John Radzilowski
Kilka lat temu współredagowałem poprawione wydanie encyklopedii American Immigration: An Encyclopedia of Social, Political, and Cultural Change (Routlege, 2013), a także zamówiłem, zredagowałem i napisałem dużą ilość artykułów na tematy związane z migracją, które to tematy zostały pominięte w poprzednich wydawnictwach tego rodzaju. Jeden z tych tematów to koszty i korzyści ekonomiczne imigracji dla Stanów Zjednoczonych. Wyobrażałem to sobie jako pracę w dwóch częściach: jedna pokrywałaby ekonomiczne korzyści, a druga ekonomiczne koszty imigracji. Po umieszczeniu tuzinów zaproszeń do napisania artykułów na forach naukowych, wysyłania ich do uniwersyteckich wydziałów ekonomicznych, a także użyciu wszelkich posiadanych kontaktów osobistych, musiałem ten pomysł zarzucić. Nie tylko żaden ekonomista nie chciał wypowiedzieć się po jednej lub drugiej stronie tego zagadnienia, nie istnieje także koherentna baza danych, która pozwoliłaby odpowiedzieć na istniejące pytania. Była to poglądowa lekcja pokory intelektualnej, która może posłużyć jako ostrzeżenie dla wszystkich, którzy zechcą wyrażać opinie na temat migracji w relacji do danych historycznych lub obecnego stanu debaty publicznej na jej temat, niezależnie od tego, czy dotyczy to USA, Polski, czy innego kraju.
W dzisiejszych czasach prasa lub media społecznościowe zalewają nas opiniami na temat migracji i migrantów, z których wiele powstaje na podstawie niedoinformowania, używa ataków ad hominem (atak personalny), posługuje się przewrotną argumentacją w stylu ataków na chochoła oraz daleko sięgającymi, nieuzasadnionymi uogólnieniami. Media w Ameryce Północnej i Europie są predysponowane w kierunku publikowania argumentacji przychylnej masowej, a nawet całkowicie pozbawionej restrykcji migracji, choć przez ostatnie kilka lat pojawiła się publicznie wzrastająca liczba argumentów przeciwnych, a opozycja przeciw masowej migracji odegrała decydującą rolę w ostatnich wyborach w USA i w Europie.
Polonia amerykańska, społeczność powstała na skutek migracji, znajduje się w miejscu szczególnym. Nasi przodkowie – imigranci byli często źle traktowani i dyskryminowani w tym kraju i argumentacja ad hominem lub bigoteria skierowana przeciwko imigrantom jest obrazą dla ich pamięci i dla naszej społeczności. Pamiętajmy jednak, że polska emigracja do USA na początku XX wieku nie obyła się bez poważnych kosztów. Wnieśliśmy duży i niezaprzeczalny wkład w rozwój i sukcesy USA, ale pomijając wiarę w nasze najbardziej święte mity, nie zawsze byliśmy dobrymi sąsiadami. W latach 1920 – 1930 tylko w Chicago było ponad 150 polskich gangów, więcej niż gangów z jakiejkolwiek innej grupy etnicznej. W Chicago i Detroit polscy chłopcy i dziewczęta często byli największą, etniczną grupą w systemie sądowym dla młodocianych. Choć w końcu pokonaliśmy te problemy (O tej część naszej historii zapomnieliśmy.), powinniśmy być ostrożni twierdząc, że nasza obecność nie powodowała kosztów dla tutejszego społeczeństwa. Żadna grupa społeczna nie ma prawa do takiego twierdzenia, niezależnie od tego, czy jej przodkowie żyli tutaj przez wieki, czy przypłynęli 100 lat temu, czy przylecieli samolotem w zeszłym roku. Co więcej, środowiska polsko-amerykańskie nie pozostały bez uszczerbku przez podwójny proces migracji i deindustrializacji. Pamiętając o naszej własnej historii, powinniśmy uważać, jak podchodzimy do tego tematu i jak charakteryzujemy tych, których poglądy nie zgadzają się z naszymi.
