Skip to main content

Swój ostatni występ w Michigan, jedenasty z serii koncertów, dziecięco-młodzieżowy zespół z Polski, Scholares Minores pro Musica Antiqua, zakończył tak jak poprzednio dwiema pieśniami: „Góralu czy ci nie żal”, oraz „America the Beautiful”.  Tym razem sentymentalna, pochodząca z drugiej połowy 19. wieku piosenka o góralu, który musiał porzucić swe ukochane góry „dla chleba” zadedykowana została Julii Colingworth, która zaprosiła grupę na dwutygodniowe tournée po naszym stanie.

Pożegnalny koncert, obejmujący utwory kompozytorów epoki renesansu i baroku odbył się 22 lipca w monumentalnym neoromańskim Fountain Street Church w Grand Rapids. Młodzi artyści śpiewali po łacinie, włosku, polsku i angielsku, grali na dawnych instrumentach, które wyszły z powszechnego użytku już w 18. wieku (takich jak fidel kolanowa, szałamaja, krumhorn czy lira korbowa), a także tańczyli. Wszystkie układy taneczne wykonywanych przez nich tańców dworskich i mieszczańskich również pochodzą z epoki, a przygotowuje je specjalnie dla zespołu, na podstawie historycznych zapisów i rysunków, Dariusz Brojek „baletmistrz dworski” grupy Cracovia Danza.
I podobnie jak wcześniej w Orchard Lake, Detroit, Ann Arbor, Bay City, Boyne City, Elk Rapids, Traverse City oraz Holland, zachwycona publiczność – która przychodząc na występ grupy dziecięco-młodzieżowej, być może nie spodziewała się aż tak wysokiego poziomu artystycznego – gromkimi brawami i okrzykami nagrodziła wspaniały występ.

Julia Colingworth, 86-letnia organistka i dyrygentka chóru kościoła metodystów w Holland, nie tylko zaprosiła Scholares Minores pro Musica Antiqua, ale przez ponad rok ciężko pracowała nad przygotowywaniem ich trasy koncertowej. Szukanie sal koncertowych, a także rodzin, które zgodziłyby się gościć u siebie młodych artystów i ich opiekunów, okazało się dużym wyzwaniem, gdyż grupa liczyła łącznie 37 osób, w tym 33 wykonawców. A jednak znaleźli się ludzie, którzy poparli „szalony” pomysł pani Julii, gdyż podobnie jak ona mocno wierzą w sens takich międzynarodowych spotkań i wymiany kulturalnej. Dla wielu organizacji polonijnych, dodatkową motywacją niewątpliwie był fakt, że grupa reprezentowała Polskę.

Jak to się stało, że pani Julia, niemająca żadnych polskich korzeni, postanowiła zaprosić właśnie tę grupę z Polski i podjęła się herkulesowego wręcz zadania zorganizowania im trasy koncertowej oraz pobytu w naszym stanie.
Wszystko zaczęło się mniej więcej cztery lata temu od Julii Gajec, uczennicy ostatniej klasy liceum w Poniatowej koło Lublina, która zakwalifikowała się do programu międzynarodowej wymiany Greenheart Exchange. Trzeba wiedzieć, że Julia Colingworth wcześniej już wielokrotnie gościła u siebie uczniów z tej wymiany. Tym razem, ze względu na wspólne zamiłowanie do muzyki, wybrała Julię Gajec należącą do zespołu Scholares Minores pro Musica Antiqua.
Dwa lata później, przy okazji pobytu we Włoszech na konferencji organizacji Greenheart Exchange, Julia Colingworth wybrała się do Polski na zaproszenie swojej byłej podopiecznej. Spędziła wtedy kilka dni w Poniatowej koło Lublina, gdzie zespół Scholares Minores ma swoją siedzibę. Pani Julia była pod dużym wrażeniem tego, co zobaczyła na próbach (bo pierwszy koncert Scholares pani Julia obejrzała dopiero w tym roku, 10 lipca, w Galerii na kampusie Szkół Orchard Lake): dzieci i młodzież grające na replikach starych instrumentów, śpiewające utwory renesansu i baroku oraz wykonujące tańce z tych epok. A wszystko na bardzo wysokim, wręcz profesjonalnym, poziomie artystycznym. Właśnie wtedy pani Julia zaprosiła grupę do Michigan.

