Rozmowa z Barbarą Alvarez, dyrektorką Festiwalu Filmów Polskich w Ann Arbor
Barbara Alvarez na co dzień pracuje w bibliotece Uniwersytetu Michigan, gdzie szefuje działowi międzynarodowemu jak również jest specjalistką w zakresie literatury romańskojęzycznej oraz porównawczej. W Polsce studiowała iberystykę, uzyskała magisterium z literatur hiszpańskojęzycznych oraz z bibliotekoznawstwa w Kanadzie, a od 2001 roku mieszka w USA.
Alina Klin: Bardzo dziękuję, że znalazłaś czas na rozmowę. Od kiedy jesteś związana z festiwalem?
Barbara Alvarez: Z festiwalem związana jestem od 2015 roku. Wtedy to szkoła polska, której byłam jedną z dyrektorek, wystąpiła z pomysłem zorganizowania programu dla dzieci. Program dla dzieci stał się nieodłączną częścią festiwalu, a ja weszłam do festiwalowego komitetu.
AK: Czyli pracujesz w komitecie festiwalowym już 11 lat. Jak długo jesteś dyrektorką festiwalu i na czym polegają twoje obowiązki?
BA: Dyrektorką jestem drugi rok. Nasz komitet festiwalowy to zespół ludzi, którzy już długo ze sobą współpracują. Dobrze więc wiadomo, kto jakie talenty i predyspozycje ma, dlatego każdy z nas ma „swoją działkę”, a rola dyrektora polega głównie na koordynacji i trzymaniu pieczy nad szczegółami. Mamy swój tok pracy, który jest już dobrze dopracowany. Po prostu ktoś musi być dyrektorem i staramy się tą rolą dzielić. Teraz jestem ja, przedtem była Małgosia Kowalczyk, jeszcze wcześniej Iwona Wertenberger.
AK: Jesteś bardzo skromna, bo szefowanie takiej imprezie to duża odpowiedzialność, nie mówiąc już o olbrzymim nakładzie czasu. Jak długo trwa kadencja dyrektora festiwalu?
BA: Zwykle dwa lata; potem się ją przedłuża albo nie – zależy to w dużej mierze od tego, czy dana osoba dysponuje czasem. Ale najczęściej jest to praca na wiele lat, bo w pierwszym roku człowiek się dopiero uczy, a w następnych w latach już jest łatwiej sprostać obowiązkom.

Barbara Alvarez (przed mikrofonem) wraz z organizatorami i gośćmi 32 Festiwalu Filmów Polskich w Ann Arbor
AK: To już 33 edycja festiwalu. Festiwal ma stałą publiczność, zdobywa też nowych entuzjastów, a w ciągu swego istnienia wyrósł na bardzo prestiżową imprezę kulturalną, zauważalną nie tylko w naszym stanie. Jest więc reputacja, o którą też trzeba dbać. W jaki sposób to robicie?
BA: Tak, masz rację; o reputację nie tylko trzeba dbać, ale trzeba ją też nieustannie budować. Myślę, że jeśli chodzi o reputację w sferze wydarzeń kulturalnych, bierze się ona przede wszystkim z dbałości o jakość, o wysoki poziom artystyczny tych wydarzeń. I jest to dla nas wyzwanie: staramy się organizować jak najciekawsze imprezy, pokazywać jak najlepsze filmy, zapraszać atrakcyjnych gości, i tak dalej. Pomaga nam fakt, że współpracujemy z różnymi organizacjami i osobami ze świata filmu, tak w Polsce, jak i tutaj, w Stanach Zjednoczonych. Na przykład pozostajemy w stałym kontakcie ze Stowarzyszeniem Filmowców Polskich, staramy się zawsze mieć jakiegoś reprezentanta na Festiwalu Filmów Polskich w Gdyni, utrzymujemy też kontakty ze szkołami filmowymi, jak również z festiwalami polskimi w USA. Muszę powiedzieć, że jednym z elementów, które składają się na naszą reputację – o czym nieustannie mówią nam nasi goście – jest ogromnie miła atmosfera naszego festiwalu.
