NA RZECZ WOLNEJ POLSKI
Marek Bober
W dniach 4-6 czerwca 2025 r. odbyła się w Summersville, West Wirginia, konferencja „Emigracja niepodległościowa w USA w latach 80.”. Odbyła się ona pod patronatem honorowym prezesa Instytutu Pamięci Narodowej dr Karola Nawrockiego i z udziałem m. in. historyków IPN. Po zakończeniu konferencji, pytaliśmy uczestników o wrażenia. Pytaliśmy, dlaczego przyjechali, co było dobre, czego zabrakło i co należałoby zmienić na przyszłość, gdyby pomysł konferencji był kontynuowany. Słowem, pytaliśmy o ogólne wrażenia i uwagi. Większość naszych rozmówców uczestniczyła bezpośrednio w spotkaniu, kilka osób obserwowało konferencję w Internecie.
***
Zbigniew Pałamar, organizacja Freedom and Solidarity: – Przyjechaliśmy z kolegami i po 40 latach mogliśmy uczestniczyć w spotkaniu naszego środowiska. Wcześniej takiego spotkania nie było, nie było spotkania podsumowującego czas emigracji w Stanach Zjednoczonych. Przyjechałem po prostu z ciekawości. Pomysł mnie zaciekawił, dlatego się zmobilizowaliśmy i wspólnie przyjechaliśmy. Co mnie zaciekawiło na tej konferencji? Może niektóre zbyt długie dialogi nie były potrzebne, ale w większości były bardzo dobre. Po pierwsze, organizacja konferencji była na poziomie bardzo dobrym. Na pewno większość uczestników to przyzna. Po drugie, zaangażowanie Marka Ruszczyńskiego i Mariana Faryniarza było dostrzegalne, włożyli dużo serca. Chcieliśmy za to wszystko podziękować. A na przyszłość? Jeżeli dożyję i będzie kolejne spotkanie, postaramy się w tym gronie przyjechać.
Co można byłoby zrobić lepiej, poprawić? Więcej dopuścić do głosu ludzi z sali. Niektórzy mogli przedstawić swoje wspomnienia i refleksje. Część wystąpień była rozwlekła, niektórzy mówili nie na temat lub mówili mało konkretnie. Za mało było o „Solidarności”. Było dużo o KPN, o podziemiu, „Solidarność” nie była tak bardzo wyeksponowana.
Czy bym przyjechał na podobną konferencję w przyszłym roku? Oczywiście, gdy mi tylko zdrowie pozwoli, tym bardziej przyjadę. I jeszcze bym wziął ze sobą moją żonę, która też należy do naszej organizacji.
Krzysztof Sinkiewicz, Freedom and Solidarity: – Przyjechałem z większością kolegów. Skorzystałem z okazji i jestem bardzo zadowolony. Była to w sumie bardzo udana impreza. Było dużo ciekawych rzeczy, pojawiło się dużo ciekawych ludzi, ale mogło ich być więcej. Ogólnie to było bardzo fajnie. Co najbardziej się podobało? Co najbardziej było interesujące? Wszystko było OK. Dawno czegoś takiego nie było. Nigdy nie byłem na takiej konferencji. Po tylu latach w Ameryce byłem na czymś takim po raz pierwszy. Ogólnie wszystko było do przyjęcia, oczywiście z pewnymi momentami.
Co można było zrobić lepiej? Co w przyszłości zrobić inaczej? Zaangażować w to bardziej „Solidarność”, bo mieliśmy tutaj w sumie Solidarność Walczącą i KPN. „Solidarności” było bardzo mało a nas była tutaj liczna grupa. Czas, który organizatorzy przeznaczyli dla nas był trochę za krótki, nawet dużo za mały. A jakby nie było, reprezentujemy silną grupę. Czy przyjadę, jeśli konferencja będzie robiona ponownie? Z przyjemnością.

