Alicja Karlic: Szanowny Księże, jak się Księdzu żyje w Polsce?
Ks. dr Roman Nir: Do Polski wyjechałem już na stałe. Mieszkam w Częstochowie. Ponieważ jestem emerytem, ks. arcybiskup dał mi prawo wyboru miejsca pobytu. Jako miejsce zamieszkania wybrałem Dom Emeryta. Każdy z księży emerytów ma do dyspozycji dwa pokoje i łazienkę. Mamy całodobową opiekę pielęgniarską, a podczas dnia do dyspozycji jest również lekarz. Warunki są wyśmienite. Do rodzaju każdej choroby mamy dostosowaną dietę. Jestem cukrzykiem, a jest nas z tą dolegliwością 20, i siostry przygotowują dla nas specjalne posiłki.
Wszystkie dobra, jakie zostały diecezji zabrane przez komunistów – dobra w ¾ należące już do policji – w 1995 roku, dzięki prezydentowi miasta Częstochowy, panu Wronie, zostały wycenione po cenie rynkowej a pieniądze za nie wpłynęły do kasy archidiecezji. To pozwoliło między innymi na wybudowanie nowoczesnego Domu Emeryta.
Z dumą i radością informuję Czytelników „Tygodnika Polskiego”, że 11 listopada 2009 roku w Tarnobrzegu, w dniu Narodowego Święta Niepodległości, został uroczyście odsłonięty i poświęcony pomnik majora Hieronima Dekutowskiego ps. Zapora. Popiersie cichociemnego, jednego z najodważniejszych oficerów AK w czasie okupacji niemieckiej, a po wkroczeniu Sowietów dowódcy zgrupowania oddziałów WiN na Lubelszczyźnie, niezłomnego obrońcy niepodległości Polski, stanęło przed tarnobrzeskim magistratem, tuż obok pomnika innego bohaterskiego żołnierza, powstańca z 1863 roku, hr. Juliana Tarnowskiego. I choć deszcz padał rzęsiście od samego rana, na uroczystości patriotyczne w Tarnobrzegu tłumnie stawili się mieszkańcy miasta i regionu, którym od lat leżało na sercu upamiętnienie „Zapory”, symbolu pokolenia żołnierzy wyklętych. Bohatera zamęczonego przez komunistów, którego miejsce spoczynku do dzisiaj pozostaje nieznane.
Tak oto niezwykła historia tarnobrzeskiego harcerza zatoczyła wielkie koło. We wrześniu 1939 roku, kiedy na ochotnika poszedł bić się z Niemcami, nie mógł przypuszczać, że jego prawdziwe losy rodacy poznają dopiero w wolnej Polsce. W całym okresie PRL-u komunistyczna propaganda z cynizmem i wyrachowaniem robiła z niego bandytę, o którym mówić można było głośno tylko źle. Pamiętamy, jak tragicznie brzmiały słowa partyzanckiej sanitariuszki, która w filmie Ewy Kurek mówiła: – „Zapora” zawsze zastanawiał się, czy będzie ktoś o nas pamiętał, że walczyliśmy o Polskę i nie byliśmy bandytami… Czytaj całość »
Historyka dr. Janusza Ciska poznałem późną jesienią 2002 roku, kiedy po przyjeździe do rodzinnej Stalowej Woli objął stanowisko wiceprezydenta miasta. Wiedziałem, że wcześniej pracował w rządzie Jerzego Buzka, w departamencie współpracy międzynarodowej Ministerstwa Kultury i Dziedzictwa Narodowego. W czasie naszego pierwszego spotkania dowiedziałem się, że historyk długo mieszkał w Stanach Zjednoczonych i pracował w Instytucie Józefa Piłsudskiego w Nowym Jorku. Był wicedyrektorem (1988-1992), a następnie dyrektorem (1992-2000) tej wielce zasłużonej placówki badawczej. Pamiętam, że już wtedy umówiliśmy się na rozmowę o Komendancie, Legionach i pierwszych latach odrodzonego państwa polskiego.
Okazją do spotkania stała się 85. rocznica obrony Lwowa przed Ukraińcami. W listopadzie i grudniu 1918 roku miasta bronili członkowie Polskiej Organizacji Wojskowej, uczniowie i studenci. „To najpiękniejszy przykład patriotyzmu i walki o prawa Polski do tego miasta w tamtym czasie. Nic tak nie działało na wyobraźnię naszych rodaków, jak to, że w obronie Lwowa uczestniczyli prości obywatele, nieletni i, co możemy zobaczyć na zachowanych fotografiach m.in. w słynnym albumie „Semper Fidelis”, dziewczęta i kobiety” – mówił dr hab. Janusz Cisek. Lwów w tamtym czasie był naturalną stolicą Galicji – siedzibą Namiestnika, szeregu jednostek wojskowych, kilku poważnych zakładów naukowych i kuźnią kadr Polski niepodległej. „Stamtąd wyszły pierwsze organizacje, które rozpoczęły ferment niepodległościowy. Miasto miało w świadomości narodowej miejsce bardzo wysokie i jego heroiczna obrona przed żywiołem ukraińskim wzbudziła powszechny szacunek Polaków” – przypomniał historyk.
