Skip to main content

Janusz Wróbel

Historia ta oparta jest na opowiadaniu Carol Lynn Pearson The Lesson, które zostało wydane w formie książkowej, i o ile mi wiadomo, nie zostało jeszcze przetłumaczone na język polski. C. L. Pearson, amerykańska pisarka i poetka starszego pokolenia, zadedykowała swój utwór swoim wnuczętom.

Bohaterem historii jest mały Robert, który właśnie poszedł pierwszy raz do szkoły. Bardzo mu się tam podobało – i ławki, i ołówki, i koledzy, a także nauczycielka, która okazała się być bardzo miłą osobą. Pewnego dnia nauczycielka zadała dzieciom pierwsze zadanie, pytając, ile jest jeden dodać jeden. Robert był uważnym uczniem, więc potrafił udzielić prawidłowej odpowiedzi. Następnego jednak dnia, ponieważ Robert znał już odpowiedź na zadanie, zamiast słuchać tego, co się dzieje w klasie, zapatrzył się w okno. Kiedy powrócił myślami do lekcji, zauważył na tablicy nowe zadanie – ile jest dwa plus dwa? Co? –zapytał zdziwiony – nowy problem? Mój drogi – odpowiedziała nauczycielka – to tylko początek; będziesz musiał sobie jeszcze poradzić z bardzo wieloma problemami. Robert westchnął, a potem odpowiedział cztery. Dobrze – powiedziała pani, a Robert się uśmiechnął, bo rozwiązał już dwa zadania. I choć czasami zżymał się na stawiane przed nim trudności, to w końcu je pokonywał, i z tego się cieszył. I przeszedł do następnej klasy.

Któregoś dnia nauczycielka zadała nowe zadanie: jesteś w piaskownicy, masz trzy autka i jedną ciężarówkę i bawisz się nimi. Przychodzi Jacek i zabiera ci dwa autka i samochód ciężarowy. Ile razy powinieneś go uderzyć? – Dwa razy? – Nie. – Trzy razy? – Nie. – Ani razu? – Dobrze – odpowiedziała nauczycielka, kiedy za trzecim razem Robert udzielił prawidłowej odpowiedzi. I uczeń się uśmiechnął.

Problemów, zadawanych Robertowi było coraz więcej. Któregoś dnia uczeń oświadczył: To mi się w ogóle nie podoba. Dlaczego pani mnie karze, zadając mi te wszystkie zadania? To nie kara, Robercie. Dzieje się tak, dlatego że musisz przejść do następnej klasy i być gotowy na trudniejsze zadania, które tam cię czekają, po czym zadała mu następny problem do rozwiązania. Otóż jedziesz na rowerze dwie przecznice na wschód i trzy przecznice na północ, spadasz z roweru i łamiesz sobie jedną nogę. Czy jest to twoja wina, czy roweru wina, czy chodnika, czy może twoich rodziców, którzy podarowali ci rower? Robert ciężko pracował nad rozwiązaniem, a kiedy je znalazł, uśmiechnął się i nauczycielka uśmiechnęła się także. I Robert przeszedł do następnej klasy.

Kiedyś nauczycielka zadała mu następujące zadanie: Robercie, jeżeli twoja rodzina przeniesie się do dużego miasta i do małego mieszkania, i będziesz musiał rozstać się z dwoma akwariami i z psem… O nie – zaprotestował uczeń – poproszę o inne zadanie. Niestety, nie mogę – odrzekła nauczycielka – bowiem, to jest TWÓJ problem i ty musisz go rozwiązać. I tak się stało. I Robert poczuł się dumny. I przeszedł do następnej klasy.

