Z Księdzem dr. Romanem Nirem rozmawia Alicja Karlic

Ksiądz dr. Roman Nir

Ksiądz dr. Roman Nir

Alicja Karlic: Szanowny Księże, jak się Księdzu żyje w Polsce?

Ks. dr Roman Nir: Do Polski wyjechałem już na stałe. Mieszkam w Częstochowie. Ponieważ jestem emerytem, ks. arcybiskup dał mi prawo wyboru miejsca pobytu. Jako miejsce zamieszkania wybrałem Dom Emeryta. Każdy z księży emerytów ma do dyspozycji dwa pokoje i łazienkę. Mamy całodobową opiekę pielęgniarską, a podczas dnia do dyspozycji jest również lekarz. Warunki są wyśmienite. Do rodzaju każdej choroby mamy dostosowaną dietę. Jestem cukrzykiem, a jest nas z tą dolegliwością 20, i siostry przygotowują dla nas specjalne posiłki.

Wszystkie dobra, jakie zostały diecezji zabrane przez komunistów – dobra w ¾ należące już do policji –  w 1995 roku, dzięki prezydentowi miasta Częstochowy, panu Wronie, zostały wycenione po cenie rynkowej a pieniądze za nie wpłynęły do kasy archidiecezji. To pozwoliło między innymi na wybudowanie nowoczesnego Domu Emeryta.

Czytaj całość »

„Zapora” w Tarnobrzegu

„Zapora” w Tarnobrzegu
Z dumą i radością informuję Czytelników „Tygodnika Polskiego”, że 11 listopada 2009 roku w Tarnobrzegu, w dniu Narodowego Święta Niepodległości, został uroczyście odsłonięty i poświęcony pomnik majora Hieronima Dekutowskiego ps. Zapora. Popiersie cichociemnego, jednego z najodważniejszych oficerów AK w czasie okupacji niemieckiej, a po wkroczeniu Sowietów dowódcy zgrupowania oddziałów WiN na Lubelszczyźnie, niezłomnego obrońcy niepodległości Polski, stanęło przed tarnobrzeskim magistratem, tuż obok pomnika innego bohaterskiego żołnierza, powstańca z 1863 roku, hr. Juliana Tarnowskiego. I choć deszcz padał rzęsiście od samego rana, na uroczystości patriotyczne w Tarnobrzegu  tłumnie stawili się mieszkańcy miasta i regionu, którym od lat leżało na sercu upamiętnienie „Zapory”, symbolu pokolenia żołnierzy wyklętych. Bohatera zamęczonego przez komunistów, którego miejsce spoczynku do dzisiaj pozostaje nieznane.
Tak oto niezwykła historia tarnobrzeskiego harcerza zatoczyła wielkie koło. We wrześniu 1939 roku, kiedy na ochotnika poszedł bić się z Niemcami, nie mógł przypuszczać, że jego prawdziwe losy rodacy poznają dopiero w wolnej Polsce. W całym okresie PRL-u komunistyczna propaganda z cynizmem i wyrachowaniem robiła z niego bandytę, o którym mówić można było głośno tylko źle. Pamiętamy, jak tragicznie brzmiały słowa partyzanckiej sanitariuszki, która w filmie Ewy Kurek mówiła: – „Zapora” zawsze zastanawiał się, czy będzie ktoś o nas pamiętał, że walczyliśmy o Polskę i nie byliśmy bandytami…
„Dzisiaj dokonany został kolejny krok przywracający honor żołnierzom podziemia niepodległościowego. Składam serdeczne podziękowania wszystkim uczestnikom dzisiejszej uroczystości, oraz tym wszystkim Polakom w kraju i zagranicą, dzięki którym powstał ten pomnik, będący punktem odniesienia na drodze kształtowania świadomości historycznej Polaków” – powiedział 11 listopada br. w Tarnobrzegu Tadeusz Wojteczko, przewodniczący Komitetu Budowy Pomnika mjr. Hieronima Dekutowskiego. Okazało się, że w okresie pogłębiającego się w Polsce kryzysu gospodarczego i w rekordowo krótkim czasie jedenastu miesięcy, udało się członkom komitetu zainteresować Polaków w kraju i w USA projektem uczczenia mjr. Zapory. Wielka w tym zasługa dr Alicji Karlic, redaktor „Tygodnika Polskiego”, w którym już na początku 2009 roku ukazały się artykuły historyczne o H. Dekutowskim, a także apele o zbiórkę pieniędzy na budowę pomnika. Wielka w tym zasługa również Jurka Marczewskiego, który pozostając od wielu lat na emigracji w USA, nigdy nie stracił kontaktu z krajem. Wszystkim wspaniałym rodakom w imieniu komitetu budowy pomnika „Zapory” jeszcze raz serdecznie dziękuję.
„Są dni i noce, bywają też niedziele” – pisała niezapomniana Maria Dąbrowska. 11 listopada 2009 roku w Tarnobrzegu wzięliśmy udział w wielkim święcie przywracania pamięci, w symbolicznej patriotycznej niedzieli. Hieronim Dekutowski wrócił tego dnia do rodzinnego miasta. Już na zawsze…
PIOTR NIEMIEC
Pomnik majora Hieronima Dekutowskiego "Zapory" w Tarnobrzegu