Imigracja w przeszłości i obecnie przynosi zarówno korzyści jak i szkody społeczeństwom i środowiskom, z których pochodzą imigranci, a także tym, do których się udają. Te korzyści i szkody nie są równomiernie rozłożone na środowiska i społeczeństwa. Zmniejszenie kosztów pracy i potencjał na poprawę w usługach i dostępie do dóbr, co imigracja bezsprzecznie przynosi, działa na korzyść tych, którzy najbardziej są w stanie z tych dóbr i usług korzystać. Imigracja dokonała cudów na niwie restauracji w USA i jeszcze więcej w Wielkiej Brytanii a ci, którzy regularnie chodzą do restauracji, korzystają z tego. Im więcej posiadamy kapitału ekonomicznego i socjalnego, tym większe jest prawdopodobieństwo wyciągania korzyści z imigracji. I odwrotnie: Ci, którzy mają takiego kapitału mniej, zwykle cierpią w sposób dysproporcjonalny, szczególnie, gdy imigracja na wielką skalę powoduje konkurencję w walce o stanowiska pracy z niskim wynagrodzeniem lub na poziomie podstawowym. Aczkolwiek jest to ignorowane w kulturalnym dyskursie, w Ameryce nacjonalizm i opozycja w stosunku do imigracji zawsze miały mocne poparcie wśród Afroamerykanów, a powody są oczywiste.
Nie ma racji bytu nazywanie rasistami i bigotami tych, którzy w temacie imigracji przedstawiają argumenty przeciwne naszym oraz twierdzenie, że obawiają się oni każdego, kto się od nich różni. Nie można też nazywać ich bezdusznymi kosmopolitami, których nie obchodzą rdzenni obywatele tego kraju.
Fałszywe analogie historyczne
Obie strony próbują przedstawiać argumenty oparte na fałszywych analogiach historycznych. Przykład: „Twoi przodkowie przybyli tutaj jako imigranci, skorzystali na tym, więc nie możesz być teraz przeciwny(-a) imigracji”. Lub: „W przeszłości imigranci asymilowali się i uczyli się angielskiego, czego dzisiejsi imigranci nie robią”. Choć ważne jest, żeby rozumieć historię imigracji, historia nigdy nie jest niezawodnym kierunkowskazem i nie powie nam, jakie są najlepsze działania i polityka na teraz czy w przyszłości. Jeżeli tak by było, historycy tacy jak ja domagali by się znacznie większych wynagrodzeń niż te, jakie mamy.
Tego rodzaju argumenty ignorują ogromne zmiany, jakie nastąpiły w charakterze imigracji na przestrzeni ostatnich 150 lat i jaki to miało wpływ na środowiska i społeczeństwa, które wysyłają lub przyjmują imigrację. Oszukiwanie systemu pomocy dla bezrobotnych wśród imigrantów nie było dużym problemem w latach 1920. lub 1930., ponieważ nie było wtedy dużych programów pomocowych, które można by było oszukiwać. Obecne technologie, od podróży samolotami do mediów społecznościowych, ułatwiają naukę jęz. angielskiego i jednocześnie utrzymanie jęz. rodzinnego, umożliwiają pozostawanie w izolacji w etnicznej bańce i równocześnie branie aktywnego udziału w życiu ogółu społeczeństwa. Na początku dwudziestego wieku Ameryka była ekonomią industrialną, która potrzebowała robotników niewykwalifikowanych i półkwalifikowanych do swoich kopalń i fabryk. Ameryka we wczesnym dwudziestym pierwszym wieku jest ekonomią postindustrialną, która potrzebuje obu: pracowników niewykwalifikowanych (głównie do branży usługowej) oraz pracowników wysoko wykwalifikowanych. Podczas gdy imigranci z wielu krajów we wczesnym wieku dwudziestym szli pracować do niewielu gałęzi przemysłu, obecnie imigranci angażują się w wiele różnych rodzajach aktywności ekonomicznych w ekonomii, która jest dużo bardziej zróżnicowana. Wykwalifikowany lub wykształcony imigrant z Nigerii lub Indii będzie miał zupełnie inne doświadczenia w Ameryce niż niewykwalifikowany migrant z Gwatemali i będą oni zupełnie inaczej odnajdywali się w ekonomii i społeczeństwie miejscowym. Reasumując: Nie jest możliwe stosowanie przeszłości jako wyznacznika oceny problemów współczesnych imigracji, nie mówiąc już o używaniu przeszłości jako wzoru dla powstawania praw i kreowaniu polityki.