AK: W zeszłym roku usłyszałam od Andrzeja Dolaty, że festiwalowi goście najczęściej mieszkają w waszych domach i że osobiście się nimi – z wielką atencją – zajmujecie.

Barbara Alvarez wraz z organizatorami i gośćmi 32 Festiwalu Filmów Polskich w Ann Arbor
BA: Tak. A nasz festiwal nie jest taki duży, mieścimy się wszyscy w jednej sali kinowej. Nie jest też długi, ale mimo wszystko każdy, kto tu przyjeżdża, wspaniale się u nas czuje i potem, między innymi dzięki temu, nawiązujemy z naszymi gośćmi długotrwałe kontakty. Nie wiem, czy pamiętasz, że na przykład parę lat temu był u nas Łukasz Maciejewski.
AK: Przyznam się, że nie pamiętam.
BA: Łukasz Maciejewski jest krytykiem filmowym i jedną z najbardziej dynamicznych osobowości polskiej sceny filmowej. Pisze artykuły i książki, uczy w szkole filmowej, organizuje różne wydarzenia. Jego wizyta u nas była szalenie wartościowa, bo Łukasz nie tylko dużo wniósł w tamten festiwal, ale w dalszym ciągu pozostaje z nami w kontakcie. Czasem służy radą, bywa, na przykład, że prosimy go o reklamę naszego konkursu filmów dokumentalnych i krótkometrażowych. Jest to dla nas bardzo cenne.
Tak się składa, że na festiwal zapraszamy głównie młodych twórców, bo to oni najczęściej zgłaszają filmy do naszego konkursu. Staramy się utrzymywać z nimi kontakt również po zakończeniu festiwalu. Oni czasami u nas zaczynają, tu mają swój pierwszy występ festiwalowy albo dostają pierwszą nagrodę, a my później śledzimy, jak się rozwija ich kariera, co robią, do czego dochodzą.
AK: Ci młodzi twórcy mają poczucie, że wam na nich zależy, że są dla was ważni.
Ciekawa jestem, z ilu osób składa się komitet festiwalowy decydujący o programie.
BA: W pracach związanych z festiwalem uczestniczą dwie grupy osób. Jedna to komitet festiwalowy, który w tym roku liczy tylko 8 osób – a często bywa ich 10 lub 12. Natomiast filmy konkursowe ocenia grupa jurorów licząca około 15 osób.
AK: Porozmawiajmy teraz o tegorocznym festiwalowym programie, który dopiero od niedawna jest dostępny na waszej stronie https://www.annarborpolishfilmfestival.com/program/. Jak pamiętam z mojej ubiegłorocznej rozmowy z Andrzejem Dolatą, ostatecznego kształtu festiwal zawsze nabiera bardzo późno, między innymi dlatego, że staracie się zdobyć jak najbardziej interesujące filmy. Czy trudno było w tym roku skompletować program? Otwiera festiwal „Lalka”.
BA: Zaczęłabym może od tego, że kształt programu zależy od bardzo wielu czynników, czasami nawet bardzo prozaicznych – na przykład od tego, co dzieje się na rynku filmowym. Na szczęście na polskim rynku filmowym nie brakuje świetnych filmów, tak że zawsze jest z czego wybierać. Oferta jest bogata, ale my zależni jesteśmy od tego, kiedy interesujące nas filmy stają się dostępne za granicą. Jak wspomniałam, zwykle mamy swoich reprezentantów na festiwalu w Gdyni i oni na przykład mówią nam, że jest taki świetny film, my się do niego zapalamy, ale potem okazuje się, że nie możemy go dostać, bo dystrybutor ma po prostu inne plany co do jego udostępniania.
AK: Przepraszam, że ci tu wpadnę w słowo. Pamiętam, jak w zeszłym roku taka właśnie sytuacja miała miejsce w przypadku filmu „Ministranci” – opowiadał o tym Andrzej Dolata. Film znalazł się w tegorocznym programie, a bardzo chcieliście go pokazać już rok temu, bo wygrał wtedy festiwal w Gdyni.