Pomnik majora Hieronima Dekutowskiego "Zapory" w Tarnobrzegu

Z dumą i radością informuję Czytelników „Tygodnika Polskiego”, że 11 listopada 2009 roku w Tarnobrzegu, w dniu Narodowego Święta Niepodległości, został uroczyście odsłonięty i poświęcony pomnik majora Hieronima Dekutowskiego ps. Zapora. Popiersie cichociemnego, jednego z najodważniejszych oficerów AK w czasie okupacji niemieckiej, a po wkroczeniu Sowietów dowódcy zgrupowania oddziałów WiN na Lubelszczyźnie, niezłomnego obrońcy niepodległości Polski, stanęło przed tarnobrzeskim magistratem, tuż obok pomnika innego bohaterskiego żołnierza, powstańca z 1863 roku, hr. Juliana Tarnowskiego. I choć deszcz padał rzęsiście od samego rana, na uroczystości patriotyczne w Tarnobrzegu  tłumnie stawili się mieszkańcy miasta i regionu, którym od lat leżało na sercu upamiętnienie „Zapory”, symbolu pokolenia żołnierzy wyklętych. Bohatera zamęczonego przez komunistów, którego miejsce spoczynku do dzisiaj pozostaje nieznane.

Tak oto niezwykła historia tarnobrzeskiego harcerza zatoczyła wielkie koło. We wrześniu 1939 roku, kiedy na ochotnika poszedł bić się z Niemcami, nie mógł przypuszczać, że jego prawdziwe losy rodacy poznają dopiero w wolnej Polsce. W całym okresie PRL-u komunistyczna propaganda z cynizmem i wyrachowaniem robiła z niego bandytę, o którym mówić można było głośno tylko źle. Pamiętamy, jak tragicznie brzmiały słowa partyzanckiej sanitariuszki, która w filmie Ewy Kurek mówiła: – „Zapora” zawsze zastanawiał się, czy będzie ktoś o nas pamiętał, że walczyliśmy o Polskę i nie byliśmy bandytami… Czytaj całość »

