Skip to main content

Janusz Wróbel

Zapewne wielokrotnie zastanawialiście się nad tym, jak bardzo względny jest czas. Nie tylko w naukowym, einsteinowskim wymiarze, ale w tym naszym, codziennym i osobistym. Łapiemy się na tym, że mijają godziny niepostrzeżenie, kiedy z serdecznymi przyjaciółmi dzielimy się myślami przy bardzo smacznej kolacji; albo na tym, jak nieznośnie wydłużają się nam minuty, kiedy na kogoś niecierpliwie czekamy, a on lub ona nie nadchodzi. Podobnie pod względem względności ma się rzecz z naszą pamięcią. W krajobrazie pamięci są miesiące, a może i lata, które niczym szczególnym się nie wyróżniają; są podobnie nudne, jak niekończące się pola uprawne późną jesienią, za oknem samochodu, którym podróżuje się przez Ohio. I są w nim wzgórza, a nawet szczyty tak wyniosłe, że aż ukryte w chmurach, które znaczyć mogą chwile tylko, ale te przeżyte z niezwykłą intensywnością. Szczególna emocja, zarówno pozytywna, jak i negatywna, towarzysząca niektórym naszym doznaniom, przekształca je w pamięci w monumentalne wymiary, których nie sposób pominąć, a o których, w tym dobrym sensie, napisał Dostojewski: te parę sekund, dla których warto było żyć. Za względność, jaką odznacza się nasza pamięć, odpowiada intensywność doznanych przez nas przeżyć.

Poczucia względności doświadczamy nieustannie. Przykładem może być próba ocenienia jakości czyjegoś życia. Ileż razy zadziwiamy się, odkrywając, że to, co nam wydaje się wyjątkowym darem losu, w oczach jego posiadacza jest utrapieniem. Dla kobiety, doświadczającej przemocy w życiu małżeńskim; dla żony kogoś, dotkniętego chorobą alkoholową, idealnym wydaje się być mąż, który nie bije i nie pije. Tajemnica opisywanego paradoksu tkwi w niepojętej, bo przecież odnoszącej się do miliardów istnień ludzkich, różnorodności charakterów. Każdy człowiek jest inny, każdy posiada swój niepowtarzalny psychiczny wzór „papilarny”. Dla prostszego ogarnięcia charakteru ludzkiego tworzymy oczywiście klasyfikacje, mówimy na przykład o introwertykach i ekstrawertykach, ale dalecy jesteśmy od zgłębienia tajników czyjejś duszy. I tak, generalnie mówiąc, zgadzamy się z tym, że lepiej być młodym, zdrowym i bogatym, ale przecież spotkaliśmy już nie tylko pogodnych, ale i wręcz szczęśliwych ubogich ludzi, dotkniętych ciężką chorobą, i odwrotnie – zgorzkniałych cyników, którym, przynajmniej na zewnątrz – nic nie brakuje. Zapytać zatem możemy, czy da się w ogóle ocenić jakość czyjegoś losu? Myślę, że tak, ale tylko wówczas, gdy weźmiemy pod uwagę w dodatku do naszej, w miarę obiektywnej oceny, subiektywne odczucie „właściciela” danego życia. Jeśli bowiem ktoś twierdzi, że doświadcza bólu, choć z medycznego punktu widzenia nie ma żadnych objawów chorobowych, nie możemy przecież z czystym sumieniem, (a także, gdy jesteśmy lekarzami, z zawodową, naukową i etyczną odpowiedzialnością), orzec, że dana osoba jest na pewno symulantem.

Koncepcja względności, gdy nadużyta, prowadzi oczywiście na manowce, szczególnie, gdy dotyczy sfery moralnej – co do tego znakomita większość z nas nie ma wątpliwości. Istnieje też wypróbowane kryterium, zwane zdrowym rozsądkiem, która pomaga nam orzec, kiedy mamy do czynienia z patologią. Nie jest łatwą rzeczą w naszym codziennym zmaganiu się z niepojętym darem, którym zostaliśmy obdarzeni, a który zwie się życiem, odnalezienie balansu. Często trudno orzec, gdzie mieści się tzw. „złoty środek”; niełatwo szczerze przyznać się przed samym sobą, w którym momencie przekroczyliśmy już granicę umiaru.

Kiedy uznać, że już jest wystarczająco dobrze, dużo, pomyślnie? Oto porada Boba Perksa, którą chciałbym się z Czytelnikami podzielić, a która zainspirowała mnie do napisania dzisiejszego tekstu. Był on świadkiem pożegnania na lotnisku. Starszy mężczyzna żegnając swoją córką, powiedział do niej: Życzę ci wystarczająco dużo. Ona odpowiedziała mu tym samym. Słowa te zaintrygowały Perksa. Zagadnął więc o to nieznanego mężczyznę. Nieukrywający głębokiego smutku ojciec odpowiedział, że czuje, że ze względu na swój stan zdrowia, następne spotkanie z jego dzieckiem będzie miało miejsce na jego pogrzebie, po czym przytoczył następujące słowa:

Życzę ci wystarczająco dużo słońca – na tyle, byś miał pogodne nastawienie.

Życzę ci wystarczająco dużo deszczu – na tyle, byś w stanie był bardziej docenić słońce.

Życzę ci wystarczająco dużo szczęścia – na tyle, by duch twój wciąż był żywy.

Życzę ci wystarczająco dużo bólu – na tyle, by najmniejsze nawet radości, wydawały się większe.

Życzę ci wystarczająco dużo osiągnięć – na tyle, by zaspokoiły twoje pragnienia.

Życzę ci wystarczająco dużo strat – na tyle, byś w stanie był docenić wszystko to, co masz.

Życzę ci wystarczająco dużo powitań – na tyle, byś mógł pogodzić się z ostatnim „do widzenia”.

Leave a Reply