Członkowie organizacji Freedom and Solidarity pozują do pamiątkowego zdjęcia przy wystawie, którą przywieźli na konferencję. Od lewej: Krzysztof Sinkiewicz, Janusz Kudełko, Kazimierz Kochanowicz, Alicja Kochanowicz, Kazimierz Szmigiel, Beata Langowski, Zbigniew Pałamar, Jerzy Śliwowski, Adam Stępień. Fot.: Adam Więckowski
Jerzy Śliwowski, Freedom and Solidarity: – Dlaczego przyjechałem? Przyjechałem dlatego, że sam tytuł mnie zmobilizował. Że będzie to wspomnienie okresu, kiedy jako młody człowiek angażowałem się w działalność na rzecz Polski. Inicjatywa przyjazdu wyszła ode mnie, zobaczyłem w nowojorskiej gazecie ogłoszenie o konferencji, bardzo małe, na pierwszej stronie. Skontaktowałem się z kolegami, powiedziałem, że musimy tam być. Nawiązaliśmy z organizatorami kontakt. Sama konferencja była bardzo dobrze przygotowana tematycznie. Tematy były starannie dobrane. Wszyscy paneliści byli bardzo dobrze przygotowani. Ta wiedza była dla nas nieznana, taka przez mgłę, taka skrawkowa. Mogliśmy w kuluarach dopytać pracowników IPN o szczegóły, o których nie można było dawniej mówić głośno. To jest z tej konferencji dla mnie największy plus. Można było dowiedzieć się wiele rzeczy, które nie są dostępne w środkach masowego przekazu i o których żeśmy się dowiadywali pocztą pantoflową. Mieliśmy niezwykle dobrze przygotowaną ekipę z IPN. To ludzie bardzo uprzejmi, chętni do udzielania odpowiedzi i wyjaśniania zawiłych szczegółów, niekoniecznie zawsze związanych z konferencją, ale będących blisko. Jestem pod wrażeniem tych ludzi. Jeśli będziemy mieli takie pokolenie jak oni, to Polska nie zginie. Dziękuję organizatorom tej imprezy i mam nadzieje, że na tej patriotycznej drodze spotkamy się wkrótce. Nie będziemy czekać długo, będziemy naciskać ze swojej strony. Będziemy zwracać się do organizatorów z prośbą, bo myślę, że jest chęć kontynuowania takich spotkań.
Koledzy mówili o braku przedstawienia nas. Nie byliśmy ujęci tematycznie. Nas wszystkich bolało, że nie mówiliśmy o trudzie przyjazdu tutaj z rodzinami. To był koszmar. Ale to nie był temat konferencji. Tematem konferencji była walka. Wszyscy mówcy przedstawiali walkę z komuną. Ten film z IPN o tej walce, to był skarb. Pamiętało się pewne urywki z „Nowego Dziennika”, uczestniczyłem na przykład w niektórych demonstracjach, każdego 13 dnia miesiąca przy konsulacie. Mogę podziękować, pogratulować i mam nadzieję, że spotkamy się może za rok.
Jan Sołowiej: – Jakie wrażenia? Dlaczego przyjechałem? Jestem zaangażowany w sprawy polskie. Należałem też do „Solidarności” a były to miliony. Widziałem to od dołu w Trójmieście, w Gdańsku. Były inne ośrodki, ale z Trójmiasta wiele rzeczy znam najlepiej. Poznałem tu wiele osób z innych regionów Polski, którzy wyjechali z biletem w jedną stronę. I to jest bardzo ważne. Oczywiście, to już historią się stało, ten ruch społeczny „Solidarność”. Tym niemniej, Polska istnieje dalej. Zabrakło mi tylko pytania na tej konferencji – bo to wyglądało trochę jak walne zebranie jakiejś firmy biznesowej – o dokonania. Skoro jesteśmy jeszcze dołężni, to wydaje mi się, że z uwagi na to, iż byliśmy zaangażowani w sprawy Polski mocno, to powstaje pytanie, czy jeszcze robimy coś dalej. Co mi się podobało, co się udało? Ogólna ocena jest taka, że trzydniowa impreza w tym miejscu plus dodatkowe kuluarowe rozmowy wieczorne były bardzo ważne. One, poza częścią programową, po pierwsze pozwoliły nam się poznać, a po drugie, jeśli chcemy coś robić dalej, to bardzo ważne jest, aby wypracować konkretne poczynania. W końcowej części konferencji bardzo krótko zasygnalizowałem, dlaczego nie jesteśmy efektywni. Po prostu brakuje symbiozy między Polonią, która nie mówi po polsku – a jest to duża siła – i nowszą Polonią. I smutne to jest. Sytuacja jest jednak taka, że dalej istnieje konieczność działania. Wiemy co się dzieje w skali globalnej. Z konferencji jestem bardzo zadowolony.