Po latach niewoli

Po latach niewoli
Historyka dr. Janusza Ciska poznałem późną jesienią 2002 roku, kiedy po przyjeździe do rodzinnej Stalowej Woli objął stanowisko wiceprezydenta miasta. Wiedziałem, że wcześniej pracował w rządzie Jerzego Buzka, w departamencie współpracy międzynarodowej Ministerstwa Kultury i Dziedzictwa Narodowego. W czasie naszego pierwszego spotkania dowiedziałem się, że historyk długo mieszkał w Stanach Zjednoczonych i pracował w Instytucie Józefa Piłsudskiego w Nowym Jorku. Był wicedyrektorem (1988-1992), a następnie dyrektorem (1992-2000) tej wielce zasłużonej placówki badawczej. Pamiętam, że już wtedy umówiliśmy się na rozmowę o Komendancie, Legionach i pierwszych latach odrodzonego państwa polskiego.
Okazją do spotkania stała się 85. rocznica obrony Lwowa przed Ukraińcami. W listopadzie i grudniu 1918 roku miasta bronili członkowie Polskiej Organizacji Wojskowej, uczniowie i studenci. „To najpiękniejszy przykład patriotyzmu i walki o prawa Polski do tego miasta w tamtym czasie. Nic tak nie działało na wyobraźnię naszych rodaków, jak to, że w obronie Lwowa uczestniczyli prości obywatele, nieletni i, co możemy zobaczyć na zachowanych fotografiach m.in. w słynnym albumie „Semper Fidelis”, dziewczęta i kobiety” – mówił dr hab. Janusz Cisek. Lwów w tamtym czasie był naturalną stolicą Galicji – siedzibą Namiestnika, szeregu jednostek wojskowych, kilku poważnych zakładów naukowych i kuźnią kadr Polski niepodległej. „Stamtąd wyszły pierwsze organizacje, które rozpoczęły ferment niepodległościowy. Miasto miało w świadomości narodowej miejsce bardzo wysokie i jego heroiczna obrona przed żywiołem ukraińskim wzbudziła powszechny szacunek Polaków” – przypomniał historyk.
Podczas długiej rozmowy wróciliśmy do słynnego 10 listopada 1918 r., dnia przyjazdu do Warszawy Józefa Piłsudskiego. Więzień Magdeburga zastał w stolicy kompletny chaos. „Pomimo zmęczenia przyjął dosłownie rzekę delegacji, które – każda w odmienny sposób – argumentowały, że są reprezentacją narodu i właśnie im powinno się przekazać władzę. Wieczorem wraz ze swoimi współpracownikami określił dwie główne sprawy, przed którymi stała Polska. Pierwszą była konieczność szybkiego rozpisania wyborów, które wyłonią Sejm Ustawodawczy. Drugą – pilna potrzeba powołania wojska polskiego. Uwagę skupił na organizacji armii” – mówił Janusz Cisek, obecnie dyrektor Muzeum Wojska Polskiego w Warszawie. Główne cele państwowe, które wytyczył Komendant jeszcze przed przyjęciem władzy od Rady Regencyjnej, realizował później z najwyższym oddaniem. W związku z tym historyk przypomniał zasadę, którą kierował się naczelnik państwa: „Ja już nie jestem przedstawicielem partii, jestem przedstawicielem narodu”.
Na marginesie krótkich rozważań o Polsce z okazji rocznicy odzyskania niepodległości w 1918 roku warto zauważyć, że zacytowaną sentencję marszałka Piłsudskiego winniśmy zadedykować naszej elicie politycznej, która z trudem rozdziela dzisiaj to co partyjne, od tego co wspólne i państwowe…
PIOTR NIEMIEC
 Dr Janusz Cisek z płk. Ryszardem Kuklińskim w Instytucie Józefa Piłsudskiego w Nowym Jorku

Dr Janusz Cisek z płk. Ryszardem Kuklińskim w Instytucie Józefa Piłsudskiego w Nowym Jorku

Historyka dr. Janusza Ciska poznałem późną jesienią 2002 roku, kiedy po przyjeździe do rodzinnej Stalowej Woli objął stanowisko wiceprezydenta miasta. Wiedziałem, że wcześniej pracował w rządzie Jerzego Buzka, w departamencie współpracy międzynarodowej Ministerstwa Kultury i Dziedzictwa Narodowego. W czasie naszego pierwszego spotkania dowiedziałem się, że historyk długo mieszkał w Stanach Zjednoczonych i pracował w Instytucie Józefa Piłsudskiego w Nowym Jorku. Był wicedyrektorem (1988-1992), a następnie dyrektorem (1992-2000) tej wielce zasłużonej placówki badawczej. Pamiętam, że już wtedy umówiliśmy się na rozmowę o Komendancie, Legionach i pierwszych latach odrodzonego państwa polskiego.