Na zdjęciu: Julia Colingworth z Julią Gajec i jej siostrą Amalią

Członkami Scholares Minores pro Musica Antiqua są dzieci i młodzież, wyłaniane podczas dorocznych przesłuchań chórzystów dziecięcego chóru „Szczygiełki”.  Chór liczący około 200 dzieci, został założony w 1975 roku przez małżeństwo entuzjastów muzyki dawnej, Danutę i Witolda Danielewiczów, których pani Julia miała okazję poznać w Poniatowej. Obecnie 13 nauczycielek pracuje z dziećmi w Ognisku Pracy Pozaszkolnej imienia Danuty i Witolda Danielewiczów, którym od 2013 roku kieruje Anna Karwat. Tylko jedna z nauczycielek nie występowała wcześniej w zespole „Szczygiełki.
Grupa Scholares Minores – podobnie jak u nas zespół taneczny „Wawel” – powstała, kiedy okazało się, że „szczygiełki” dorośleją, ale nadal chcą śpiewać, tańczyć i grać na instrumentach. Stąd wziął się pomysł założenia bardziej „dorosłego” zespołu, który właśnie zakończył swoje128. zagraniczne tournée artystyczne. Zespół przez lata wyrósł na znaczącego ambasadora polskiej kultury i sprawił, że wioska Poniatowa znana jest miłośnikom muzyki w całej Europie. Ich poprzedni wyjazd artystyczny, do Francji, odbył się w maju bieżącego roku. Każdy członek zespołu śpiewa, gra na instrumentach, tańczy, a sobotnie próby zespołu nierzadko trwają cały dzień.
Lwią część grupy, która koncertowała w Michigan, stanowiły dziewczęta i młode kobiety (wiek uczestników to 10–26 lat). Zapytałam Macieja Stachyrę, który kiedyś również występował w zespole, a tym razem sprawował funkcję fotografa oraz jednego z opiekunów, dlaczego w zespole przeważają dziewczęta. Według niego chłopcy nie palą się do występowania, bo nie lubią…chodzić w rajtuzach!

Gdyby pani Julia wtedy w Polsce wiedziała, na co się porywa, być może by grupy nie zaprosiła, ale na szczęście dla nas wszystkich, zachwycona talentem, pracowitością i wyjątkowymi umiejętnościami zespołu, sprowadziła Scholares Minores do Michigan.

Podjąwszy się tego karkołomnego przedsięwzięcia, pani Julia próbowała najpierw zainteresować grupą instytucje profesjonalnie zajmujące się krzewieniem kultury, takie jak Michigan Arts and Culture Council oraz Blue Lake Fine Arts Camp, ale nic z tych usiłowań nie wyszło. Podobnie Interlochen Center for the Arts, miejsce, które według Pani Julii byłoby idealne na koncert, też nie było zainteresowane grupą z Polski.

Niezrażona niepowodzeniami, pani Julia, zaprawiona w bojach wolontariuszka, która działa między innymi w organizacji Make-A-Wish, zwróciła się wtedy do polonijnych organizacji, wspólnot religijnych oraz parafii katolickich z prośbą o przyjęcie grupy oraz zorganizowanie jej koncertów. (Więcej o pani Julii można przeczytać w artykule: https://thelakeshorewm.com/cultural-exchange-changed-my-life-why-im-bringing-a-polish-choir-to-michigan/)

I był to strzał w dziesiątkę. Chociaż nie wszystkie z nich odpowiedziały pozytywnie, znalazło się ich wystarczająco dużo, by przyjazd mógł dojść do skutku. W kolejności, w jakiej gościły  one Scholares Minores pro Musica Antiqua, były to: Orchard Lake Schools, na czele z dyrektorką do spraw polonijnych Polskiego Instytutu Nauki i Kultury (PICROL) Anną Bieciuk, która wspaniale opiekowała się grupą przez pierwsze trzy dni; Polish Cultural Fund-Ann Arbor z Amy Olszewski i Andrzejem Dolatą, u których zespół m.in., pływał na kajakach po rzece Huron i zwiedzał muzeum instrumentów w University of Michigan; Bay City z diakonem Stanleyem Kuczynskim, parafią św. Stanisława Kostki oraz z Tri-City Polish Heritage Society, które zakwaterowało grupę w hotelu, a w ramach rozrywki zaprosiło na rejs stateczkiem po zatoce; parafia i kościół św. Mateusza w Boyne City z  Patty Furtaw, która wyprawiając grupę do St. Ignace przygotowała im pudełka z lunchem; parafia Sacred Heart of Jesus  w Elk Rapids z Wesem Moultonem; parafia Świętego Józefa w Traverse City z Danielem Feundlem; oraz Holland First United Methodist Church, macierzysty kościół Julii Colingworth, od którego pani Julia rozpoczęła swoją akcję. Dwa kościoły, Dearborn First United Methodist Church oraz historyczny kościół świętego Wojciecha w Detroit, również zorganizowały koncerty zespołu, a członkowie Polish American Historic Site Association, organizacji, która od 1991 roku sprawuje pieczę nad kościołem św. Wojciecha, zaprosili Scholares Minores na mszę i piknik zorganizowane z okazji 154.rocznicy powstania tej pierwszej w Detroit polskiej parafii.