Kazimierz Szmigiel: – Dlaczego przyjechałem na konferencję? Przyjechaliśmy z grupą z Connecticut, ale też z różnych stron ze Wschodniego Wybrzeża. Ja przyjechałem, oczywiście, z chęcią poznania się z innymi uczestnikami konferencji. Z chęcią poznania spraw, które były omawianie. Mam tylko małe zastrzeżenie dotyczące generalnie organizacji polonijnych działających na terenie Stanów Zjednoczonych, że nie ma sztafety pokoleń. Organizacje tego typu, jak przykładowo Kongres Polonii Amerykańskiej, nie dopuszczają nowych ludzi. Z różnych powodów ludzie się nie angażują. Ja byłem członkiem KPA i coś próbowałem robić. Ale doszedłem do wniosku, że to jest jedynie spotykanie się. Jeśli występowałem z jakąś inicjatywą działania stricte politycznego, to zderzałem się z odpowiedzią, że to nie nasza działka, my się tym nie zajmujemy, to nas nie interesuje. My nie możemy się angażować, my jesteśmy tu a sprawy polskie są dla Polaków mieszkających w Polsce. I to jest błąd. Jeżeli młodych ludzie nie dopuści się do organizacji i nie zaprosi, to co się w końcu stanie z jedną czy drugą organizacją? Mamy etap schyłkowy. My, emigracja solidarnościowa, wymrzemy. Nasza organizacja, Freedom and Solidarity, jest praktycznie hermetycznie zamknięta dla innych, młodych ludzi, bo warunkiem przystąpienia jest uczestnictwo w wydarzeniach dawnych lat. Jest to podstawowy błąd nie jednej czy drugiej organizacji, ale generalnie wszystkich działających na terenie Stanów Zjednoczonych.
Wracając do samej konferencji, było bardzo fajnie. Na początku podobało mi się jak ludzie z IPN byli moderatorami, pilnowali tego, aby każdy wypowiadający się zabierał tyle czasu, ile dla niego było przewidziane.
Jeśli chodzi o kolegów, którzy nadal działają w KPA – rozwlekli ten temat, wręcz można się było zanudzić.
Generalnie, od strony organizacyjnej, konferencja była świetna. Było bardzo dobrze. Jestem osobiście bardzo zadowolony. Co na przyszłość? Zobaczymy co nam przyniesie.

Zastępca przewodniczącego Zygmunt Staszewski i przewodniczący Komitetu Członków Solidarności i Byłych Internowanych Andrzej Burghardt podczas pierwszego dnia Konferncji West Virginia 2025 Fot.: Adam Więckowski
Andrzej Burghardt, KPA New Jersey: – Czy mi się podobało? Jak najbardziej mi się podobało. Najciekawsze i najfajniejsze w konferencji były kontakty z IPN. Przyjechała z IPN wspaniała grupa ludzi. I najważniejszy cel konferencji, dzięki temu właśnie, został spełniony. Moim zdaniem, najważniejszym celem konferencji była kwestia edukacyjna. Kwestia udokumentowania w sposób fachowy i historyczny tego, co robiliśmy w latach 80., bo zdaje się, że jest to trochę biała karta w historii Polski. Ważne jest to, co robili ci, którzy opuścili Polskę, najczęściej wypchnięci z tej Polski przez komunistyczne władze, co robili po osiedleniu się w swoim nowym kraju zamieszkania.
Konferencja była bardzo dobra, jedna z najlepszych w jakich uczestniczyłem. Jej długość i sposób wypełnienia materiałem najdobitniej świadczą o tym jak rozległy jest to temat, jak wiele poszczególni uczestnicy mieli do powiedzenia. Kilka rzeczy się nie zmieściło, ale mieliśmy trzy dni wypełnione po osiem godzin każdy. To ilustruje potrzebę organizowania kolejnych konferencji w podobny sposób, może poświęconych bardziej wycinkowych tematom, aby się zmieścić w rozsądnym czasie.