Okazją do spotkania stała się 85. rocznica obrony Lwowa przed Ukraińcami. W listopadzie i grudniu 1918 roku miasta bronili członkowie Polskiej Organizacji Wojskowej, uczniowie i studenci. „To najpiękniejszy przykład patriotyzmu i walki o prawa Polski do tego miasta w tamtym czasie. Nic tak nie działało na wyobraźnię naszych rodaków, jak to, że w obronie Lwowa uczestniczyli prości obywatele, nieletni i, co możemy zobaczyć na zachowanych fotografiach m.in. w słynnym albumie „Semper Fidelis”, dziewczęta i kobiety” – mówił dr hab. Janusz Cisek. Lwów w tamtym czasie był naturalną stolicą Galicji – siedzibą Namiestnika, szeregu jednostek wojskowych, kilku poważnych zakładów naukowych i kuźnią kadr Polski niepodległej. „Stamtąd wyszły pierwsze organizacje, które rozpoczęły ferment niepodległościowy. Miasto miało w świadomości narodowej miejsce bardzo wysokie i jego heroiczna obrona przed żywiołem ukraińskim wzbudziła powszechny szacunek Polaków” – przypomniał historyk.

Podczas długiej rozmowy wróciliśmy do słynnego 10 listopada 1918 r., dnia przyjazdu do Warszawy Józefa Piłsudskiego. Więzień Magdeburga zastał w stolicy kompletny chaos. „Pomimo zmęczenia przyjął dosłownie rzekę delegacji, które – każda w odmienny sposób – argumentowały, że są reprezentacją narodu i właśnie im powinno się przekazać władzę. Wieczorem wraz ze swoimi współpracownikami określił dwie główne sprawy, przed którymi stała Polska. Pierwszą była konieczność szybkiego rozpisania wyborów, które wyłonią Sejm Ustawodawczy. Drugą – pilna potrzeba powołania wojska polskiego. Uwagę skupił na organizacji armii” – mówił Janusz Cisek, obecnie dyrektor Muzeum Wojska Polskiego w Warszawie. Główne cele państwowe, które wytyczył Komendant jeszcze przed przyjęciem władzy od Rady Regencyjnej, realizował później z najwyższym oddaniem. W związku z tym historyk przypomniał zasadę, którą kierował się naczelnik państwa: „Ja już nie jestem przedstawicielem partii, jestem przedstawicielem narodu”.

Na marginesie krótkich rozważań o Polsce z okazji rocznicy odzyskania niepodległości w 1918 roku warto zauważyć, że zacytowaną sentencję marszałka Piłsudskiego winniśmy zadedykować naszej elicie politycznej, która z trudem rozdziela dzisiaj to co partyjne, od tego co wspólne i państwowe…