Błędna ocena środowisk społecznych
100 lat temu nigdy nie wygłaszano argumentu, że narody, ich granice i kultura to twory sztuczne, które można poprawiać, rozpoznawać lub nie rozpoznawać według uznania rządów lub liderów. Oczywiście nowoczesne państwo, takie jak my znamy, wyłoniło się dopiero pod koniec osiemnastego wieku, a tożsamość jakiegokolwiek narodu nigdy nie jest na stałe wyryta w kamieniu. Tym niemniej głoszenie, że narody i ich granice są sztucznymi tworami socjalnymi, które można zmieniać według uznania, jest nonsensem. Choć wcześni przodkowie człowieka, którzy przybyli z Afryki, nie wymyślili fizycznych barier, ustanowili jednak jasno określone granice dotyczące tego, kto należał do danego klanu lub plemienia, a kto nie. Współczesna koncepcja świata bez granic, przedstawiana jako alternatywa dla świata państw narodowych z ustalonymi granicami, jest stosunkowo niedawna i bardziej sztuczna, niż koncept państwa narodowego. Jest ona rezultatem nihilizmu okresu po Drugiej Wojnie Światowej. Choć takie idee wydają się atrakcyjne w abstrakcyjny, utopijny sposób, upadają one przy pobieżnym zbadaniu i okazałyby się katastrofalne, gdyby je wcielić w życie. Wątpliwe jest, żeby obrońcy nieszczelnych granic pochwalili zlikwidowanie granic między Rosją a Ukrainą. Jednakże ta nieprzemyślana idea jest całkiem popularna w elitarnych środowiskach na Zachodzie, włączając do nich zmarłego papieża Franciszka (Patrz homilia z 9 paźdz. 2022, www.vatican.va).
Byłoby to niemożliwe zachować uświęcone prawa takie jak te zapisane w Konstytucji USA, jeżeli nie byłoby Stanów Zjednoczonych. Prawa i obowiązki obywateli są określone (przez prawo, praktykę i zwyczaje) w relacji naród – państwo. Nie istniałyby one w świecie bez granic. Nie byłoby możliwe kreowanie koherentnej, demokratycznej polityki, jeżeli nie można by określić, kto może mieć w niej udział, a kto nie. Nawet koczownicze społeczeństwa zbieracko-łowieckie utrzymywały ścisłe granice, kto jest członkiem grupy a kto nie, i jakie prawa i obowiązki należą do różnych klas członków i nie-członków. Grupy imigrantów sami tworzą naturalne społeczeństwa takie jak Polonia, które też muszą ustanowić granice, jeżeli mają w ogóle egzystować. Człowiek potrzebuje takiego społeczeństwa, żeby funkcjonować i rozwijać się, a jest to szczególnie ważne dla członków społeczeństwa z mniejszym kapitałem społecznym i ekonomicznym, którzy w znacznie większym stopniu muszą polegać na wsparciu środowiska niż ci, którzy posiadają większe zasoby. Te społeczności (od rodziny do państwa narodowego) wymagają granic i barier, żeby mogły istnieć, więc zmniejszanie ich lub domaganie się świata z efemerycznymi, nieszczelnymi granicami szkodzi najbiedniejszym i najsłabszym członkom społeczeństwa.
