<?xml version="1.0" encoding="UTF-8"?>
<rss version="2.0"
	xmlns:content="http://purl.org/rss/1.0/modules/content/"
	xmlns:wfw="http://wellformedweb.org/CommentAPI/"
	xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/"
	xmlns:atom="http://www.w3.org/2005/Atom"
	xmlns:sy="http://purl.org/rss/1.0/modules/syndication/"
	xmlns:slash="http://purl.org/rss/1.0/modules/slash/"
	>

<channel>
	<title>The Polish Weekly &#124; Tygodnik Polski &#187; Opinie</title>
	<atom:link href="http://polishweekly.com/category/opinie/feed/" rel="self" type="application/rss+xml" />
	<link>http://polishweekly.com</link>
	<description>najstarsza polonijna gazeta w Detroit</description>
	<lastBuildDate>Wed, 28 Jul 2010 11:04:34 +0000</lastBuildDate>
	<language>en</language>
	<sy:updatePeriod>hourly</sy:updatePeriod>
	<sy:updateFrequency>1</sy:updateFrequency>
	<generator>http://wordpress.org/?v=3.0</generator>
		<item>
		<title>Insynuacje Różalskiego &#8211; protest Kornackiego</title>
		<link>http://polishweekly.com/2010/07/insynuacje-rozalskiego-protest-kornackiego/</link>
		<comments>http://polishweekly.com/2010/07/insynuacje-rozalskiego-protest-kornackiego/#comments</comments>
		<pubDate>Wed, 14 Jul 2010 13:22:39 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Editor</dc:creator>
				<category><![CDATA[Listy]]></category>
		<category><![CDATA[Opinie]]></category>
		<category><![CDATA[Polonia]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://polishweekly.com/?p=764</guid>
		<description><![CDATA[List do redakcji W polonijnym programie radiowym „Polskie Rozmaitości” z dnia 7/01/2010  Jerzy Różalski ropoczął  poranny program uwagą, że ma nadzieję, że Rosjanie udostępnią archiwa spraw katyńskich. Może wreszcie dowiem  się,  którzy z ocalałych jeńców szpiegowali, donosili Sowietom o innych jeńcach, którzy zginęli w Katyniu.”   Nie wierzyłem własnym uszom.  Poprosiłem, aby dać mi to [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p>List do redakcji</p>
<p>W polonijnym programie radiowym „Polskie Rozmaitości” z dnia 7/01/2010  Jerzy Różalski ropoczął  poranny program uwagą, że ma nadzieję, że Rosjanie udostępnią archiwa spraw katyńskich. Może wreszcie dowiem  się,  którzy z ocalałych jeńców szpiegowali, donosili Sowietom o innych jeńcach, którzy zginęli w Katyniu.”   Nie wierzyłem własnym uszom.  Poprosiłem, aby dać mi to na piśmie.</p>
<p><span id="more-764"></span></p>
<p>Moim zdaniem Panie Różalski, Pana niecierpliwe oczekiwanie na teczki katyńskie jest chorą zachcianką splugawienia  pamięci tych co unikneli mordu  w Katyniu (Miednoje, Charkow), tych  co już odeszli na wieczną wartę, i tego ostatniego, który jeszcze może mówić tak za siebie jak i w Ich obronie, bo łączy nas jedna wspólna nić.  Przywołuję więc do pamięci tych ocalałych, którzy żyli w naszym rejonie: Kpt. Edmund Frankowski,  Dr. Stanisław Sadowski,  Ppr. Zygmunt Stankiewicz i  Ks. Zdzisław Peszkowski.  W ich i własnym imieniu ostro protestujemy przeciwko insynuacjom szpiegostwa wśród polskich oficerów przeciwko swoim kolegom, na rzecz Sowietów. Środowisko, w którym przebywałem biło pulsem patriotycznym. W ogóle nie pamiętam, aby ktokolwiek wspominał o szpiegowaniu  swoich kolegów, nawet w formie „kaczki obozowej”.  Zauważmy, że trudy obozowe pogłębiały w nas ducha koleżeństwa, solidarności, honoru i tak chcemy ich pamiętać.</p>
<p>Dla lepszego zrozumiennia tej sprawy muszę podzielić się tym co następuje. Marzec, rok 1940. Siedzę jako „jeniec” wojenny w obozie Ostaszków, który mieści około 6500 oficerów polskiej policji. Pewnego dnia zrobiło się gwarno i ruchliwie. Zaczęli pobierać kilkunastoosobowe grupy do „woprosów” (rejestracji/ krótkiego przesłuchania) przed wyjazdem „do domu”. „Czas najwyższy!” Istotnie, za kilka tygodni odmaszerowuje już pierwszy transport 350. ludzi.  Znalazła się mała jeniecka orkiestra.  Wielki gwar pożegnania i prośby o skontaktowanie się z bliskimi w Kraju. Nad obozem zawisła nadzieja &#8211; JEDZIEMY DO DOMU!   Nie wiedzieli, że ten dom to Wieczny Dom Pana  zaczynający się od lasu katyńskiego.   