PIOTR NIEMIEC

Za wierność prawdzie

Za wierność prawdzie
W cieniu afer korupcyjnych w kraju obchodzimy 25. rocznicę męczeńskiej śmierci ks. Jerzego Popiełuszki, legendarnego duszpasterza warszawskiej „Solidarności”. Kapłana, który swoją posługą przeciwstawił się potędze komunistycznego państwa, płacąc życiem za odwagę głoszenia prawdy. Ta zbrodnia miała jeden cel – pokazanie społeczeństwu, że władze PRL-u zdeterminowane są bronić nieludzkiego systemu wszelkimi metodami. Nawet sięgając po środki ostateczne – fizyczną eliminację ludzi, którzy ośmielali się publicznie nauczać, jak robił ks. Jerzy Popiełuszko, że należy zło dobrem zwyciężać.
W dekadzie lat 80. ubiegłego wieku wielu polskich duchownych zdecydowało się słowem i czynem wspierać nie tylko działającą w podziemiu „Solidarność”, ale również środowiska opozycyjne wcześniej słabo związane z Kościołem. Dla wszystkich, którzy potrzebowali pomocy, wsparcia, otuchy lub prowadzili działalność niepodległościową otwarte były świątynie, plebanie, domy katechetyczne. Właśnie za taką postawę po 13 grudnia 1981 r. setki księży było dotkliwie represjonowanych. A wachlarz tych represji był szeroki – od szykan administracyjnych, poprzez przesłuchania, ciężkie pobicia przez „nieznanych sprawców”, aresztowania i sądy, aż po męczeńską śmierć.
Listę kapłanów niezłomnych, którzy kontestowali w tamtym czasie system komunistyczny, otwierali znani już wówczas w całym kraju biskup Ignacy Tokarczuk z Przemyśla oraz księża Henryk Jankowski z Gdańska i Jerzy Popiełuszko z Warszawy. A obok nich byli: ks. Kazimierz Jancarz z Krakowa, ks. Edward Frankowski ze Stalowej Woli, o. Ludwik Wiśniewski z Gdańska, ks. Czesław Sadłowski ze Zbroszy, ks. Stanisław Orzechowski z Wrocławia, o. Stanisław Miecznikowski z Łodzi, ks. Stanisław Bogdanowicz z Gdańska, ks. Hilary Jastak z Gdyni, ks. Witold Andrzejewski z Gorzowa, ks. Jan Sikorski w Warszawy, ks. Tadeusz Isakowicz-Zaleski z Krakowa i wielu innych, oddanych swoim wiernym na dobre i złe.
Kapłanem, którego już od pierwszych dni stanu wojennego władze uznały za „wroga nr 1 socjalistycznego państwa”, okazał się ks. Jerzy Popiełuszko. Pilnie zajął się nim aparat partyjny, przygotowując podbudowę ideologiczną planowanego ataku, zajęła się Milicja Obywatelska i Służba Bezpieczeństwa, prowadząc nieustanną inwigilację wikarego z kościoła św. St. Kostki. Jednak szczegółowo zaplanowane działania nękające, prowokacje i szykany, mające wyeliminować ks. Jerzego z pracy duszpasterskiej, nie zmieniły jego postawy. W swojej ostatniej homilii wygłoszonej w Bydgoszczy ks. Jerzy wypowiedział słowa, które przeszły do historii Kościoła w Polsce: „Zwyciężyć zło dobrem to zachować wierność prawdzie. Dążenie do prawdy wszczepił w człowieka sam Bóg. Prawda zawsze ludzi jednoczy i zespala. Wielkość prawdy przeraża i demaskuje kłamstwa ludzi małych, zalęknionych. Od wieków trwa nieprzerwanie walka z prawdą. Obowiązek chrześcijanina to stać przy prawdzie, choćby miała wiele kosztować, bo za prawdę się płaci…”
PIOTR NIEMIEC

W cieniu afer korupcyjnych w kraju obchodzimy 25. rocznicę męczeńskiej śmierci ks. Jerzego Popiełuszki, legendarnego duszpasterza warszawskiej „Solidarności”. Kapłana, który swoją posługą przeciwstawił się potędze komunistycznego państwa, płacąc życiem za odwagę głoszenia prawdy. Ta zbrodnia miała jeden cel – pokazanie społeczeństwu, że władze PRL-u zdeterminowane są bronić nieludzkiego systemu wszelkimi metodami. Nawet sięgając po środki ostateczne – fizyczną eliminację ludzi, którzy ośmielali się publicznie nauczać, jak robił ks. Jerzy Popiełuszko, że należy zło dobrem zwyciężać.

Czytaj całość »

PGSM Annual Polish Genealogical Research Seminar

PRESENTATIONS: Help I’m Stuck! – How to deal with corrupted Polish/American names & Locality
spellings and finding their town in Poland.
Hamburg Passenger Lists and Police Records – There is more to Hamburg records than meets the eye. How to find your ancestors in Poland, using records of other people who emigrated at a different time.
Gazetteers, Websites and Maps – Records are catalogued by the locality that created them. Since there are many villages belonging to a parish, it is essential to use gazetteers to find the parish for a given village name. This presentation covers not only the online Meyers gazetteer of the German Empire, which is modern Poland, but also other online gazetteers, maps and resources.
Where Are We Heading? Family History Centers, Public Libraries, Historical Societies and the New FamilySearch Site – An orientation on the LDS Family History Department, including changes that affect us. The remaining time will be for questions and answers.