Wszyscy wymienieni (oraz rzesza innych osób, których nie sposób wymienić tu z nazwiska) włączyli się w projekt z wielkim oddaniem i entuzjazmem, a goszcząc młodych artystów, zadbali o to, żeby interesująco spędzili czas.

Grupy przyjmujące zespół gotowały posiłki, a rodziny, które gościły młodzież i dorosłych, zapewniły im noclegi, śniadania i często dodatkowe atrakcje oraz odbierały i dowoziły swoich podopiecznych na miejsca zbiórki. Choć czasem niełatwo było zachęcić parafian albo członków organizacji do podjęcia się takiego wymagającego zadania, osoby, które się na to zdecydowały, często później ze łzami w oczach żegnały swoich podopiecznych, nie mogąc się z nimi rozstać.

Młodzi artyści, jak też ich opiekunowie – dyrektorka Anna Karwat, instruktorki Joanna Szafran-Biały i Agnieszka Wójcikowska oraz Maciej Stachyra – są przemiłymi ludźmi: serdecznymi, skromnymi, komunikatywnymi oraz bardzo wdzięcznymi za takie miłe przyjęcie.

Odrębnym aspektem organizacji tournée było wynajęcie autobusu, który umożliwiłby grupie przemieszczanie się po Michigan. Trzeba się było liczyć z kosztami przekraczającymi 20 tysięcy dolarów i musiały to być pieniądze, a nie darowizny „w naturze”. Z racji tego, że grupa woziła ze sobą skrzynie z instrumentami i kostiumami, musiał to być duży autobus.

I tu pomogła organizacja Friends of Polish Art (FPA; Towarzystwo Przyjaciół Sztuki Polskiej), która nie tylko jako pierwsza zadeklarowała wsparcie finansowe, ale też zorganizowała zbiórkę pieniędzy na ten cel. Na apel FPA od razu odpowiedziała Polsko Amerykańska Federalna Unia Kredytowa (która również hojnie wsparła pobyt grupy w Orchard Lake i Ann Arbor) i Polsko Amerykański Kongres-Oddział Michigan, a następnie do zbiórki koordynowanej przez FPA dołączyli także Club Polonia z Wyandotte, Polish National Alliance-Council 122, Chór Filareci, Krystyna’s European Spa, Suzanne Sloat and Ray Okonski Foundation, Polish Day Parade, zespoły taneczne PRCUA „Halka”, „Zakopane” i „Zajączek”, American Polish Cultural Society, Wessels&Wilk Funeral Home oraz wielu członków FPA.
Dodatkowym źródłem potrzebnych funduszy była zbiórka na koncie GoFundMe założonym przez Julię Colingworth. Z zebranych tam pieniędzy pani Julia pokryła część kosztów wynajmu autobusu, jak również zapłaciła za hotel w Paradise na Upper Peninsula oraz za bilety na prom na wyspę Mackinaw.

Niestety, w dniach, w których grupa zwiedzała wyspę oraz wodospady Tahquamenon na Upper Peninsula, powietrze w tej części Michigan było bardzo zanieczyszczone dymem i pyłem, które napłynęły z Kanady, gdzie z wyniku suszy płonęły lasy. Już w Bay City chmury przysłoniły słońce, więc przed wyjazdem gospodarze postarali się o maseczki, w których grupa zwiedziła park Hartwick Pines. Nie był to jedyny park na trasie: Julia Colingworth, przygotowując program, zadbała o to, aby zespół miał kontakt z piękną przyrodą, z której słynie nasz stan, jak również poznał jego kulturę i historię (grupa zwiedziła m.in. Greenfield Village w Dearborn oraz Grand Rapids Public Museum, gdzie mieści się stała ekspozycja poświęcona polsko-amerykańskiemu dziedzictwu kulturalnemu.)

