On Thursday, October 1, 2009, the People’s Republic of China celebrated its 60th anniversary of existence with vibrant fireworks, powerful speeches, and lock-stepped parades. Its cities were filled with throngs of genuinely cheerful citizens; and, its leadership swelled with pride. Leaders from across the world congratulated the People’s Republic for its participation and influence in international affairs; and, they applauded the Chinese people’s recent but remarkable accomplishments: among them, that China’s economy has grown approximately 10% each year across the past three decades, and that – with a GDP of approximately $7.8T – it is the world’s second-largest economic system; that China’s military appropriated an estimated $60.3B last year to upgrade its 2.3M-member People’s Liberation Army (PLA) – the largest such army in the world; that the percentage of China’s population in higher education rose from 1.4% in 1978 to 20% last year, and that its population of undergraduates and doctoral candidates increased five-fold in the past decade – which represents one of the greatest expansions of educational opportunity in modern times; and, that Chinese leadership and influence have recently afforded hope and prosperity to far flung corners of the globe, particularly in Africa and South America. China’s efforts have fueled an incredible sense of optimism among its citizens; and, the Chinese Government has directed its citizens’ efforts toward important national aspirations. China, it seems, has begun its ascent to preeminence in international affairs; and, the increasingly apparent prospects of a Far Eastern power shift have undeniably jittered Western psychologies.
Janusz Wróbel – W sieci
Oto historia Roberta, jego mamy i Anny, dziewczyny, z którą Robert wspólnie wynajmował mieszkanie. Robert zaprosił mamę na kolację. W czasie posiłku mama nie mogła się oprzeć wielokrotnie powracającej do niej myśli o tym, jak piękną dziewczyną jest współmieszkanka syna. Mama od dawna podejrzewała, że Robert ma romans z Anną, a teraz, gdy ją poznała, jej ciekawość jeszcze bardziej wzrosła. Obserwując ich podczas kolacji, mama zastanawiała się, co też łączy jej syna z piękną współlokatorką. Robert, czytając w jej myślach, pospieszył z wyjaśnieniem: „wiem, o czym myślisz, mamo, ale zapewniam cię, że Anna i ja jesteśmy tylko współlokatorami.”
Cały artykuł do przeczytania w najnowszym numerze Tygodnika Polskiego »
„Kręcenie lodów” – to określenie, jakby wprost wyjęte z poradnika cukierniczego, zrobiło w Polsce furorę, kiedy posłanka Platformy Obywatelskiej użyła go przed dwoma laty w rozmowie telefonicznej podsłuchanej przez służby specjalne. Oznacza po prostu wielkie i ciemne interesy, które robią w Polsce przedstawiciele elit politycznych wraz z zaprzyjaźnionymi ludźmi biznesu. „Kręcić lody” można więc podczas prac ustawodawczych, a także przy ważnych przetargach, sprzedaży mienia państwowego (np. ziemi), prywatyzacji szpitali etc.
O tym, jak bardzo młoda jest nasza demokracja, wie chyba każdy uczestnik życia publicznego w kraju. Tę chorobliwą niedojrzałość widać najlepiej właśnie na styku biznesu i polityki. Linie podziału bywają tu tak nieczytelne, że wybuch kolejnego skandalu korupcyjnego przestaje już kogokolwiek burzyć lub podniecać. A w ostatniej dekadzie tego typu afery wybuchają z regularnością ruchu wskazówek szwajcarskiego zegara. Nie ma bowiem roku, aby kolejna partia polityczna nie skompromitowała się udziałem w wielkiej korupcji, procederze przecieku tajnych informacji z pracy policji lub służb specjalnych lub w nielegalnym popieraniu rozmaitego rodzaju gospodarczych lobbystów.