Podczas długiej rozmowy wróciliśmy do słynnego 10 listopada 1918 r., dnia przyjazdu do Warszawy Józefa Piłsudskiego. Więzień Magdeburga zastał w stolicy kompletny chaos. „Pomimo zmęczenia przyjął dosłownie rzekę delegacji, które – każda w odmienny sposób – argumentowały, że są reprezentacją narodu i właśnie im powinno się przekazać władzę. Wieczorem wraz ze swoimi współpracownikami określił dwie główne sprawy, przed którymi stała Polska. Pierwszą była konieczność szybkiego rozpisania wyborów, które wyłonią Sejm Ustawodawczy. Drugą – pilna potrzeba powołania wojska polskiego. Uwagę skupił na organizacji armii” – mówił Janusz Cisek, obecnie dyrektor Muzeum Wojska Polskiego w Warszawie. Główne cele państwowe, które wytyczył Komendant jeszcze przed przyjęciem władzy od Rady Regencyjnej, realizował później z najwyższym oddaniem. W związku z tym historyk przypomniał zasadę, którą kierował się naczelnik państwa: „Ja już nie jestem przedstawicielem partii, jestem przedstawicielem narodu”.
Na marginesie krótkich rozważań o Polsce z okazji rocznicy odzyskania niepodległości w 1918 roku warto zauważyć, że zacytowaną sentencję marszałka Piłsudskiego winniśmy zadedykować naszej elicie politycznej, która z trudem rozdziela dzisiaj to co partyjne, od tego co wspólne i państwowe…
PIOTR NIEMIEC
W cieniu afer korupcyjnych w kraju obchodzimy 25. rocznicę męczeńskiej śmierci ks. Jerzego Popiełuszki, legendarnego duszpasterza warszawskiej „Solidarności”. Kapłana, który swoją posługą przeciwstawił się potędze komunistycznego państwa, płacąc życiem za odwagę głoszenia prawdy. Ta zbrodnia miała jeden cel – pokazanie społeczeństwu, że władze PRL-u zdeterminowane są bronić nieludzkiego systemu wszelkimi metodami. Nawet sięgając po środki ostateczne – fizyczną eliminację ludzi, którzy ośmielali się publicznie nauczać, jak robił ks. Jerzy Popiełuszko, że należy zło dobrem zwyciężać.
Polish Genealogical Society of Michigan
Annual Polish Genealogical Research Seminar
October 17, 2009 American Polish Cultural Center – Hall #2
2975 E. Maple Rd. (15 Mile Rd) Troy, Michigan 48083
Speaker: Stephen Barthel
Accredited genealogist since 1981; formerly with the Family History Library in Salt Lake City
PRESENTATIONS:
Help I’m Stuck! – How to deal with corrupted Polish/American names & Locality spellings and finding their town in Poland.
Hamburg Passenger Lists and Police Records – There is more to Hamburg records than meets the eye. How to find your ancestors in Poland, using records of other people who emigrated at a different time.
Gazetteers, Websites and Maps – Records are catalogued by the locality that created them. Since there are many villages belonging to a parish, it is essential to use gazetteers to find the parish for a given village name. This presentation covers not only the online Meyers gazetteer of the German Empire, which is modern Poland, but also other online gazetteers, maps and resources.
Where Are We Heading? Family History Centers, Public Libraries, Historical Societies and the New FamilySearch Site – An orientation on the LDS Family History Department, including changes that affect us. The remaining time will be for questions and answers.
Polish Genealogical Society of Michigan (PGSM), c/o Burton Historical Collection, Detroit Public Library, 5201 Woodward, Detroit, Michigan 48202- 4007
See website for details: www.pgsm.org
„Kręcenie lodów” – to określenie, jakby wprost wyjęte z poradnika cukierniczego, zrobiło w Polsce furorę, kiedy posłanka Platformy Obywatelskiej użyła go przed dwoma laty w rozmowie telefonicznej podsłuchanej przez służby specjalne. Oznacza po prostu wielkie i ciemne interesy, które robią w Polsce przedstawiciele elit politycznych wraz z zaprzyjaźnionymi ludźmi biznesu. „Kręcić lody” można więc podczas prac ustawodawczych, a także przy ważnych przetargach, sprzedaży mienia państwowego (np. ziemi), prywatyzacji szpitali etc.
O tym, jak bardzo młoda jest nasza demokracja, wie chyba każdy uczestnik życia publicznego w kraju. Tę chorobliwą niedojrzałość widać najlepiej właśnie na styku biznesu i polityki. Linie podziału bywają tu tak nieczytelne, że wybuch kolejnego skandalu korupcyjnego przestaje już kogokolwiek burzyć lub podniecać. A w ostatniej dekadzie tego typu afery wybuchają z regularnością ruchu wskazówek szwajcarskiego zegara. Nie ma bowiem roku, aby kolejna partia polityczna nie skompromitowała się udziałem w wielkiej korupcji, procederze przecieku tajnych informacji z pracy policji lub służb specjalnych lub w nielegalnym popieraniu rozmaitego rodzaju gospodarczych lobbystów.
Rodacy z Europy i Ameryki znają Telewizję Polską przede wszystkim z kanału TVP Polonia, który dociera do wielu zakątków świata, stanowiąc często jedyną nić łączącą ich z dawną ojczyzną. To wielkie szczęście móc gdzieś na antypodach usłyszeć w telewizyjnym okienku polską mowę, zobaczyć rodzinne krajobrazy. Choć Internet znakomicie ułatwia globalne komunikowanie, to jednak starsze pokolenie zdecydowanie woli oglądać programy informacyjne, rozrywkowe, sportowe, filmowe na dużym monitorze telewizora. Tak dzieje się w Polsce, tak zapewne jest też w USA i Kanadzie.
Ten wstęp napisałem po to, aby uświadomić telewidzom, że istnienie krajowej telewizji publicznej, której zadanie polega m.in. na podtrzymywaniu łączności z Polonią, znajduje się dzisiaj w poważnym niebezpieczeństwie. Niestety, jeszcze za komuny wymyślono tajemniczą formułę, że „kto ma telewizję, ten ma władzę”.