Uczestnicy mieli ogromną potrzebę wypowiedzenia się, tak jakby każdy z nich czuł, że – no cóż – czas jest nieubłagany; odchodzimy z tego świata powoli i gdy odejdziemy naszych wspomnień nie będzie nikt znał. Co można było zrobić lepiej, inaczej? Zawsze do mnóstwa rzeczy można się przyczepić. Należało dać ludziom więcej sposobności do wypowiedzenia się. Bo konferencja, jak to konferencja, ma swój program ramowy, ma plan referatów, ale się okazuje, że wszyscy chcieli coś od siebie dodać. Po zakończeniu każdego referatu można było więcej czasu przeznaczyć na pytania z sali, bo tego było mało.
Wojciech Jamrozik: – Jakie wrażenia po konferencji? Urodziłem się w Krakowie, formalnie przyjechałem do USA z Gdańska. Moje wrażenia są bardzo pozytywne. Sama moja obecność świadczy, że jednak wspieram takie inicjatywy. Oczywiście, każdy mógłby znaleźć jakieś punkty, które można krytykować. Konferencja dała mi duży wgląd na sytuację między 1982 a 1987 rokiem, bo wtedy przyjechałem do Ameryki. Zobaczyłem po prostu jak to wyglądało w tych pierwszych latach. Natomiast moja wiedza i moje przeżycia są całkowicie inne niż pokazała konferencja. Czy coś się dobrze udało? Cała konferencja udała się bardzo dobrze, świadczy o tym to, że przyjechało sporo ludzi z dalekich stron. Zainteresowanie tą sprawą jest dość duże. Nie liczyłem na to, że tutaj będzie 700 osób, jak na zjeździe krajowym „Solidarności” w Gdańsku. Patrząc na wartość osób, które przyjechały, to mogę powiedzieć, że była ona duża. Mam jedną tylko uwagę: było bardzo mało możliwości do zabrania głosu. Przywiozłem ze sobą dużo informacji i były tylko dwie możliwości, kiedy mogłem się nimi podzielić. Mam nadzieję, że jak będzie następna konferencja, to mi się uda. A jak nie będzie, to trudno. Czy przyjadę na kolejne takie spotkanie? Jak będzie, to tak. Zawsze przyjeżdżam, aby popatrzeć jak to ognisko, które rozpaliłem pali się dalej. Widzę, że jest dużo szczap, które płoną i jest nadzieja, że to będzie dalej się paliło. Mieliśmy słowa Antoniego Macierewicza, że jednak wracamy do „Solidarności” i że inne organizacje są tylko wspomagające. Jest to dla mnie budujące, bo jestem człowiekiem „Solidarności”. Nie uczestniczyłem w żadnych innych działaniach, ani partyjnych, ani innych tzw. solidarnościach, bo wszystko co ma przymiotnik, to już nie jest „Solidarność”.
Alicja Kochanowicz: – Czy podobała mi się konferencja?
Przyjechałam z grupą Freedom and Solidarity jako wsparcie, zwłaszcza dla męża. Uważam, że pomysł był bardzo dobry. Pojawiły się ogłoszenia o konferencji, początkowo mieliśmy kłopot z nawiązaniem kontaktu, ale potem już poszło dobrze. Spotkanie było bardzo dobrze zorganizowane. Za mało było czasu dla uczestników tamtych wydarzeń, którzy byli przy wielkiej historii, którzy ją przeżyli. Wiem, że jest im ciężko o tym mówić, ale po tylu latach już to jakoś przetrawili. Widzą, że się starzejemy, nie wiadomo ile lat nam zostało i chcemy przekazać następnemu pokoleniu to, co przeszliśmy.