Ja też opuściłem Ostaszków, ale w innym kierunku, przeniesiony do obozu Griazowiec. Dlaczego niewielką grupkę jenców ocalono? Domysłów jest wiele.  Równolegle, z tym ohydnym rozkazem Stalina i Politbiura o ludobójstwie Polaków  musiała być powzięta druga decyzja, a mianowicie stworzenie jednego małego pokazowego obozu dla ewentualnych kontroli międzynarodowych. Miał to być dowód dla szerokiego świata, że w dalszym ciągu istnieją obozy jenieckie z Polakami. Takim obozem był obóz Griazowiec, mający  około 440. „rezydentów”.   Kto wypełniał ten obóz: 4-5. chłopców z Junackich Hufców Pracy od 17 do 19 lat.  Od 20 do 30 lat setka podchorążych, dziesiątki lekarzy,  podporucznicy, porucznicy i pewna ilość pozostałych  rang.  Druga możliwość &#8211; Rosjanie ocalili część jeńców z myślą stworzenia polskiej armii pod sowiecką kontrolą.  Znany nam płk. Berling jest w tym planie.  Spędziłem  w obozach sowieckich  dwa lata, od napaści sowieckiej we wrześniu ’39 roku, aż do wstąpienia do armii gen. Andersa we wrześniu ’41 roku. Poznałem życie sowieckich obozów jenieckich. Nie widzę tam miejsca dla jakiejkolwiek działalności szpiegowskiej. Szpiegowanie czego? Czy sąsiad z pryczy głośno chrapie? Jakie jest pogłowie pluskiew?   Panie Różalski, wszyscy tamci ludzie to patrioci, męczennicy w naszej narodowej sprawie.  Czcijmy ich takimi. Nie dopatrujmy się czegoś, czego nie  było.</p>
<p>Jeniec obozu Pawliszcze Bor (2 razy), Ostaszkowa i Griazowca,<br />
Kpt. Emil Kornacki</p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://polishweekly.com/2010/07/insynuacje-rozalskiego-protest-kornackiego/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>0</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Prywatna sprawa &#8211; czyja?  &#8211; z Kazimierzem Magdą rozmawia Halina Massalska</title>
		<link>http://polishweekly.com/2010/05/prywatna-sprawa-czyja-z-kazimierzem-magda-rozmawia-halina-massalska/</link>
		<comments>http://polishweekly.com/2010/05/prywatna-sprawa-czyja-z-kazimierzem-magda-rozmawia-halina-massalska/#comments</comments>
		<pubDate>Wed, 19 May 2010 09:53:13 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Editor</dc:creator>
				<category><![CDATA[Opinie]]></category>
		<category><![CDATA[Polonia]]></category>
		<category><![CDATA[Halina Massalska]]></category>
		<category><![CDATA[Kazimierz Magda]]></category>
		<category><![CDATA[Rada Dyrektorow PAC FCU]]></category>
		<category><![CDATA[Unia Kredytowa PAC]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://polishweekly.com/?p=725</guid>
		<description><![CDATA[H.M. – Czy jest to możliwe, że Pan nigdy nie otrzymał odpowiedzi od Rady Dyrektorów co było powodem usunięcia go z ich grona? Co więcej, dlaczego ta sprawa jest owiana jakąś dziwną tajemnicą? W czasie dyskusji na Dorocznym Walnym Zgromadzeniu Federalnej Unii Kredytowej PAC wystąpił Pan z prośbą, o wyjaśnienie tego uczestnikom zebrania. Usłyszeliśmy odpowiedź: [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p><strong>H.M.</strong> – Czy jest to możliwe, że Pan nigdy nie otrzymał odpowiedzi od Rady Dyrektorów co było powodem usunięcia go z ich grona? Co więcej, dlaczego ta sprawa jest owiana jakąś dziwną tajemnicą? W czasie dyskusji na Dorocznym Walnym Zgromadzeniu Federalnej Unii Kredytowej PAC wystąpił Pan z prośbą, o wyjaśnienie tego uczestnikom zebrania. Usłyszeliśmy odpowiedź: „to jest sprawa prywatna”. Po raz kolejny padło pytanie z Sali – za co pan Magda został usunięty z Rady Dyrektorów? Wyborcy mają prawo wiedzieć, dlaczego nie sprawdził się człowiek, którego obdarzyli zaufaniem, na którego oddali swoje głosy&#8230; Przewodnicząca Rady Dyrektorów Joanna Strzałkowska odpowiedziała krótko: „jest to sprawa prywatna”. Jak to rozumieć, czyja lub kogo prywatna sprawa?</p>
<p><strong> </strong></p>
<p><strong>Kazimierz Magda</strong> – Zapewniam, że nie moja. Ja nie mam nic do ukrycia. Słyszała Pani, że wystąpiłem o podanie przyczyny usunięcia mnie z Rady Dyrektorów. Chciałem, aby ujawnili to na tym Dorocznym Walnym Zgromadzeniu, tym bardziej, że prawdziwie moja kadencja miała upłynąć właśnie w tym roku.</p>
