Indiach. Był jednak problem: wymagało to zgody brytyjskich władz, które wówczas kontrolowały Indie, a one działały powoli. W związku z tym maharadża ominął biurokratyczne przeszkody. Po prostu adoptował te polskie dzieci jako własne. W ten sposób dzieci trafiły do Jamnagar, gdzie były karmione, uczęszczały do szkoły z nauczaniem w języku polskim, stały się polskimi harcerzami pod kierownictwem drużynowego Zdzisława Peszkowskiego – który później został księdzem w Orchard Lake – oraz uczestniczyły we Mszy Świętej i przyjmowały sakramenty. [NB: w Warszawie znajduje się ulica nazwana imieniem tego maharadży].
Jednak nawet tam nie wszystko było łatwe. Okolice Jamnagaru były terenem bagiennym, a komary były wszędzie. Wiele dzieci zachorowało na malarię, w tym Antoni, którego stan był bardzo ciężki. Ledwo przeżył po miesiącu rekonwalescencji. Następnie Antoni i jego brat zostali przeniesieni do innego polskiego obozu w Valivade, niedaleko Bombaju, gdzie uczęszczali do polskiego gimnazjum.
Kiedy w końcu wojna się skończyła, Antoni otrzymał niezwykłą propozycję: szansę, wraz z trzydziestoma jednym polskimi chłopcami, na wyjazd do Stanów Zjednoczonych. Zgodził się. W listopadzie 1945 roku Antoni przybył do Ameryki jako jeden z „Chłopców z Polski”, trafiając do szkół Orchard Lake. Zszedł ze statku w przeddzień swoich szesnastych urodzin, rozpoczynając nowy rozdział w kraju, który nazwał swoim domem na resztę życia. W Orchard Lake Antoni znalazł nie tylko edukację, ale także społeczność innych uchodźców, którzy dzielili jego doświadczenia i wiarę. Ukończył tam zarówno liceum, jak i studia, a później uzyskał tytuł magistra edukacji i historii na Uniwersytecie w Detroit.
Mimo że przybył do Stanów Zjednoczonych, nigdy nie zapomniał o swojej polskości. Podczas pobytu w Indiach polski rząd na uchodźstwie wydał polskie paszporty uchodźcom przebywającym w obozach, Antoni z dumą odebrał swój. Jednak w 1947 roku, kiedy przebywał w Orchard Lake, do szkoły przybyli urzędnicy z konsulatu komunistycznej Polski w Chicago i zażądali, aby chłopcy oddali swoje paszporty – ponieważ rząd komunistyczny ich nie uznawał. Antoni odmówił. Poprowadził innych chłopców, by razem z nim odmówili. Kilkadziesiąt lat później, po upadku komunistycznego rządu w Polsce w 1989 roku, Antoni złożył wniosek o nowy polski paszport – a nowy polski konsul generalny natychmiast wydał mu nowy paszport i pozwolił mu zatrzymać oryginalny.
Antoni służył z wyróżnieniem swojej przybranej ojczyźnie w armii amerykańskiej podczas wojny koreańskiej, gdzie był żołnierzem piechoty, następnie został przydzielony do zadań wywiadowczych i rozpoznawczych. Po honorowym zwolnieniu ze służby Antoni poświęcił się powołaniu, które zdefiniowało resztę jego życia: nauczaniu.
W latach 1957–1991 Antoni poświęcił swoją karierę edukacji — jako nauczyciel w szkole publicznej uczył historii, geografii oraz historii Stanów Zjednoczonych. Przedmioty te nabierały szczególnego znaczenia dzięki jego niezwykłej historii. Wniósł do swojej klasy perspektywę kogoś, kto w najbardziej osobisty sposób rozumiał, czym jest amerykańska wolność dla tych, którzy żyli bez niej. Jego amerykańscy uczniowie uwielbiali słuchać jego opowieści i lekcji.
Poza szkołami publicznymi Antoni poświęcił się zachowaniu i promowaniu polskiej kultury i języka — pasji, która trwała pół wieku. Począwszy od 1963 roku, zakładał szkoły języka polskiego i programy edukacji dorosłych w całym obszarze metropolitalnym Detroit, w tym w Hamtramck, Sterling Heights, Warren i Troy, a także w Macomb Community College, Saginaw Valley College i Madonna University. W 1971 roku założył w swoim domu Szkołę Języka Polskiego im. Adama Mickiewicza, pełniąc funkcję jego pierwszego nauczyciela i dyrektora do 1977 roku. Szkoła ta rozrosła się, kształcąc ponad 330 dzieci i młodzieży w parafii Matki Bożej Częstochowskiej. Antoni kontynuował nauczanie języka polskiego dorosłym Amerykanom do 2011 roku – mając już ponad osiemdziesiąt lat – a przez ponad dwadzieścia lat prowadził kursy przygotowujące imigrantów do uzyskania obywatelstwa, zapoznając ich z Konstytucją Stanów Zjednoczonych oraz prawami i obowiązkami wynikającymi z bycia Amerykaninem. W sumie przez jego sale lekcyjne przeszło ponad tysiąc uczniów o różnym pochodzeniu i w różnym wieku.