Po wakacjach czekało go następne zadanie. Robercie – usłyszał – jak już będziesz nastolatkiem, i nie będzie ci dobrze szło w szkole, w której nie będziesz popularny, twarz będziesz miał wysypaną krostami, rodzice się rozwiodą, a ty będziesz myślał, że to twoja wina, to: a) zaczniesz brać narkotyki, żeby uciec od bólu, b) zabijesz się, c) znienawidzisz swojego ojca, lub d) znajdziesz inne rozwiązanie? O nie – protestował Robert – dlaczego pani mnie karze takim okropnym zadaniem? Nie karzę cię, Robercie – odpowiedziała nauczycielka – jesteś teraz dużym chłopcem, więc masz problemy dużych chłopców. Przestań chować się pod ławką, usiądź i rozwiąż swoje zadanie. I Robert tak zrobił. I przeszedł do następnej klasy.

Robert nauczył się nie chować pod ławką, pojął, że tylko on sam może rozwiązywać wyzwania, które są jego problemami. Cieszył się z przerw, wakacji i długich weekendów, ale rozumiał też, że zawsze w końcu zadzwoni dzwonek i pani postawi przed nim kolejne problemy i że czasem, zanim zdąży rozwiązać jeden z nich, będzie musiał zabrać się za kolejny. I przeszedł do następnej klasy.

Robercie, jeśli twoja żona, która naprawdę jest dobrą osobą, ma dziesięć przyzwyczajeń, które doprowadzają cię do szaleństwa, i ma piętnaście kilo nadwagi, i poświęca połowę swojego czasu na rzeczy, które są dla niej ważne, ale nie dla ciebie…

Robercie, jeśli masz troje dzieci i jedno z nich urodziło się z wadą rozwojową, która dodała ci tylko więcej zmartwień, bo odjęła ci możliwości i podzieliła twoją uwagę i pomnożyła problemy związane z troszczeniem się o rodzinę…

Robercie, jeśli wiesz, że twój szef oszukuje czterdzieścioro pięcioro ludzi, w siedmiu regionach, na dwanaście różnych sposobów, i jeśli piśniesz o tym słówko, to w dziewięćdziesięciu procentach stracisz najlepszą robotę, jaką kiedykolwiek miałeś…

Robercie, jeśli czternaście razy z rzędu zastanawiasz się rano, czy warto wstać z łóżka, bo wiesz, że dajesz sto procent siebie dwom tuzinom ludzi, i dostajesz z powrotem tylko trzydzieści procent…

Robert latami siedział w swojej ławce, próbując najlepiej, jak potrafił, ale ze zmiennymi skutkami, radzić sobie z zadaniami. Bliscy mu ludzie służyli mu wsparciem, ale ostateczne rozwiązania jego problemów musiały pochodzić od niego samego. A kiedy nic mu nie przychodziło do głowy, nauczycielka mówiła: To w porządku, Robercie, wrócimy do tego zadania innym razem. Coraz rzadziej Robert pytał, dlaczego karze się go zadaniami, i nauczył się, że uczenie się czyni go szczęśliwszym. I przeszedł do następnej klasy.

Pewnego dnia Robert był już bardzo stary i przysypiał od czasu do czasu na lekcjach. Nauczycielka zwróciła się do niego z nowym zadaniem: Robercie, jeśli miałeś już trzy ataki serca, nie masz jednej nerki, stajesz się coraz słabszy i jest ci ciężko oddychać, jak mocno potrafiłbyś kochać i kto pamiętałby cię po twej śmierci? Robert pochylił się nad ławką i zaczął rozwiązywać zadanie. Nagle uzmysłowił sobie, że wszystkie lekcje, w których uczestniczył w całym życiu, tak naprawdę były tylko jedną lekcją; że wszystkie zadania, które przyszło mu rozwiązywać, sprowadzały się do jednego tylko problemu:

Robercie, jak mocno kochasz?

Robert rozprostował kości, wygodnie oparł się na siedzeniu, westchnął i uśmiechnął się. I nauczycielka uśmiechnęła się także.

I Robert przeszedł do następnej klasy.

W oparciu o książkę Carol Lynn Pearson, The Lesson. A Fable for Our Times

Leave a Reply