Skip to main content

Z Jerzym Kropiwnickim, ekonomistą i byłym ministrem, rozmawia Marek Ruszczyński

– Często słyszymy, że jedyną rzeczą jaka się w Polsce udała po 1989 roku jest w miarę dobra gospodarka i że Polska jest już 20. gospodarką świata. Naprawdę tak jest?

– Bardzo poważnie w to wątpię, bo od czasu do czasu zdarzało się, również za PRL-u, kiedy bywaliśmy 10. gospodarką świata, a potem okazywało się, że tak nie do końca jest. Jeżeli chodzi o sukces polskiej gospodarki, to on jest – można powiedzieć – połowiczny. Dlatego, że – jak się okazuje – Polska staje się ostatnio nieco mniej atrakcyjna dla inwestycji zagranicznych, Okazuje się, że tak zwany drobny handel i rzemiosło zanikają. A więc nie jest to gospodarka, która miałaby podstawy najbardziej oczywistej i prostej przedsiębiorczości. To jest gospodarka, która w coraz większym stopniu opiera się jednak na wielkich korporacjach, często z dominującym kapitałem zagranicznym, także takimi, które w razie potrzeby mogą się gdzie indziej ewakuować. Wiadomość o tym, że Polska znalazła się w gronie 20. największych gospodarek świata przyjmuję z oczywistą satysfakcją, ale i z pewnym niedowierzaniem.

– Z drugiej strony słyszymy, że polska gospodarka może się w każdej chwili załamać, bo mamy masę regulacji unijnych, skomplikowany system podatkowy, że polska gospodarka jest tylko montownią a niczego własnego nie produkuje. Czy są sygnały, że stan gospodarki może się pogorszyć?

– Takich sygnałów w tej chwili wyraźnie nie widać, natomiast to o czym Pan wspomniał jest taką informacją, która diagnozuje rzeczywiste niebezpieczeństwo, jakie może się z nagła pojawić. Już kilkakrotnie powtórzono, że wbrew staremu powiedzeniu, iż kapitał nie ma narodowości, to okazuje się, że ją ma. I że wtedy, kiedy gospodarka znajduje się w kłopotach, to Włosi potrafią wycofać swoje inwestycje Fiata, firmy prywatnej, z Polski, żeby wzmocnić czy też ochronić gospodarkę włoską. Tego rodzaju sytuacja będzie się mogła powtarzać tym częściej im bardziej będziemy – można powiedzieć – na pewnego rodzaju łasce wielkich korporacji zachodnich. A to, że uczyniono z Polski montownię jednocześnie oznacza, że ten kapitał może bardzo szybko uciec z Polski do krajów, gdzie pojawią się większe korzyści ekonomiczne lub polityczne takiego przesunięcia, gdzie znajdą się na przykład obszary tańszej siły roboczej.

– Jaka jest sytuacja Polski po 2 latach rządów Donalda Tuska?

– Jak widać, zaskakująco zła. Mówię „zaskakująco”, bo nie spodziewałem się, że raptem pojawią się tak wielkie problemy z dopięciem budżetu i z brakami na tak kluczowe dla dobrobytu społecznego dziedziny, jak na przykład ochrona zdrowia. Jakoś za rządu prawicy środków starczało na wszystko. Natomiast tutaj, przy rzekomo wielkich pieniądzach, które idą – z wstrzymywanych poprzednio – funduszów unijnych, budżet nie może się spiąć i szuka się oszczędności tam, gdzie ich realizacja stanowi zagrożenie dla dobrostanu społecznego. Podejrzewam, że nastąpiło odbudowanie tak zwanej mafii VAT-owskiej, bo jej rozmontowanie za rządów prawicy spowodowało, że budżet po stronie dochodów bardzo się wzmocnił i wobec powyższego zaczęło starczać na wszystko. I były raczej powiększenia środków, niż ich ograniczanie w tych dziedzinach, które decydują i o stanie bezpieczeństwa państwa, ale także i o dobrostanie społecznym. Chciałbym przypomnieć, że to za czasów prawicy skutecznie zbudowano ochronę naszej wschodniej granicy i zwiększono nakłady na armię, nawet wbrew protestom, krytykom i ośmieszaniu przez ówczesną opozycję. Podjęto też działania na rzecz wspomagania Ukrainy. Przypomnę, że przez pewien czas byliśmy praktycznie jedynym krajem w Europie, który skutecznie wspomagał wysiłek Ukrainy oraz przyjął ogromną liczbę uchodźców do naszego kraju, zapewniając im bardzo godziwe warunki. I na to wszystko pieniędzy starczało. Dzisiaj natomiast mówi się o „koniecznych” cięciach, zwłaszcza w obszarze służby zdrowia, o wydłużeniu terminów oczekiwania na ważne dla życia zabiegi i operacje, przy jednoczesnym narzekaniu służby zdrowia na mizerię jeśli chodzi o podstawowe wynagrodzenia. I jednocześnie jest tak, że służba zdrowia zaczyna cierpieć na braki kadrowe. Nadal trwa poszukiwanie pracy na przykład w Norwegii przez personel medyczny.

– Czego Panu najbardziej żal, czego nie udało się zrobić w Polsce po zmianach w 1989 r.?

– Nie udało się zrobić zmiany politycznej. Mamy obecnie wybór do roli drugiej osoby w państwie Włodzimierza Czarzastego, który nie kryje się ze swoimi politycznymi sympatiami do PRL-u, który rozgrzesza a nawet chwali Wojciecha Jaruzelskiego, owego zamordystę, który wprowadził stan wojenny w Polsce, dla którego Ryszard Kukliński jest zdrajcą i który słusznie uważa, że tak naprawdę zwycięstwo „Solidarności” zostało zmarnowane realizacją tak zwanego porozumienia w Magdalence a konsekwencją tego jest dzisiaj to, że postkomuna czuje się silna jak nigdy dotąd. A przy okazji dokonuje się jedna rzecz, która mi się jeszcze kilka lat temu w głowie nie mieściła, mianowicie następuje przeobrażanie kiedyś postsolidarnościowej partii Platforma Obywatelska w partię postkomunistyczną. Proszę zauważyć, że dawni działacze bardzo wysokiego szczebla w post-PZPR-owskich formacjach, tacy jak Bartosz Arłukowicz czy Dariusz Joński dzisiaj są wpływowymi i liczącymi się politykami w Platformie Obywatelskiej. I nie są to jedyni przedstawiciele tamtej dawnej formacji. Ci są o tyle szczególnie znaczący, że kiedyś wchodzili w skład najwyższego kierownictwa postkomunistycznych organizacji w Polsce posierpniowej.

– Jak Pańskim zdaniem i kiedy zakończy się wojna na Ukrainie?

– Trzeba o to spytać Donalda Trumpa, który prowadzi grę mało przejrzystą dla zewnętrznych obserwatorów.

– Dziękuję.

Rozmawiał: Marek Ruszczyński

Jerzy Kropiwnicki – ekonomista, polityk, działacz związkowy w NSZZ “Solidarność”, więzień polityczny w czasie stanu wojennego, wielokrotny minister, były prezydent Łodzi w latach 2002-2010, poseł na Sejm RP I i III kadencji, pełnił ważne funkcje państwowe oraz wykładowca akademicki.

Fot.: archiwum

Leave a Reply