Jest to tragiczna ironia, że koncept rzekomo sztucznych granic między narodami, kulturami i społeczeństwami, które powinny być tak nieszczelne jak to możliwe spowodował, że migracja jest znacznie trudniejsza i bardziej skomplikowana. Polityka oparta na tych ideach, włączając w to oficjalne programy wielokulturowości lub różnorodności, wykonywana de jure (na mocy prawa) lub de facto (w rzeczywistości) w Europie i Ameryce, utrudnia pomyślną adaptację imigranta w nowym środowisku i jest ona zresztą mniej pożądana. Zmniejszyła zaufanie społeczne i spowodowała, że środowiska w mniejszym stopniu akceptują nowoprzybyłych. Co gorsza, wielu zwolenników takiej polityki, celowo lub bezwiednie, rozbudza podziały rasowe i socjalne, chcąc zmusić do akceptacji polityki migracyjnej niechętne społeczeństwo przyjmujące. Potęgują ten problem postmodernistyczne, quasi marksistowskie idee, takie jak krytyczna teoria rasy i dekolonizacja, które uzyskały szeroką akceptację. Teoria dekolonizacji delegitymizuje jakąkolwiek formę migracji w przeszłości i teraźniejszości. Niepowodzenie w doprowadzeniu do pełnej asymilacji dużych środowisk imigrantów z Afryki Północnej (oraz ich dzieci i wnuków) we Francji jest nieszczęsnym pomnikiem porażki oficjalnej polityki wielokulturowości i poglądu, że granice są sztuczne.
Ameryka asymilowała wcześniejsze generacje imigrantów – z trudnościami i konfliktami – przez wiele dekad. Ameryka dostosowała się do imigrantów, a imigranci dostosowali się do Ameryki. To mogło się powieść, gdyż bycie Amerykaninem/Amerykanką to był prawnie i socjalnie jasno określony koncept, co prawda z pewnym marginesem swobody. Wymagało to zaakceptowania zbioru idei i zasad, które nie były uniwersalnie uznawane poza granicami USA, ale musiały być świadomie przyjęte, jeżeli się chciało zostać Amerykaninem/Amerykanką. Te idee bazowały na judeochrześcijańskich wartościach moralnych i cnotach obywatelskich, najlepiej wyrażonych w Declaration of Independence (Deklaracja Niepodległości). (Czy tych wartości zawsze i wszędzie w przeszłości się trzymano, nie jest tutaj istotne). Krótko mówiąc, dla społeczeństwa przyjmującego i dla imigrantów było jasne, co znaczyło i znaczy bycie Amerykaninem/Amerykanką. Co więcej, zakładało się, że bycie Amerykaninem/Amerykanką jest dobrem samym w sobie. Imigranci, którzy te standardy spełniali, musieli być zaakceptowani przez społeczeństwo jako Amerykanie/Amerykanki (Choć czasem była to akceptacja szorstka.), a imigranci akceptowali i wewnętrznie przyswajali podstawowe zasady amerykańskiego życia obywatelskiego (Nawet, jeżeli ta akceptacja była niechętna). Zdruzgotanie tego kontraktu społecznego doprowadziło nas do obecnego stanu rzeczy.
Człowiek to specyficzna i ucieleśniona istota, która zamieszkuje w określonych miejscach, z rzeczywistymi i zróżnicowanymi uprawnieniami, potrzebami i zainteresowaniami. Zlikwiduj fizyczne granice, odrębne pojęcia obywatelstwa i tożsamości, wyeliminuj koncept wspólnych wartości i norm kulturowych, które są nimi związane, a pozostanie tylko różnorodna kolekcja plemion, których konkurencyjne interesy będą wymagały albo nadzoru przez potęgę biurokratycznego państwa, albo doprowadzi do wojny między plemionami. Żadna z tych opcji to nie jest świat, w którym chcielibyśmy żyć.
Koszty i korzyści migracji
Z punktu widzenia świata chrześcijańskiego migracja to nie jest cel sam w sobie, a istnieje o tyle, o ile wspomaga i napędza rozwój społeczny, zarówno fizyczny jak i duchowy. To dotyczy samych imigrantów oraz członków społeczeństwa, które zamierzają opuścić i tych, do których migrują. Istnieje często spotykany, ale fałszywy pogląd, że nauka społeczna Kościoła Katolickiego wymaga specyficznej i z góry ustalonej polityki dotyczącej takich zagadnień jak migracja. Ale prawda jest taka, że z w sprawach potrzebujących rozwagi zachęca się do różnych podejść i pomysłów w poszukiwaniu sprawiedliwej polityki, której natura i zastosowanie powinny być wypracowane pokojowo, odpowiednimi środkami socjalnymi i politycznymi, oparte na szerokim konsensusie społecznym.