W 1992 roku, po przejściu na emeryturę jako nauczyciel w szkole publicznej, Antoni zgłosił się na ochotnika do nauczania języka angielskiego w Chełmie, w województwie lubelskim – łącząc w ten sposób dwa światy, które ukształtowały jego życie, i spełniając swoje wieloletnie pragnienie, by odwdzięczyć się ojczyźnie w pierwszych latach odzyskanej niepodległości. W styczniu 1993 roku powrócił do Ameryki i dołączył do grona wykładowców jako adiunkt na Wydziale Polonistyki w St. Mary’s College w Orchard Lake oraz na Uniwersytecie Madonna — powracając do tej samej uczelni, która przyjęła go jako szesnastoletniego uchodźcę prawie pół wieku wcześniej.
W 1958 roku Antoni ożenił się z Heleną, która również została deportowana na Syberię. Droga Heleny przez wygnanie zaprowadziła ją do Północnej Rodezji — obecnie Zambii —, zanim w 1952 roku przybyła do Detroit. Razem zbudowali życie oparte na wierze w Warren w stanie Michigan, gdzie założyli dom i wychowali siedmioro dzieci w rodzinie przesiąkniętej polską tradycją, wiarą katolicką i miłością do ojczyzny — zarówno Polski, jak i Stanów Zjednoczonych.
W 1973 roku, ponad trzydzieści lat po rozłące w czasie wojny, Antoni po raz pierwszy odwiedził swoją rodzinę w Polsce. Była to chwila głębokiej radości i wzruszenia, którą cenił do końca życia. Chłopiec, który w wieku dwunastu lat został oddzielony od rodziców, w końcu połączył się z nimi. A więzi rodzinne, choć rozciągające się na dziesięciolecia i kontynenty, okazały się nierozerwalne.
Antoni był człowiekiem głębokiej wiary katolickiej. Przez całe życie nosił w sobie wartości zaszczepione mu w młodości: odporność w obliczu trudności, wdzięczność za wolność, miłość do Polski oraz niezachwiane oddanie rodzinie i społeczności. Był cichym człowiekiem o wielkiej godności, którego życie przemawiało głośniej niż jakiekolwiek słowa. Ci, którzy go znali, rozumieli, że jego łagodność została wykuta w ogniu, a jego niezachwiane oddanie rodzinie było najprawdziwszym wyrazem ducha, który przetrwał najgorsze, co mogło zaoferować to stulecie — i wyszedł z tego z nienaruszoną godnością.
Życie Antoniego było świadectwem niezłomnego ducha ludzkiego. Od pól Duninowa po obozy pracy na Syberii, od szlaków uchodźczych w Azji Środkowej po sale lekcyjne w Michigan i Chełmie, z godnością niósł historię polskiej diaspory wojennej. Przekazał swoim dzieciom, wnukom, prawnukom i uczniom dziedzictwo wiary, wytrwałości i miłości. Był jednym z ostatnich żyjących Chłopców z Polski. Wraz z jego odejściem zamyka się żywe ogniwo łączące go z jednym z najbardziej niezwykłych rozdziałów XX wieku – rozdziałem wygnania i przetrwania.

Anthony Walawender, age 96, of Warren, Michigan, passed away peacefully on June 8, 2026. His life was shaped by the great upheavals of the twentieth century: deportation, exile, war, and resettlement. But Anthony was defined not by what was taken from him. He was defined by what he achieved and built in the face of it.
Anthony was born in 1929, in the village of Duninów, near Mielnica, in the Tarnopol province of southeastern Poland. He was the second of five children, and he spent his earliest years in a close-knit farming community in the borderlands of prewar Poland. That peaceful world was shattered on February 10, 1940. Soviet NKVD forces descended on the village and deported the entire Polish population of Poland’s eastern province — nearly a million and a half Poles. Among them was the Walawender family, sent to hard labor camps in the Novosibirsk area of Siberia. Anthony was just ten years old.
The family endured eighteen months of forced labor in Siberia before they were released, following the Sikorski-Majski treaty between Poland and the Soviet Union in 1941. But their hardship was far from over. They traveled first to Kazakhstan, where they nearly starved to death. From there, they made their way to Persia, where other Poles gathered to join General Anders’ Second Polish Corps. But Anthony and his brother were too young to join the Anders Army. So the two boys were separated from their family, and they pressed on alone, east through Afghanistan, all the way to India. They were part of a vast wartime exodus of Polish refugees, a scattered diaspora of families torn apart by war and totalitarianism, with nowhere to go, while the war still raged on.
Then, just when things looked most grim, something remarkable happened. A wealthy Maharaja in India agreed to sponsor a thousand Polish children — orphans and refugees — along with Polish teachers and priests, and to house them on his own estate near the city of Jamnagar in northwest India. But there was a problem: it required approval from the British authorities, who controlled India at the time, and they were slow to act. So, the Maharaja cut through the red tape. He simply adopted these Polish children as his own. And so they went to Jamnagar, where they were fed, attended school in Polish, became Polish scouts under scoutmaster Zdzisław Peszkowski — who later became a priest at Orchard Lake — and celebrated Holy Mass and received the sacraments. [N.B.: There is a street in Warsaw named after that Maharaja.]