Kazimierz Kochanowicz, Freedom and Solidarity: – Co mi się najbardziej podobało? Uważam, że konferencja była bardzo dobra, zorganizowana na wysokim poziomie. Wiadomo, że można dokonać pewnych korekt na przyszłość. Reasumując, trzy dni konferencji były bardzo dobre. Dobór mówców i tematów był doskonały. Jako Freedom and Solidarity jechaliśmy tutaj nie tyle z chęcią wzięcia udziału i wystąpienia, ale chcieliśmy się tylko zapromować. Jesteśmy młodą organizacją, która powstała w roku 2023. Jest to organizacja byłych więźniów politycznych, członków „Solidarności”, internowanych, aresztowanych i więzionych. Chcieliśmy przedstawić siebie i pomimo tego, że mieliśmy czas ograniczony, aby powiedzieć coś o sobie – nie mniej jednak nasza wystawa, nasze rozmowy dopięły tego, że byliśmy zauważani. Wracając do domu uważam, że spełniliśmy swoje zadanie.
A co można zrobić następnym razem lepiej, inaczej lub z czego zrezygnować? Trudno powiedzieć z czego zrezygnować, bo nie wiemy jak będzie wyglądała następna konferencja, jak będzie wyglądała tematycznie, co w ogóle będzie się działo na scenie politycznej w Polsce i w Stanach Zjednoczonych. Trudno obecnie zakładać jakieś ramy, że będą poruszane takie tematy czy inne. Niejednokrotnie te rzeczy należy dopasowywać na gorąco, na bieżąco.
Janusz Kudełko, Freedom nad Solidarity: – Dlaczego przyjechałem na konferencję? Przyjechałem z Nowego Jorku, z Long Island. Przyjechałem, bo jestem patriotą i chciałem przedstawić swój punkt widzenia na dalszą działalność i na naszą walkę o dalszą niepodległość, bo jak do tej pory tracimy coraz bardziej tę naszą niepodległość, o którą walczyliśmy. Czy były jakieś elementy konferencji, które mi się podobały? Wszystko mi się podobało, od pierwszego dnia do ostatniego. Spotkanie było bardzo ciekawe, materiały były bardzo obfite, naprawdę wyjątkowo obfite materiały, nawet takie, o których nie wiedziałem. Dużo, naprawdę dużo rzeczy się dowiedziałem. Jestem bardzo zadowolony z konferencji. Czekam z niecierpliwością na następną. Konferencja była przede wszystkim bardzo dobrze przygotowana, tak przez IPN, jak i przez gospodarzy. A co można było zrobić lepiej lub inaczej? Więcej czasu na wypowiedzi dla uczestników. Było na to za mało czasu. Powinno być o jeden dzień dłużej.
Adam Stępień: – Mam bardzo pozytywne wrażenia. Właściwie wszystko udało się dobrze. Zawsze można podyskutować o szczegółach, ale generalnie konferencja się udała i była potrzebna. Można było zorganizować trochę wolnego czasu, aby zwiedzić okolicę. Panele były bardzo ciekawe, przedstawiono dużo ciekawych wiadomości. Znakomicie, że pojawili się goście z Polski, z IPN konkretnie.
Zygmunt Staszewski, były dyrektor krajowy KPA: – Dobrze oceniam konferencję. Było generalnie superciekawie, cieszę się, że byli ludzie z IPN i kupa starych znajomych. Pozytywnie oceniam liczbę uczestników, gości z Polski, wystawę o Kornelu Morawieckim, wspaniały medal okolicznościowy i … dobre jedzenie. Nieco gorzej było z kontrolą czasu poszczególnych paneli. Hotel był fajny, ale dotrzeć tam było trudno; ci co przylecieli musieli wynajmować samochody i jechać daleko do hotelu. Lepiej by było zrobić to albo w Amerykańskiej Częstochowie, albo w łatwo dostępnym samolotem miejscu z tanimi hotelami i dużym lotniskiem, jak na przykład Newark w New Jersey, Nowy Jork i lotnisko JFK (hotele na Long Island), Miami (bezpośredni LOT z Polski), Orlando czy Las Vegas. Mam nadzieję, że to nie ostatnia taka konferencja.
