O świętach i podróżowaniu rozmawiamy z Jolantą Bies, agentką biura turystycznego Jaya Travel w Southfield. Wielu z nas zna panią Jolę, głównie jednak z maili lub z rozmów telefonicznych. Właśnie mija 30 lat, odkąd pani Jola rozpoczęła pracę w biurze turystycznym.
Alina Klin: Co skłoniło panią do podjęcia pracy w biurze turystycznym?
Jolanta Bies: W Polsce skończyłam Technikum Hotelarskie w Wiśle, więc kiedy tu przyjechałam, chciałam pracować w pokrewnym zawodzie; znałam język angielski. Dostałam pracę u pani Marii Zagrodzkiej w biurze Polmar Travel, i tak się to wszystko potoczyło. Biuro już nie istnieje, pani Maria zmarła.
A: Urodziła się pani w Wiśle?
J: Nie jestem z Wisły, pochodzę z miejscowości Osiek, koło Oświęcimia.
A: Czy jest to tylko moje subiektywne odczucie, czy rzeczywiście Polacy częściej teraz niż nawet parę lat temu wyjeżdżają dokądś na święta? Prawdziwe polskie święta w domu, jak wiadomo, wymagają mnóstwa nieraz bardzo wyczerpujących przygotowań i nie wszystkim chce się je robić.
J: Są osoby, które lubią wyjeżdżać na święta, szczególnie do Polski i zawsze tak było. Ale są też tacy, którzy podróżują wtedy, kiedy ich dzieci mają ferie. I ja na przykład zaliczam się do tej grupy. Zawsze na święta gdzieś wyjeżdżaliśmy; znam wiele takich osób. A więc powiedziałabym, że jest tak pół na pół; są tacy, którzy wyjeżdżają na święta, i tacy, którzy zawsze spędzają wigilię w domu, i to się raczej nie zmienia. Zmieniają się natomiast kierunki podróży.

A: Często zwane też teraz po polsku z angielskiego „destynacjami”, ale ja się staram nie używać tego słowa…
J: Ludzie mają coraz ambitniejsze plany, jest w nich Afryka czy też Ameryka Południowa. Zwiększa się również liczba ludzi wybierających rejsy statkami. Przeważnie jest więc tak, że w lecie jeździmy do Europy, do Polski, a w zimie do ciepłych krajów. Najbardziej popularny pozostaje Meksyk, bo jest blisko i ceny są dogodne; na drugim miejscu jest Punta Cana w Dominikanie, potem mamy Wyspy Karaibskie i Hawaje.
A: Czyli niewiele się zmieniło.
J: Kiedy zaczynałam pracę w 1995 roku, klienci kupowali głównie bilety do Polski. Teraz dużą popularnością cieszą się wyjazdy typu „all inclusive”, jak również wycieczki objazdowe z przewodnikiem. I co ciekawe, od kiedy pojawiła się możliwość bezwizowej turystyki z Polski do Ameryki, czyli od 2019 roku, mamy też klientów z Polski.
A: Co kupują?
J: Bilety lotnicze i rejsy, organizujemy im też wycieczki grupowe i objazdowe. Przez ostatnich pięć lat bardzo nam przybyło klientów z Polski.
A: Ciekawa jestem, skąd wiedzą o pani? Z internetu? Czy może ktoś znajomy im podpowie, że jest taka pani Jola?
J: Tak, dzwonią najczęściej z polecenia znajomych.
A: Polska robi się coraz zamożniejsza, widzę to też po mojej rodzinie i znajomych, którzy w ostatnich latach odwiedzili Stany, i to nie raz.
J: Polacy przyjeżdżają do Stanów już tylko turystycznie, nie jak kiedyś, zarobkowo.
A: Do jakiego najbardziej egzotycznego miejsca wysłała pani naszych rodaków?
J: Chyba byłyby to wyspy Galapagos, to jest naprawdę super wyprawa. Podróżuje się tam z Ekwadoru. Piękna wycieczka. Na safari do Afryki, popularne jest również Peru.
A: A jak pani planuje spędzić święta w tym roku?
J: Z rodziną, ale w domu, co bardzo rzadko się zdarza. Przyjeżdżają moi dwaj dorośli synowie, którzy po świętach wybierają się do Cabo w Meksyku, a my z młodszym synem, z siostrą i przyjaciółmi udajemy się w ośmiodniowy rejs z Florydy na Arubę, Bonaire i Curaçao. Sylwestra spędzimy na Arubie.
A: Co znajdzie się u pani na stole wigilijnym, czy będą może jakieś potrawy regionalne?
J: Robimy tradycyjną wigilię, wszystko będzie więc jarskie. Będzie kompot z owocowego suszu; raz w roku się go gotuje; po naszemu nazywa się on „pipa”.
A: „Pipa”? Nigdy nie spotkałam się z takim znaczeniem tego słowa. Ani w Krakowie, skąd pochodzę, ani w ogóle.
J: A od nas blisko do Krakowa…
A: Regionalne nazwy potraw są niezwykle interesujące. I co jeszcze przyrządzacie na wieczerzę wigilijną?
J: Żur jarski z grzybami leśnymi; suszone borowiki kupujemy w polskim sklepie. Jest też ryba; zamiast karpia, robimy dorsza smażonego w panierce. Sałatka jarzynowa oczywiście, groch – też jarski, z wody …
A: A jaki groch?
J: Fasola jasiek. Jako dodatek. No i żur, a nie barszczyk.
A: Jeśli dobrze pamiętam, żur robi się na zakwasie z mąki żytniej, natomiast barszcz biały na zakwasie z mąki pszennej.
J: Moja siostra robi zakwas, bo ja mam takie szczęście, że siostra jest kucharką! Są też pierogi z grzybami i – po amerykańsku – pierogi z ziemniakami i z serem, bo moi synowie je lubią.
A: Na koniec zapytam jeszcze o prezenty. Czy dużo prezentów kupujecie pod choinkę?
J: W moim przypadku, prezenty to są te wyjazdy. Zawsze moich chłopców gdzieś zabierałam, a jak planowałam wycieczkę, to im mówiłam, że to jest prezent ode mnie dla was pod choinkę.
A: Wyjazd to wspaniały prezent.

J: Poza tym prezentów dużo nie kupujemy. Czasami robimy sobie w rodzinie loterię, żeby sobie coś raczej symbolicznie kupić, ale raczej nie ma szału. Mój najmłodszy syn obliczył, że tegoroczna wigilia w domu będzie dopiero trzecią wigilią spędzoną w domu w całym jego siedemnastoletnim życiu. Zwykle albo wyjeżdżaliśmy do Polski, albo na „all inclusive”. W zeszłym roku powitaliśmy nowy rok na wyspie Antiqua, było rewelacyjnie; w tym roku czeka nas Aruba.
A: Bardzo dziękuję za rozmowę i życzę Pani wesołych świąt Bożego Narodzenia oraz szczęśliwego nowego roku. No i wspaniałej wycieczki!
J: Serdecznie dziękuję. Ja również życzę pani oraz czytelnikom Tygodnika Polskiego radosnych świąt oraz dużo zdrowia i wielu ekscytujących podróży w przyszłym roku!