But even there, not everything was easy. The area around Jamnagar was swampy, and mosquitoes were everywhere. Many of the children caught malaria, including Anthony, whose case was very severe. He barely survived after a month of recovery. Afterward, Anthony and his brother were transferred to another Polish camp, in Valivade, near Bombay, where they attended a Polish gimnazjum.
When the war finally ended, Anthony was offered something extraordinary: a chance, along with thirty-one other Polish boys, to go to the United States. He accepted. In November 1945, Anthony arrived in America as one of the “Chłopcy z Polski”, brought to the Orchard Lake Schools. He stepped off the ship on the eve of his sixteenth birthday, beginning a new chapter in the country he would call home for the rest of his life. At Orchard Lake, Anthony found not only an education but a community of fellow exiles who shared his experience and his faith. He completed both high school and college there, and later earned his master’s degree in education and history from the University of Detroit.
Even after coming to the United States, he never forgot his Polishness. While he was in India, the Polish Government-in-Exile had issued Polish passports to the refugees in the camps, and Anthony proudly received his. But in 1947, while he was at Orchard Lake, officials from the Communist Polish consulate in Chicago came to the school and demanded the boys turn in their passports — because the Communist government did not recognize them. Anthony refused. And he led the other boys in refusing right alongside him. Decades later, after Poland’s communist government fell in 1989, Anthony applied for an updated Polish passport — the new Polish Consul General immediately granted him a new one and let him keep the original.
Anthony went on to serve his adopted country with distinction in the United States Army during the Korean War, first as an infantryman, then in intelligence and reconnaissance duties. After his honorable discharge, Anthony turned to the vocation that would define the rest of his life: teaching.
From 1957 to 1991, Anthony dedicated his career to education — teaching history, geography, and U.S. history as a public school teacher. These were subjects made all the more meaningful by his own remarkable journey. He brought to his classroom the perspective of someone who understood, in the most personal way, what American freedom meant to those who had lived without it. His American students loved hearing about his story and lessons.
Beyond the public schools, Anthony devoted himself to preserving and promoting Polish culture and language — a passion that spanned half a century. Beginning in 1963, he established Polish-language schools and adult education programs across metropolitan Detroit, including Hamtramck, Sterling Heights, Warren, and Troy, as well as at Macomb Community College, Saginaw Valley College, and Madonna University. In 1971, he founded the Adam Mickiewicz Polish Language School in his own home, serving as its first teacher and director until 1977. That school grew to educate more than 330 children and young people at Our Lady of Częstochowa Parish. Anthony continued teaching Polish to American adults until 2011 — well into his eighties — and for more than twenty years, he conducted citizenship preparation courses for immigrants, familiarizing them with the U.S. Constitution and the rights and responsibilities of being an American. In all, more than a thousand students of every background and age passed through his classrooms.
In 1992, after retiring as a public school teacher, Anthony volunteered to teach English in Chełm, in the Lublin region of Poland — bridging the two worlds that had shaped his life, and fulfilling a lifelong desire to give back to the country of his birth during its first years of renewed independence. He returned to America in January 1993 and joined the faculty as an assistant professor in the Department of Polish Studies at St. Mary’s College, Orchard Lake, and at Madonna University — returning to the very institution that had welcomed him as a sixteen-year-old exile, nearly half a century earlier.
In 1958, Anthony married Helen, who was herself a Polish deportee from Siberia. Helen’s path through exile had taken her through North Rhodesia — now Zambia — before she came to Detroit in 1952. Together they built a life of faith in Warren, Michigan, where they made their home and raised seven children in a household steeped in Polish tradition, Catholic faith, and love of country — both of Poland and the United States.
In 1973, more than thirty years after their wartime separation, Anthony made his first reunion visit to his family in Poland. It was a moment of profound joy and emotion, one he treasured for the rest of his life. The boy who had been torn from his parents at the age of twelve was, at last, reunited with them. And the bonds of family, though stretched across decades and continents, proved unbroken.
Anthony was a man of deep Catholic faith. He carried with him, throughout his life, the values instilled in him in his youth: resilience in the face of hardship, gratitude for freedom, a love of Poland, and an unwavering commitment to family and community. He was a quiet man of great dignity, whose life spoke louder than any words. Those who knew him understood that his gentleness was forged in fire, and that his steady devotion to his family was the truest expression of a spirit that had endured the worst the century could offer — and emerged with grace intact.
Anthony’s life was a testament to the enduring human spirit. From the fields of Duninów to the labor camps of Siberia, from the refugee trails of Central Asia to the classrooms of Michigan and Chełm, he carried the story of Poland’s wartime diaspora with dignity. And he passed on to his children, grandchildren, great-grandchildren, and students a legacy of faith, perseverance, and love. He was one of the last surviving Chłopcy z Polski. And with his passing, a living link to one of the twentieth century’s most extraordinary chapters of exile and survival draws to a close.
Wieczny odpoczynek racz mu dać, Panie.
Richard Walawender