Ze Scholares Minores pro Musica Antiqua pożegnaliśmy się w ubiegły czwartek. Śmiało możemy uznać, że ich michigańskie tournée było dużym sukcesem.
Pora zatem na parę bardziej ogólnych refleksji.

Przede wszystkim zadajmy sobie pytanie, jak można by coś takiego – czyli 11 występów dużej grupy artystów z Polski – zorganizować inaczej, bo nie ukrywajmy, „szalony” pomysł pani Julii, w którym wszystko opierało się na jej własnej pracy oraz na dobrej woli wolontariuszy, spotkał się z zupełnym brakiem zrozumienia, a wręcz z krytyką ze strony niektórych przedstawicieli Polonii.

Odpowiedź na to pytanie pozostawiam krytykującym. Jedno jest pewne, że inne przygotowanie takiego tournée wymagałoby wcześniejszego zgromadzenia pokaźnych środków, co, jak wiadomo, nie jest łatwe.  Sama podróż samolotem, sfinansowana tym razem głównie przez rodziców młodych artystów, kosztowała około 50 tysięcy dolarów. Cieszmy się więc, że jedna wspaniała osoba potrafiła wzbudzić entuzjazm dla projektu i skutecznie zachęcić najpierw sam zespół do przyjazdu, a później armię ochotników, w tym liczne organizacje polonijne, do bardzo owocnej współpracy.

W kontekście 250. rocznicy powstania Stanów Zjednoczonych można zauważyć, że w tym fantastycznym przedsięwzięciu przejawia się zarówno amerykański indywidualizm (pani Julia), jak i piękno wspólnego, uwieńczonego sukcesem, wysiłku.*

Pani Julia Colingworth, ryzykując wiele (również finansowo), ofiarowała nam, Polonii, wspaniałą szansę, aby zjednoczyć nasze wysiłki i razem umożliwić wyjątkowej grupie niezwykle utalentowanych młodych artystów zaprezentowanie tu polskiej kultury. Dzięki pani Julii (i wszystkim, którzy ten projekt poparli) ponad dwa tysiące mieszkańców naszego stanu miało okazję uczestniczyć w pięknych muzyczno-teatralnych spektaklach, zachwycić się dawną muzyką, przepięknym śpiewem, historycznymi tańcami i kostiumami, a także poznać brzmienie dawnych instrumentów. Mogli się przekonać, że polska kultura, która najczęściej kojarzy się tu z pierogami i z tanecznymi popisami grup folklorystycznych, ma dużo więcej do zaoferowania.  Młodzi artyści przywieźli ze sobą piękną muzykę, ale też swoją młodość i współczesną Polskę, a poznali, i chyba na zawsze zapamiętają, Amerykę taką, jaką kochamy i podziwiamy najbardziej: otwartą, wielokulturową, ufną i gościnną.

Fountain Street Church w Grand Rapids: Scholares Minores pro Musica Antiqua z Anną Karwat, Joanną Szafran-Biały, Justyną Wójcikowską, Julią Colingworth, Dr. Emmanuelem De Leon Jr., Brianem Malskim i Aliną Klin.

Serdecznie dziękujemy niezrównanej Julii Colingworth za jej wysiłki, dzięki którym trasa koncertowa oraz pobyt Scholares Minores pro Musica Antiqua w Michigan tak bardzo się udały! Jesteśmy też niezmiernie wdzięczni wszystkim osobom i organizacjom, które wniosły ogromny wkład w to przedsięwzięcie.  Dziękujemy i gratulujemy rewelacyjnym młodym artystom oraz ich wspaniałym nauczycielom i opiekunom! Zachowamy was w naszych sercach i naszej pamięci.

Tekst i zdjęcia: Alina Klin

*Metafora, która się tu nasuwa, to wznoszenie stodoły (barn raising). Jak wiemy, drewniana konstrukcja stodoły powstaje najpierw na ziemi, a następnie jej elementy ustawiane są pionowo przez dużą grupę poproszonych o pomoc sąsiadów.  Zapoczątkowana w 18. wieku tradycja udzielania bezpłatnej i bezinteresownej pomocy sąsiadowi, który sam nie byłby w stanie takiej pracy wykonać, jest nadal kultywowana. Wiele mówi to o Stanach Zjednoczonych, często postrzeganych jako kraj skrajnie indywidualistyczny. Taką naszą „stodołą”, wzniesioną wspólnym wysiłkiem, było dwutygodniowe tournée i pobyt grupy Scholares Minores pro Musica Antiqua w Michigan.

Leave a Reply