BA: Tak, właśnie. I nie mogliśmy tego zrobić. Za to w tym roku wyświetlimy „Ministrantów” bo mamy ten film „zaklepany” od dawna. Ale na przykład bardzo chcieliśmy pokazać w tym roku „Ojczyznę” („Fatherland”) Pawła Pawlikowskiego, co się nam nie udało, bo nie jest jeszcze dostępna, została jedynie niedawno pokazana na festiwalu w Chicago. Dystrybutor nam odmówił, bo co do tego filmu ma inne plany. Zazwyczaj filmy, które zdobyły wiele nagród albo będą kandydować do Oscara, są bardzo chronione na rynku i taki mały festiwal jak nasz tu raczej nie ma szans.
AK: Będziecie jednak pokazywać „Lalkę” (w reżyserii Macieja Kawalskiego), wielki przebój kinowy w Polsce, która zadebiutowała w polskich kinach jedynie miesiąc temu.
BA: Tak, i dla nas jest to duży sukces.
AK: Z pewnością!
BA: Liczba maili, które wymieniliśmy w kwestii „Lalki”, była naprawdę astronomiczna. Bo staraliśmy się o „Lalkę” bardzo długo i do końca nie było wiadomo, czy pokaz dojdzie do skutku. W końcu okazało się, że „Lalkę” będzie można pokazywać w Stanach Zjednoczonych od 6 listopada. A więc, gdyby nasz festiwal odbywał się tylko o tydzień wcześniej, prawdopodobnie nie moglibyśmy „Lalki” pokazać. Z tego właśnie względu odbywający się w październiku festiwal w Seattle musiał odwołać projekcję „Lalki” na dwa tygodnie przed rozpoczęciem festiwalu, choć już wcześniej ją szeroko reklamowano.
AK: Widzowie musieli być bardzo zawiedzeni. Tym bardziej gratuluję sukcesu i cieszę się, że wam się udało! A czy jest to film droższy niż inne?
BA: Muszę powiedzieć, że niespodziewanie dla nas nie jest dużo droższy od innych. Pokazywaliśmy już filmy, które więcej kosztowały niż „Lalka”.
AK: A jak myślisz, jaki wpływ na zainteresowanie kinową wersją „Lalki” może mieć fakt, że wielu potencjalnych widzów już obejrzało serial pod tym samym tytułem na Netfliksie? Bo jak wiemy, „Lalka”, o której rozmawiamy, jest jedną z dwóch tegorocznych adaptacji powieści Bolesława Prusa; druga to cieszący się wielką popularnością sześcioodcinkowy serial w reżyserii Pawła Maślony, dostępny od 26 września. Mnie się serial szalenie podobał, ale ponieważ bardzo odbiega od literackiego pierwowzoru, zyskał już sobie zagorzałych przeciwników, którym wręcz gra na nerwach. Serial nie tylko nie jest wierną adaptacją książki – opiera się jedynie na jej motywach – ale jego twórcy swobodnie dopisują nowe wątki i postaci oraz budują znane nam postaci w sposób nieraz zaskakujący.
BA: W ogóle nie mam obaw co do tego, że serial na Netfliksie uszczupli naszą publiczność.
AK: Ja mam nawet nadzieję, że stanie się wręcz odwrotnie…
BA: Właśnie, ja też tak myślę, bo im więcej się o czymś mówi, wymienia się wrażeniami, tym budzi to większą ciekawość. Sądzę, że otwarcie festiwalu „Lalką” będzie dodatkowym magnesem dla publiczności. Dlatego też między innymi pokazujemy „Lalkę” w dużym audytorium, żeby się nie martwić, że z braku biletów ktoś nie będzie mógł filmu obejrzeć. Serdecznie zapraszamy w piątek, 13 listopada – biletów z pewnością wystarczy dla wszystkich.