Polish Genealogical Society of Michigan

Annual Polish Genealogical Research Seminar

October 17, 2009 American Polish Cultural Center – Hall #2

2975 E. Maple Rd. (15 Mile Rd) Troy, Michigan 48083

Speaker: Stephen Barthel

Accredited genealogist since 1981; formerly with the Family History Library in Salt Lake City

PRESENTATIONS:

Help I’m Stuck! – How to deal with corrupted Polish/American names & Locality spellings and finding their town in Poland.

Hamburg Passenger Lists and Police Records – There is more to Hamburg records than meets the eye. How to find your ancestors in Poland, using records of other people who emigrated at a different time.

Gazetteers, Websites and Maps – Records are catalogued by the locality that created them. Since there are many villages belonging to a parish, it is essential to use gazetteers to find the parish for a given village name. This presentation covers not only the online Meyers gazetteer of the German Empire, which is modern Poland, but also other online gazetteers, maps and resources.

Where Are We Heading? Family History Centers, Public Libraries, Historical Societies and the New FamilySearch Site – An orientation on the LDS Family History Department, including changes that affect us. The remaining time will be for questions and answers.

Polish Genealogical Society of Michigan (PGSM), c/o Burton Historical Collection, Detroit Public Library, 5201 Woodward, Detroit, Michigan 48202- 4007

See website for details: www.pgsm.org

Hazard polski

Hazard polski
„Kręcenie lodów” – to określenie, jakby wprost wyjęte z poradnika cukierniczego, zrobiło w Polsce furorę, kiedy posłanka Platformy Obywatelskiej użyła go przed dwoma laty w rozmowie telefonicznej podsłuchanej przez służby specjalne. Oznacza po prostu wielkie i ciemne interesy, które robią w Polsce przedstawiciele elit politycznych wraz z zaprzyjaźnionymi ludźmi biznesu. „Kręcić lody” można więc podczas prac ustawodawczych, a także przy ważnych przetargach, sprzedaży mienia państwowego (np. ziemi), prywatyzacji szpitali etc.
O tym, jak bardzo młoda jest nasza demokracja, wie chyba każdy uczestnik życia publicznego w kraju. Tę chorobliwą niedojrzałość widać najlepiej właśnie na styku biznesu i polityki. Linie podziału bywają tu tak nieczytelne, że wybuch kolejnego skandalu korupcyjnego przestaje już kogokolwiek burzyć lub podniecać. A w ostatniej dekadzie tego typu afery wybuchają z regularnością ruchu wskazówek szwajcarskiego zegara. Nie ma bowiem roku, aby kolejna partia polityczna nie skompromitowała się udziałem w wielkiej korupcji, procederze przecieku tajnych informacji z pracy policji lub służb specjalnych lub w nielegalnym popieraniu rozmaitego rodzaju gospodarczych lobbystów.
A warto przypomnieć, że wielkie „kręcenie lodów” zaczęło się w tej dekadzie od słynnej „afery Rywina”, która wzięła nazwę od nazwiska producenta filmowego, który za łapówkę chciał umożliwić wydawcy prasy przejęcie prywatnej stacji telewizyjnej. Już po ujawnieniu, zbadaniu i ocenie tego zdarzenia wielu obserwatorów sądziło, że żadne matactwo na taką skalę nikogo zaskoczyć nie może. Bo to właśnie wtedy sejmowa komisja śledcza, z posłami opozycji Janem Rokitą i Zbigniewem Ziobrą na czele, zajrzała za kulisy biznesowych machinacji, ujawniła wpływy i znaczenie powiązań polityczno-towarzyskich, a w konsekwencji doprowadziła do długotrwałego i zdecydowanego osłabienia, rządzącego wówczas silną ręką, obozu postkomunistycznego.
Po siedmiu latach od tamtych wydarzeń okazało się, że ani afera Rywina, ani afera starachowicka, ani afera posłanki Sawickiej, ani afera gruntowa, ani żadna inna, nie nauczyły polityków rozumu i pokory. W głębokim przekonaniu o swojej nieodzowności, nieomylności, a przede wszystkim bezkarności znowu pokazali rodakom słynny „gest Kozakiewicza”. Nie pozostawia bowiem złudzeń treść niedawno ujawnionych przez prasę zapisów rozmów telefonicznych czołowego polityka rządzącej Platformy Obywatelskiej z  jego dwoma biznesowymi przyjaciółmi. Panowie gaworzyli sobie przez rok o możliwości pozaprawnego zablokowania niekorzystnej dla właścicieli kasyn i salonów gier zmian w ustawie o hazardzie!
Czy podczas prac legislacyjnych doszło „tylko” do korupcji politycznej, ustalą służby specjalne i prokuratura. Ale włosy stają na głowie, kiedy słyszymy, w jaki sposób i o czym rozmawiał polityk, który po przyszłorocznych wyborach prezydenckich mógł zostać sukcesorem premiera Donalda Tuska. Może właśnie stanęliśmy na dnie polskiego bagna?
PIOTR NIEMIEC

