Skip to main content

Janusz Wróbel

Chciwość jest jednym z największych ludzkich nieszczęść. Jest niebezpieczna jak wpadnięcie w wir wodny, stąpanie po moczarach lub chodzenie po ruchomych piaskach. Kusi wizją nieogarniętego posiadania, a daje bezgraniczne nienasycenie. Kahlil Gibran pisze:

Czymże jest lęk przed nędzą, jak nie nędzą samą? A strach pragnienia, gdy studnia jest pełna wody – czyż nie jest pragnieniem, co nie da się nigdy ugasić?

Dlaczego tak trudno człowiekowi powiedzieć sobie wystarczy?

Najpowszechniejszym skojarzeniem, jakie niesie termin chciwość, jest pragnienie mnożenia pieniędzy lub materialnych dóbr. Pożądliwość posiadania nie musi się jednak odnosić tylko do bogactwa. Podobnie rzecz może mieć się z niepowstrzymaną pogonią za uznaniem i zaszczytami, władzą i kontrolą nad ludźmi, a także przyjemnościami. Nieugaszone pragnienie jedzenia, używek, seksu, środków odurzających lub pobudzających czy też hazardu, prowadzi do uzależnienia i pojmowane jest już w kategorii choroby. Wydaje się więc, że można rozróżnić dwa zasadnicze motywy, wiodące nas w pułapkę chciwości – czynniki zewnętrzne, a więc życie toczące się wokół nas; i bodźce wewnętrzne, a więc świat w nas.

Spójrzmy najpierw na to, co wokół nas. Zazwyczaj nie uzmysławiamy sobie, jak bardzo uzależniamy swoje samopoczucie od tego, co nas otacza, oraz że główną miarę satysfakcji opieramy na porównywanie się z innymi. Spróbujmy sobie odpowiedzieć na następujące wyzwanie: wyobraźmy sobie, że możemy żyć w dwóch światach. Różnią się one poziomem naszych zarobków, natomiast ceny produktów są w obu te same. W pierwszym, zarabiamy $50.000 rocznie, podczas gdy przeciętny dochód innych ludzi wynosi $25.000. W drugim świecie, zarabiamy $100.000, podczas gdy uposażenie innych ludzi wynosi $250.000. W którym świecie wolelibyśmy żyć? Wyniki badań, przeprowadzonych wśród studentów Wyższej Szkoły Zdrowia Publicznego Uniwersytetu Harvarda, pokazały, że większość respondentów wolałaby żyć w świecie pierwszym, czyli zarabiać mniej, gdy chodzi o siłę nabywczą pieniądza, ale więcej w porównaniu z innymi osobami. Na podobnej zasadzie działają inne źródła porównywalnej z innymi satysfakcji. Stwierdzono na przykład, że zdobywcy srebrnego medalu na olimpiadzie doznają mniejszego zadowolenia, niż brązowi medaliści. Ci, nagrodzeni srebrnym krążkiem porównują się bowiem do złotych medalistów, zdobywcy brązu do tych, którzy na medalowym podium nie stanęli. Źródłem znaczącej frustracji jest – o dziwo – fakt bycia nominowanym do Oskara w sytuacji, gdy się go potem nie otrzymuje.

R. Layard w książce Happiness opisaną prawidłowość ilustruje następującym przykładem: kiedy większość ludzi, podobnie jak i ty, jeździ małymi fordami, jesteś zadowolony ze swojego pojazdu. Kiedy jednak coraz więcej ludzi przesiada się na wozy marki BMW, i ty zaczynasz myśleć, że trzeba by samochód takiej marki kupić. Kiedy już większość nabędzie niemieckie auta, poziom satysfakcji ich użytkowników będzie podobny do stanu z czasów, gdy jeździli małymi fordami. Mechanizm ten jest głównym powodem tego, że wzrost zamożności społeczeństwa nie przekłada się na zwiększone poczucie szczęścia. Nie liczmy więc na to, że efektywne współzawodnictwo z innymi na materialnej bieżni doprowadzi nas do satysfakcjonującego zwycięstwa. Jedynym zwycięzcą będzie właśnie nasza chciwość, bowiem jej głód będzie wzrastać w miarę jedzenia.

A jak ma się kwestia okoliczności wewnętrznych, czyli świata, który sami sobie kreujemy? Okazuje się, że w sferze emocjonalnej, gdy chodzi na przykład o sferę przyjemności, jesteśmy znacznie mniej podatni na wpływy, a co za tym idzie, i normy otoczenia. Zadajmy sobie ponownie pytanie, co wolelibyśmy mieć w naszej pracy: prawo do dwutygodniowego urlopu, gdy inni mają tylko jeden tydzień, czy też cztery tygodnie wakacji, gdy inni mają ich osiem? Okazuje się, że tylko 20% przebadanych studentów z Harvardu wybrałoby pierwszy wariant. Kiedy zostajemy sami z sobą, na szczęście górę biorą, przynajmniej u części z nas i przynajmniej czasami, kryteria egzystencjalne – zaduma nad naszą przemijalnością, lęk przed ostateczną samotnością i często dotkliwy ból istnienia. Wydaje mi się, że chciwość w gromadzeniu dóbr materialnych i tych niematerialnych, może mieć taki właśnie egzystencjalny wymiar. Może wydaje się nam, że to, co mamy, i kim jesteśmy, dodaje wagi naszej ziemskiej kotwicy; że bogatsi, czy też ważniejsi, będziemy trudniejsi do ruszenia przez śmierć. Ta myśl, kierowała mną, gdy komponowałem jeden ze swych zapisków, zawartych w książce Cztery pory tutaj, który chciałbym przytoczyć na zakończenie dzisiejszych rozważań:

Chciwość

Piszę nie po to, by ją usprawiedliwiać. Jest żałosna, zgubna i pożałowania godna. No właśnie, dlaczego na pożałowanie zasłużyć miałaby chciwość uznania, żołądka, ciała, poważania, ekscytacji, próżności, uczucia, przyjemności, mniemania o sobie, rozkazywania, emocji, ambicji, dostatku, poniżania, zasług, władzy i posiadania?

Dlaczego? Bo ludzka ona, bo pochodzi z pragnienia, by wypędzić pogardę do siebie, wypełnić pustkę, zabić niepewność, oswoić cierpienie, uciszyć niepokój, przegnać samotność, zagłuszyć rozpacz, wystraszyć wyrzuty sumienia, odczynić klątwę nicości, by udowodnić sobie i innym, że nie jesteśmy tym, kim podejrzewamy, że jesteśmy – by lęk przed śmiercią – pokonać.

Leave a Reply