AK: Przypomnijmy czytelnikom, że w internecie można kupić bilet na piątkową festiwalową „Galę” (w cenie jest projekcja filmu) za $50.00, ale można też kupić bilet tylko na sam seans „Lalki” za $18.50.
BA: A ceny biletów są takie same bez względu na to, czy kupią je państwo w przedsprzedaży czy też w kasie kina.
AK: Porozmawiajmy przez chwilę o programie festiwalu. Zostańmy na razie przy pełnometrażowych filmach fabularnych: w sobotę tradycyjnie pokażecie dwa filmy, „Godej do mie” (2026, w reżyserii Roberta Talarczyka) oraz „Ministrantów” (2025, w reżyserii Piotra Domalewskiego), a w niedzielę „Dom dobry” (2025, w reżyserii Wojciecha Smarzowskiego). Dlaczego właśnie te filmy znalazły się w programie?
BA: Jak już mówiłyśmy, „Ministranci” to świetny film nagrodzony Złotymi Lwami w Gdyni w zeszłym roku. „Dom dobry”, ponieważ Smarzowski jest znakomitym reżyserem, robi zwykle świetne filmy o poważnej tematyce, a samo jego nazwisko jest w pewnym sensie gwarancją jakości filmu. Na festiwalu pokazywaliśmy już wiele jego filmów, na przykład „Kler” – pamiętam, że był to jeden z seansów w pełni wyprzedanych.
AK: Tak, to doskonały film, który nadal plasuje się bardzo wysoko w rankingu polskich filmów fabularnych.
BA: Mamy do Wojciecha Smarzowskiego olbrzymie zaufanie; nigdy się na nim nie zawiedliśmy. Z kolei z filmem „Godej do mie”, który pozyskaliśmy dzięki wspomnianym wcześniej kontaktom, wiąże się bardzo ciekawa historia. Jest to film, który powstał na podstawie sztuki Roberta Talarczyka, dyrektora Teatru Śląskiego im. Stanisława Wyspiańskiego w Katowicach, bardzo popularnej i wystawianej już od kilku lat. Zapewne ta popularność sprawiła, że ekipa postanowiła przełożyć sztukę na język filmowy. Film, również w reżyserii Talarczyka niedawno został ukończony, ale nawet jeszcze nie pokazywano go w Polsce (z wyjątkiem pokazów studyjnych). Nie był też jeszcze pokazywany za granicą. Dla nas to niesamowita okazja, bo sztuka jest bardzo ciekawa, film również. „Godej do mie” to dramat psychologiczny, interesujący również ze względu na…
AK: …„ślōnsko godka”?
BA: Nie tylko ze względu na język. Film nakręcono na Śląsku i pokazuje on również bardzo specyficzną kulturę śląską. Pochodzę z Katowic, chodziłam do Teatru Śląskiego i przyznam się, bardzo czekam na ten film.
AK: Ja też z chęcią obejrzałabym ten film, ale w sobotę 14 listopada niestety nie będę mogła przyjechać do Ann Arbor. No i gdyby to ode mnie zależało, zamieniłabym miejscami dwa festiwalowe filmy i zakończyła festiwal filmem „Ministranci”, a nie „Domem dobrym”. Oglądałam „Ministrantów” z niezwykłą przyjemnością. Film bardzo mi się podobał, przede wszystkim ze względu na oryginalną fabułę, optymistyczne a niebanalne przesłanie, lekki ton, no i świetną grę młodych aktorów.
BA: Zgadzam się, ale różne czynniki wpływają na taki a nie inny kształt programu festiwalowego. Wśród nich na przykład, jak długo trwa film i czy będą obecni festiwalowi goście. Poza tym tematyka: jeżeli wyświetlimy jeden bardzo ciężki, poważny film, a po nim drugi ciężki, poważny film, to ludzie po takiej sobocie w kinie wyjdą przygnębieni.