„Kręcenie lodów” – to określenie, jakby wprost wyjęte z poradnika cukierniczego, zrobiło w Polsce furorę, kiedy posłanka Platformy Obywatelskiej użyła go przed dwoma laty w rozmowie telefonicznej podsłuchanej przez służby specjalne. Oznacza po prostu wielkie i ciemne interesy, które robią w Polsce przedstawiciele elit politycznych wraz z zaprzyjaźnionymi ludźmi biznesu. „Kręcić lody” można więc podczas prac ustawodawczych, a także przy ważnych przetargach, sprzedaży mienia państwowego (np. ziemi), prywatyzacji szpitali etc.

O tym, jak bardzo młoda jest nasza demokracja, wie chyba każdy uczestnik życia publicznego w kraju. Tę chorobliwą niedojrzałość widać najlepiej właśnie na styku biznesu i polityki. Linie podziału bywają tu tak nieczytelne, że wybuch kolejnego skandalu korupcyjnego przestaje już kogokolwiek burzyć lub podniecać. A w ostatniej dekadzie tego typu afery wybuchają z regularnością ruchu wskazówek szwajcarskiego zegara. Nie ma bowiem roku, aby kolejna partia polityczna nie skompromitowała się udziałem w wielkiej korupcji, procederze przecieku tajnych informacji z pracy policji lub służb specjalnych lub w nielegalnym popieraniu rozmaitego rodzaju gospodarczych lobbystów.

Czytaj całość »

Chichot historii

Piotr Niemiec

Piotr Niemiec

Rodacy z Europy i Ameryki znają Telewizję Polską przede wszystkim z kanału TVP Polonia, który dociera do wielu zakątków świata, stanowiąc często jedyną nić łączącą ich z dawną ojczyzną. To wielkie szczęście móc gdzieś na antypodach usłyszeć w telewizyjnym okienku polską mowę, zobaczyć rodzinne krajobrazy. Choć Internet znakomicie ułatwia globalne komunikowanie, to jednak starsze pokolenie zdecydowanie woli oglądać programy informacyjne, rozrywkowe, sportowe, filmowe na dużym monitorze telewizora. Tak dzieje się w Polsce, tak zapewne jest też w USA i Kanadzie.

Ten wstęp napisałem po to, aby uświadomić telewidzom, że istnienie krajowej telewizji publicznej, której zadanie polega m.in. na podtrzymywaniu łączności z Polonią, znajduje się dzisiaj w poważnym niebezpieczeństwie. Niestety, jeszcze za komuny wymyślono tajemniczą formułę, że „kto ma telewizję, ten ma władzę”.

Czytaj całość »

« Wcześniejsze Wiadomości Późniejsze Wiadomości »