Dlatego trzeba sobie jasno uświadomić, jakie są koszty i korzyści migracji. Główną korzyść migracji odnoszą sami migranci, którzy emigrują, żeby poprawić swoją sytuację. I teraz i w przeszłości migracja, szczególne na długie dystanse, wiąże się z ryzykiem i niebezpieczeństwami. Jest to ryzyko wkalkulowane i migranci często je biorą pod uwagę razem z potencjalnymi korzyściami, decydując o tym jak, gdzie, i czy w ogóle emigrować. Ruchy migracyjne są zbiorem niezliczonych decyzji podejmowanych indywidualnie i w rodzinach. Z historycznego punktu widzenia migracja przyniosła pozytywne skutki dla większości migrantów, z wyjątkiem tej wymuszonej (np. handlu niewolnikami). Migranci osiągali lepszy standard życia dla siebie i swoich rodzin i zwykle przez to cieszyli się większą swobodą polityczną i socjalną. Działo się tak szczególnie w przypadku emigracji do USA, gdzie sytuacja imigrantów zwykle okazywała się lepsza nawet w porównaniu z innymi krajami industrialnymi.
Migracja może jednocześnie pomóc i zaszkodzić społeczeństwom, które wysyłają duże liczby migrantów. Przekazy pieniężne, zakładanie działalności gospodarczej, osobiste i kulturalne kontakty z krajami bogatszymi i potężniejszymi mogą pomóc krajom rodzinnym i społeczeństwom emigrantów. Może natomiast szkodzić społeczeństwom przyjmującym powodując ekonomiczne i społeczne zakłócenia, tworząc atmosferę sprzyjającą korupcji i zaburzeniom (np. gangi polujące na migrantów). W krajach pochodzenia migrantów może nastąpić drenaż mózgów lub utrata osób wykwalifikowanych lub wykształconych. Kraje przyjmujące migrantów także odnoszą korzyści – zwiększa się zasób i elastyczność siły roboczej, zmniejszają koszty produkcji a środowisko wzbogaca się o umiejętności i środki przybyszów. Migranci mogą być wysoce zmotywowani w kierunku sukcesu, wnosząc wiele poważnych korzyści. Kultury mogą się wzbogacać przez kontakt z innymi kulturami, choć do tego migracja nie jest konieczna. Migracja może szkodzić społeczeństwom przyjmującym przez forsowanie konkurencji między jego najbiedniejszymi elementami i migrantami o ograniczone zasoby lub przez powodowanie spadku stawek za pracę bądź ich stagnacji. Przybycie dużych grup migrantów z innymi normami kulturowymi zmniejsza stopień zaufania społecznego, co ma wiele efektów ubocznych, włączając w to wzrost kosztów programów świadczeń socjalnych. Migracja może też spowodować wzrost aktywności kryminalnej i zaburzeń, szczególnie że pracownicy – migranci to w większości młodzi mężczyźni, z zasady oddzieleni od rodziny i struktur społecznych. W przekroju różnych kultur jest to grupa demograficzna o wysokich wskaźnikach aktywności kryminalnej. Jak to już wspomniano powyżej, te korzyści i koszty nie są rozłożone równo na wszystkie społeczeństwa.
Podsumowanie
Polityka imigracyjna w USA i Unii Europejskiej znajduje się w katastrofalnym stanie, co powoduje szkody i dla krajów przyjmujących, i dla migrantów. Sytuacja ta powstała przez lata braku działania i złych decyzji podejmowanych przez liderów, którzy zawiedli społeczeństwo, któremu mieli obowiązek służyć. Nie ma tu łatwego, magicznego rozwiązania. Jednakże powinno się przestrzegać pewnych pryncypiów. Korzyści społeczeństwa otwartego na migrantów muszą być zbalansowane z potrzebą społecznego zaufania, ze szczególnym uwzględnieniem najbiedniejszych członków społeczeństwa.