AK: To prawda. A w niedzielę, przed „Domem dobrym”, pokażecie krótki film „Taty nie ma”, który również bardzo mi się podobał i który nie jest przygnębiający. Po projekcji odbędzie się też spotkanie z Janem Saczkiem, reżyserem filmu.
BA: Jest jeszcze inny powód, dla którego pokazujemy „Ministrantów” w sobotę. Jest to film sponsorowany przez nasz związek studentów, a oni mogą zwykle przyjść do kina właśnie w ten dzień. W tym roku będą też gościć studentów z MSU i – jak nam powiedzieli – na film wybierają się dużą grupą, która będzie liczyć sobie od 20 do 25 osób.
AK: To wspaniale! Świetny wybór filmu; mam nadzieję, że studenci – tak jak ja – ulegną urokowi tego wyjątkowego filmu. Wracając do filmu „Dom dobry”: to zupełnie inna para kaloszy. Film ten w Polsce odbił się szerokim echem, co świadczy o tym, że Smarzowski po raz kolejny nakręcił obraz ważny, potrzebny, skłaniający do refleksji i dyskusji. Jak myślisz, jak ten film, traktujący o przemocy w związku, pokazujący tę przemoc – fizyczną, psychiczną, ekonomiczną – bez osłonek, dla wielu widzów w sposób nawet szokujący, gdyż boleśnie realistyczny, zostanie tu odebrany?
BA: Takie problemy są obecne wszędzie. Dotyczą związków, rodzin, na całym świecie. Jak będzie odebrany? Kino polskie znane jest z tego, że nie unika trudnych tematów. Film uświadamia nam w jaki sposób powstają tego rodzaju przemocowe sytuacje, co jest ich zapowiedzią i konsekwencją, a to bardzo ważne.
AK: Dodatkową zachętą do obejrzenia „Domu dobrego” dla niektórych widzów może być obecność w nim Tomasza Schuchardta, którego podziwiali w roli Wokulskiego w serialu „Lalka”. Tomasz Schuchardt u Smarzowskiego też gra głównego bohatera.
Jak wspomniałaś, od 2015 roku oferujecie także program dla dzieci. Co w tym roku się w nim znajdzie?
BA: W sobotni poranek dla dzieci zaplanowaliśmy świetny film o smoku, interesujący również dlatego, że jest to częściowo film animowany, a częściowo tzw. „live action” („film aktorski”). Zwykle projekcji filmu dla dzieci towarzyszył kiermasz książek, ale w tym roku dla odmiany zamierzamy urządzić ich wymianę. Chcemy, żeby dzieci przyniosły książki, oczywiście po polsku, i się nimi wymieniły.
AK: W zeszłym roku Andrzej powiedział, że jego marzeniem czy też celem jest, aby pokaz filmu dla dzieci w przyszłości był za darmo. Ale na razie tak nie jest.
BA: Niestety nie jest, bo koszty są bardzo wysokie. Podobnie jak w przypadku innych filmów, ta projekcja ma sponsora, niemniej jednak to nie wystarcza, żeby pokryć koszty. Wszystkim naszym sponsorom jesteśmy niezmiernie wdzięczni za wspieranie festiwalu, bo bez nich by go nie było.
AK: Taka już jest rzeczywistość festiwalowa. Gorąco zachęcam naszych czytelników do sponsorowania festiwalu, który jest naszym wspólnym dobrem.
Festiwal to również imprezy towarzyszące. Czy możesz coś o nich powiedzieć?
BA: Organizatorem festiwalu jest Polish Cultural Fund-Ann Arbor (PCF-AA), który w ciągu roku organizuje również imprezy kulturalne. Czasami jest to koncert, czasami wykład lub wystawa. Rzadziej pokaz filmów, chociaż kilka lat temu, z okazji setnej rocznicy odzyskania niepodległości przez Polskę, mieliśmy pokaz filmów historycznych, ufundowany przez Ministerstwo Kultury.
AK: Jak pamiętam, w zeszłym roku była wystawa plakatów filmowych profesora Jarosława Bujnego oraz jego wykład o polskiej szkole plakatu.