Cóż, nic nowego nie napiszę. Mamy kryzys. Czasem aż boję się zapytać pod kościołem o to, co tam u kogoś słychać, bo już kilka razy zdarzyło mi się usłyszeć odpowiedź: „Wszystko dobrze, tylko wczoraj straciłem pracę”. Ze wszystkich stron przychodzą ludzie, którzy sami, w najbliższej albo w dalszej rodzinie, bądź wśród bliskich znajomych spotykają się z „layoffem”, jak to się po polsku nowocześnie u nas mówi.
Codzienne, zwykłe rzeczy zaczynają wtedy straszyć. Rzadziej raczej zdarza się tak, że cieszą; że człowiek dostrzega smak kromki chleba i wartość spaceru, za który nie musi płacić. Zwykle bywa tak, że do każdego nowego dnia podchodzimy z lękiem, boimy się zajrzeć do skrzynki pocztowej, a uświadomienie sobie, że i tak rachunki trzeba będzie zapłacić spędza sen z powiek… Mamy kryzys, dotknął on zwłaszcza Michigan, zwłaszcza Detroit i okolicę.
Gdyby popatrzeć na dzisiejsze statystyki, to za dwa pokolenia nie będzie Zachodu, miliony imigrantów z obcych kultur wlewają się w granice starej Europy i krajów Nowego Świata. Zachód nie jest w stanie postawić bariery, nie jest w stanie zasymilować nowych przybyszów, umiera demograficznie… Czy stało się tak mimo woli, czy jest to działanie celowe? Czy może w tym szaleństwie jest metoda? Dlaczego nikt nie woła do broni, ba, dlaczego nie jest to nawet temat ostrej debaty publicznej? Pomysł imigracyjnego “wymieszania kultur” jest na rękę ideologom globalizacji. Mają nadzieję na takie samo rozbrojenie silnych kultur niezachodnich, jak to uczynili z chrześcijaństwem w obrębie Zachodu. Silne religie stają na drodze ośrodków władzy, jednak siła propagandy oddziałującej na niskie instynkty człowieka jest bardzo duża i tą właśnie drogą idzie plan globalizacyjnej urawniłowki. O ile w pierwszym pokoleniu imigrantów, kościec starej kultury jest wciąż twardy, o tyle w przypadku drugiego i trzeciego pokolenia łatwo już o jego rozmiękczenie – łatwiej zepchnąć z drogi starych wartości w stronę “używania życia” i hedonistycznej iluzji doczesnego “szczęścia”. Bolszewicy idei globalizmu mają nadzieję na “zdekulturowanie” nowych przybyszów. Nowych w pierwszym pokoleniu wykorzystuje się do pomocy przeciwko chrześcijaństwu, aby wysiodłać je z domniemanej wciąż pozycji dominującego paradygmatu kulturowego.
Over the past several weeks, I’ve begun to write articles for The Polish Weekly that re-examine – and, at times, criticize – practices and perceptions that, in my view, limit our peoples’ ability to succeed in modern American life. I strongly hold these views; but, I share them to initiate inter-Polonian debates about our community’s future.
I therefore write these articles with only the best intentions; and, those who have responded to them – both in support and opposition – undeniably share the same goodwill. I sincerely thank all those who have recently joined the conversation and contributed to its civil but open atmosphere. Our community will not sufficiently advance if we do not support honest introspection and debate – and, I thereby hope that our varied and extensive readership continues to share its views. So, to those who read this – keep the letters coming! This conversation is ultimately for you, and we need your support to make it fruitful.
Organizacje i stowarzyszenia polonijne wykorzystują to miejsce na spotkania ze swoimi członkami, ich rodzinami, przyjaciółmi i gośćmi. Wytworzył się nawet swego rodzaju zwyczaj mierzenia poziomu zaangażowania w polonijne życie społeczne obecnością na pikniku, pojmowanym jako tzw. „poparcie”. I słusznie, bo przecież celem organizowania pikników jest zdobywanie funduszy na działalność organizacji. Ale obok tego jest jeszcze coś..