Tomasz Arciszewski, emerytowany profesor George Mason Universyty w Wirginii: – Organizatorzy wykonali wspaniałą robotę, domyślając się, że nie mieli zbyt wielu środków, albo minimalne. Mam duże doświadczenie z konferencjami, byłem w wielu komitetach organizacyjnych. Jak obliczyłem, byłem w komitetach organizacyjnych 72 międzynarodowych konferencji. To nie są porównywalne sprawy, ale wiem, że to nie są łatwe sprawy. Na przyszłość prosiłbym wszystkich, którzy mieli wystąpienia o wcześniejsze lub wstępne przygotowanie krótkich podsumowań, jakiś abstrakt, streszczenie, bo to by bardzo pomogło. Zachęcam też, aby występujący mieli przygotowane „power points”, żeby nie było tak, że ktoś czyta godzinami z książki czy zeszytu różne rzeczy monotonnym głosem. Jeśli mamy „power point presentation”, to jest inna dynamika, inna reakcja sali. Można oczywiście zażądać od osób występujących, aby zgodzili się na udostępnienie ich materiałów, zdjęć i dokumentów szerszej publiczności. W ten sposób każdy mógłby skorzystać z podsumowania czy streszczenia danego wystąpienia. Miałby te 50 czy 60 slajdów i w ten sposób miałby pełne zrozumienie tego co się wydarzyło, nawet gdyby do tego wrócił rok czy dwa później.
Wojciech Budzyński: – Oglądałem konferencję w internecie, gdyż – będąc w Polsce – nie mogłem uczestniczyć w niej osobiście. To jest wielkie osiągnięcie organizatorów, czyli w głównej mierze panów Marka Ruszczyńskiego, Mariana Faryniarza i Marka Bobera. Panowie, wielki szacunek za to co zrobiliście, to genialna sprawa. Oglądałem dokładnie na przykład drugi dzień konferencji i mogę powiedzieć, że pojawiły się informacje, które były po raz pierwszy podane zarówno w panelach, jak i wywiadach czy rozmowach. Niektórzy potrafili lepiej przedstawić sprawę, niektórzy gorzej, ale było to ciekawe. Bardzo ładnie mówił Marek Ruszczyński. Opowiadał plastycznie, tak jakbym widział to przed oczyma. To jest moja pierwsza impresja po siedmiu godzinach drugiego dnia konferencji. Cały wystrój, wszystko ładnie, pięknie zrobione, flagi narodowe, flaga „Solidarności”. Na przyszłość trzeba byłoby lepiej popracować z fonią, bo w Internecie nie zawsze było dobrze. Ale to jest drobiazg. W rzeczywistości, w ciągu trzech dni, mieliśmy bardzo wiele referatów i paneli, co przyniosło ogrom informacji. Szczerze mówiąc, na przyszłość nic bym nie poprawiał. Wszystko poszło wyśmienicie. Co było najciekawsze? To, że się udało. Po drugie, że po raz pierwszy powiedziano wiele ciekawych rzeczy, o których nikt nie wiedział. Ludzie po prostu nie mają pojęcia, jak duży wysiłek był podjęty w Stanach Zjednoczonych nie tylko przez te organizacje, które były wymienione, na rzecz niepodległości Polski. Została zagubiona masa dokumentów, zostały one zniszczone i nie można było powiedzieć o działalności agenturalnej w większym stopniu niż to zrobiono. Komuniści wydali dużo pieniędzy, aby zniszczyć i skłócić Polonię i to w sensie organizacyjnym, i osobistym. A przecież Polonia i organizacje polonijne wywierały ogromny wpływ nie tylko na politykę amerykańską, ale także prowadziły pomoc finansową. Czy trzeba zrobić taką konferencję za rok? To będzie wynikało od wysiłków. Myślę, że można uzyskać patronat czy Sejmu, czy IPN, żeby jednak kosztów nie ponosiły osoby prywatne, żeby nie płaciły za wszystko, bo to jest ogromne przedsięwzięcie. Na pewno to sporo kosztowało. Myślę, że jest szansa, aby organizacje rządowe czy pozarządowe w Polsce wsparły taką inicjatywę. Mimo wszystko, nie znaleźliśmy się w latach 80. w próżni. Nie wylądowaliśmy na Madagaskarze, gdzie nie było Polaków. Mieliśmy 8-10 milionów Polaków, istniało masę organizacji. W czasie konferencji nie o wszystkich dało się choćby wspomnieć. Słuszny jest pomysł, aby pociągnąć to dalej – co się działo od „okrągłego stołu”, stosunek do zmian w PRL, do lat 90.
Rozmawiał: Marek Bober