BA: Zgadza się. Co do profesora Bujnego, to jest właśnie taka znajomość, która wydała bardzo dobre owoce. W tym roku we współpracy z profesorem Bujnym udało nam się zorganizować konkurs na festiwalowy plakat wśród studentów jego uczelni, Uniwersytetu Warmii i Mazur w Olsztynie. Dzięki profesorowi, który bardzo się zaangażował w promocję konkursu, zgłoszono aż 29 prac. Zwycięski plakat tego konkursu jest naszym plakatem festiwalowym. Podczas festiwalu pokażemy również pięć innych wyróżnionych plakatów, bo warto zobaczyć, jak młodzi ludzie z Polski interpretują takie wydarzenie jak festiwal polskich filmów w Ameryce.

AK: To rzeczywiście bardzo ciekawy pomysł. Jak rozumiem, to pierwszy plakat festiwalowy wyłoniony w drodze konkursu.
BA: To nie do końca prawda, bo – jak może sobie przypominasz – na przykład 4 lata temu mieliśmy plakat z bocianem, a był to plakat wyłoniony w konkursie na plakat, ale dla dzieci. Plakat był tak dobry, że postanowiliśmy go użyć do reklamy całego festiwalu.
AK: Wróćmy do imprez towarzyszących: w tym roku jest to retrospektywa filmów Andrzeja Wajdy, która jeszcze trwa. Ostatnie dwa z sześciu filmów, „Kronikę wypadków miłosnych” oraz „Pana Tadeusza”, będzie można obejrzeć w środy, 4 i 18 listopada, w kinie State w Ann Arbor. Czy mogłabyś powiedzieć coś więcej na temat tej imprezy?
BA: Trwa właśnie „Rok Wajdy” i zastanawialiśmy się, jak ten rok uczcić. Ale okazuje się, że filmy Wajdy niełatwo dostać, i dlatego jak z nieba spadła nam propozycja od dystrybutora, który jako jedyny ma prawa do tych filmów w Stanach Zjednoczonych. Nasza współpraca zaczęła się od maila, który jego przedstawicielka wysłała do mojego kolegi z biblioteki, specjalisty od filmoznawstwa, a on z kolei przesłał go mnie.
AK: Nie ma to jak takie cudowne zbiegi okoliczności. Gdyby jeszcze tylko te filmy były za darmo…
BA: No właśnie. Ważne, że mamy Wajdę, i z tego się bardzo cieszymy. Tych sześć filmów zostało wyłonionych w plebiscycie publiczności. (Program retrospektywy znajdą państwo na stronie: https://www.annarborpolishfilmfestival.com/wajda-retrospective-six-films-our-audience-choice/.)
AK: Festiwal to również festiwalowi goście. Czy możesz uchylić rąbka tajemnicy, kto w tym roku się wśród nich znajdzie?
BA: W pierwszej kolejności staramy się zapraszać zwycięzców naszego konkursu na najlepszy film dokumentalny i krótkometrażowy. W tym roku przyznajemy dwie nagrody i będziemy mieć dwóch gości. Dodatkowo spodziewamy się też gości związanych z filmem „Godej do mie”. Nic więcej nie powiem – trzeba przyjść i zobaczyć!
AK: Słusznie! Czy mogłabyś coś więcej powiedzieć o tegorocznej edycji konkursu na najlepszy film dokumentalny i krótkometrażowy? Ten istniejący już od 2025 roku konkurs stanowi bardzo ważną część waszego festiwalu.
BA: Tak, to bardzo ważny element festiwalu, ale ponieważ festiwal jest bardzo krótki, czasami trudno pokazać więcej filmów. Polskie filmy dokumentalne bywają też bardzo długie…
AK: Wiem coś o tym…
BA: Dlatego w tym roku pokażemy tylko dwa dokumenty, „Cichą wędrówkę” i „The True Story of Tamara de Lempicka & The Art of Survival”, ale aż pięć fabularnych filmów krótkometrażowych. Są to: wspomniany już film „Taty nie ma”, a także „Długa przerwa”, „Nibylandex”, „Patrzę w niebo” oraz „Jagody”. Liczba filmów zgłaszanych na konkurs fluktuuje – w tym roku było ich mniej niż w roku ubiegłym – ale taka jest natura rzeczy.