Migranci, nawet ci nielegalni, muszą być traktowani humanitarnie i z szacunkiem, ale to nie znaczy, że mają prawo to pozostania na stałe w kraju, w którym nie mają legalnego prawa na pobyt. Państwa mają prawo, żeby respektowano ich granice, kulturę i suwerenność. W realnym świecie zasoby publiczne są ograniczone i decyzje, jak ich używać, muszą być podejmowane w sposób otwarty i sprawiedliwy, nie przez odgórne decyzje biurokratów, ubrane w wypowiedzi w rodzaju: wir schaffen das (Damy radę.), wygłaszane przez liderów odizolowanych od skutków swoich decyzji. Należy sobie zadać podstawowe pytanie, jak duża, jakiego rodzaju i dlaczego legalna migracja jest potrzebna, a odpowiedź powinna opierać się na szerokim konsensusie obywateli. Wszystko, co nie spełnia tych warunków, spowoduje konflikty i zaburzenia społeczne.
Państwa muszą mieć jasną wizję tego, co to znaczy być członkiem społeczeństwa narodowego, co związane też jest z wartościami, cnotami obywatelskimi i normami kulturowymi. W przypadku Stanów Zjednoczonych już nie bardzo wiadomo, co to jest być Amerykaninem/Amerykanką. Czy termin „Amerykanin” jest nieodłącznie związany z dobrem i należy do niego aspirować, czy też jest to słowo oznaczające bigoterię i represje? W jaki sposób nowoprzybyły ma się zaadoptować w kraju, którego obywatele sami nie mogą rozstrzygnąć takiego podstawowego dylematu. Obrazy demonstrantów w miastach USA palących amerykańskie flagi i machających flagami krajów, z których przybyli, jednocześnie protestując przeciwko wysyłaniu ich do tychże krajów, mogą się wydawać dystopijną satyrą, ale jest to przewidywalny rezultat istniejącego problemu.
Co jest tak samo ważne, państwa muszą dokładnie określić prawne wymagania co do imigracji i otrzymania obywatelstwa. Skomplikowany, kosztowny i mylący system amerykańskiego prawa imigracyjnego z licznymi wyjątkami i lukami zniechęca imigrantów przestrzegających prawa, a zachęca do nielegalnego przekraczania granicy. Państwa na Zachodzie, indywidualnie i wspólnie, także muszą ustalić, ograniczyć i egzekwować jasną definicję tego, co to jest uchodźca. Jest poważny problem z migrantami pozującymi na uchodźców, używanymi jako narzędzia w wojnie hybrydowej prowadzonej przez dyktatorskie reżimy od Turcji przez Białoruś do Wenezueli, oraz z organizacjami pozarządowymi uczącymi migrantów, żeby wnioskowali o status uchodźcy lub w inny sposób obchodzili prawo,
Stanowcze egzekwowanie legalnie ustalonych granic, choć nienawidzone przez niektórych, jest kluczowe dla bezpieczeństwa, dla ochrony obywateli i potencjalnych migrantów. Masywna, systematyczna eksploatacja migrantów przez organizacje kryminalne i terrorystyczne, włączając w to różne rodzaje przemytu i handlu ludźmi, została zapomniana w ferworze walki o rozszczelnienie granic. Co jest bardzo alarmujące, w latach 2020 – 2024 rząd USA stracił ślady po ponad 200 000 małoletnich cudzoziemcach bez opieki. Tego nie można zaakceptować. Ustanowienie wysoko poprzeczki dla imigracji, prawnie lub inaczej, podnosi koszt szansy na migrację, ale także zmniejsza możliwości elementów przestępczych, używających migrantów w celu nadużywania prawa lub programów świadczeń socjalnych bogatszych państw.
Nie są to łatwe rozwiązania i kraje rozwinięte, takie jak USA i Polska, stoją w obliczu serii powiązanych kryzysów społecznych, duchowych i politycznych. Wypracowanie sobie jasnego spojrzenia na dylemat migracji to mały, ale konieczny krok, żeby stawić czoła tym większym wyzwaniom.