AK: Jakie wyzwania widzisz przed festiwalem w nadchodzących latach?
BA: Największym wyzwaniem pozostaje kwestia kosztów festiwalu, które ogromnie rosną, tak że z roku na rok festiwal staje się coraz droższą imprezą. Jeśli chcemy utrzymać format i poziom festiwalu, to musimy polegać na naszych sponsorach i przyjaciołach, którzy festiwal wspierają, gdyż przychody ze sprzedaży biletów stanowią tylko malutką kroplę w morzu wydatków. Staramy się być bardzo oszczędni, bo zdajemy sobie sprawę, że dzięki pieniądzom naszej widowni i naszych sponsorów możemy funkcjonować.
AK: No i oczywiście wy wszyscy pracujecie społecznie, i co trzeba podkreślić, z wielkim oddaniem.
BA: Absolutnie. Wszyscy jesteśmy wolontariuszami; festiwal opiera się wyłącznie na pracy społecznej i na hojności sponsorów. Korzystając z okazji, raz jeszcze bardzo serdecznie dziękuję wszystkim naszym sponsorom, a czytelników zachęcam do zapoznania się z ich listą dostępną na naszej stronie festiwalowej (https://www.annarborpolishfilmfestival.com/sponsors/festival-sponsors/).
Pytałaś o wyzwania. Osobne wyzwanie to sposób, w jaki współcześnie oglądamy filmy, a oglądamy je w streamingu, na naszych telewizorach, komputerach czy telefonach. Ten trend odbija się na frekwencji we wszystkich kinach, gdzie publiczności jest coraz mniej. Widzowie wyrobili sobie już nowe nawyki oglądania filmów. Jest więc to wyzwanie nie tylko dla nas, ale dla wszystkich, którzy mają coś wspólnego z przemysłem filmowym. Choć dla mnie zobaczenie filmu w kinie, na dużym ekranie, to wciąż olbrzymia atrakcja.
AK: Inaczej odbiera się film w kinie, w towarzystwie innych widzów. To zupełnie inne przeżycie. Ale mam nadzieję, że na fali nostalgii – bo ponoć taką mamy – a więc modzie na retro, na vintage – wróci zainteresowanie seansami kinowymi.
BA: Może już coś takiego się dzieje, bo kiedy ostatnio byłam w kinie na filmie „Sense and Sensibility”, na sali siedziało mnóstwo młodych ludzi, studentów, i to było szalenie budujące. Żywo reagowali i było widać, że im się podoba.
AK: Bardzo serdecznie dziękuję ci za niezwykle interesującą rozmowę. A naszych czytelników zapraszam na wszystkie projekcje filmowe. Do zobaczenia w piątek na „Gali” otwierającej festiwal!
BA: Ja również bardzo dziękuję i zapraszam wszystkich na festiwal!
————————————————————————————————————-
Filmy festiwalowe wyświetlane będą w kinie Michigan Theater w Ann Arbor. Wszystkie filmy mają angielskie napisy. Ceny biletów: bilet normalny – $18.50, bilet ulgowy (studenci i seniorzy) – $15.50, sobotni seans dla dzieci – $13.50, studenci U-M – wstęp darmowy na wszystkie seanse. Program festiwalu oraz linki do zakupu biletów są dostępne na stronie: https://www.annarborpolishfilmfestival.com/program/
Więcej informacji o historii Festiwalu Filmów Polskich w Ann Arbor znajdą państwo w artykule: https://polishweekly.com/kulisy-wielkiego-ekranu-o-festiwalu-filmow-polskich-w-ann-arbor-z-andrzejem-dolata-rozmawia-alina-klin/