<p><strong> </strong></p>
<p><strong><span id="more-725"></span>H.M.</strong> – Czyli pełnił Pan swoją funkcję przez dwa lata, od wyborów w 2007 roku, do czasu usunięcia z Rady. Kto zajął to miejsce i jak wyglądało rozstanie się z Radą Dyrektorów?</p>
<p><strong> </strong></p>
<p><strong>K.M.</strong> – Zacznę od tego, że 20 maja 2009 roku, przybyłem na zebranie dyrektorów, ale do budynku unii nie miałem prawa wejść. Przed drzwiami czekał John Swidwinski i wręczył mi papier informujący, że odebrano mi „bond” co jest jednoznaczne z tym, że nie mogę być dyrektorem. Na moje miejsce został powołany Hendrik Zenicki, który właśnie przegrał wybory kiedy ja je wygrałem w 2007. Był dyrektorem od wielu lat i po przegranej zajął miejsce w Supervisory Committee (Komisji Nadzorczej).</p>
<p><strong> </strong></p>
<p><strong>H.M.</strong> – Z ciekawości pytam, czy jak on został powołany na Pana miejsce, to automatycznie przedłuża się jego kadencja na dalsze lata i nie podlega wyborom?</p>
<p><strong>K.M</strong>. – Nie, tak nie jest. Zgodnie ze statutem unii dyrektor powołany na stanowisko z jakiegoś powodu zwolnione w czasie trwania kadencji, podlega głosowaniu w najbliższych wyborach. Członkowie mają prawo zadecydować, czy osoba ta powinna ich reprezentować. Pan Zenicki otrzymał to miejsce poprzez tzw. nominację.</p>
<p><strong>H.M</strong>. – Co to jest ten „bond”, przed czym chroni, w jakim przypadku może być zabrany?</p>
<p><strong>K.M.</strong> – Jest to ubezpieczenie, działające podobnie jak każde inne ubezpieczenie np. domu, czy samochodu, a które chroni przed konsekwencjami prawnymi, wynikającymi z jakiejś np. źle podjętej przeze mnie decyzji, działania, czy sprawy sądowej wytoczonej przeciwko dyrektorom.</p>
<p><strong>H.M.</strong> – Rozumiem, że ubezpieczenie to pokrywane jest ze środków unii, a więc pewnie ktoś doszedł do wniosku, że Pan stanowi jakieś zagrożenie. Co Pan zrobił złego?</p>
<p><strong>K.M</strong>. – Właśnie tego nie wiem. Chciałem spotkać się z Radą Dyrektorów i porozmawiać na ten temat, ale przewodnicząca p. Strzałkowska poinformowała mnie, że nie mogę przyjść na zebranie, bo już nie jestem dyrektorem, ponieważ zabrano mi bond. Poprosiłem, aby wobec takiej sytuacji wyjaśniono mi to na piśmie, bo nie rozumiem, o co chodzi. Zostałem przez nią poinformowany, że nie otrzymam żadnej innej odpowiedzi i wyjaśnienia, bo taką decyzję dyrekcja podjęła zgodnie z instrukcją urzednika NCUA. Wysłałem więc list (e-mail) do NCUA z zapytaniem z jakiego powodu nie mogę mieć tego ubezpieczenia (bond). Nigdy nie otrzymałem odpowiedzi. Bardzo mnie to zdenerwowało i napisałem bezpośrednio do człowieka z NCUA, pana Gerry Gracey który podobno tę decyzję wydał. Otrzymałem wiadomość, że nie będzie mi na to odpowiadał. Napisałem kolejny raz i wówczas on mi odpisał, że jest to z mojej strony w stosunku do niego harassment i próba straszenia go.</p>
<p><strong>H.M.</strong> – Na co dzień, pewnie żaden z członków nie wczytuje się w unijne biuletyny, ale nikt z moich znajomych nie pamięta, aby ukazała się informacja o usunięciu Pana z Rady Dyrektorów i powołanie na to miejsce Hendrika Zenickiego.</p>
<p><strong> </strong></p>
<p><strong>K.M</strong>. – Nikt nie pamięta, bo tego nie podano do wiadomości członków. Mógłby ktoś zapytać o powód tych tajemnic nazwanych „prywatną sprawą”. Po prostu ujawnienie tego było i jest niewygodne dla wielu osób z Rady Dyrektorów i kierownictwa unii. Sprzeciwiłem się praktykom wynoszenia z unii papierów objętych tajemnicą i domagałem się zwolnienia osoby, która to robiła. Miałem na to dowód w postaci kopii tych dokumentów<strong>. </strong>Ile takich kopii zostało zrobionych i kto je jeszcze otrzymał a w związku z tym być może nadal dysponuje tymi dokumentami &#8211; nie wiem. Niestety to ja musiałem przegrać w tym sporze, bo osoba ta jest kuzynką jednego z dyrektorów, a poza tym gdyby zaczęto wyjaśniać tę sprawę, wyszłoby na jaw wiele innych. Najprościej było się mnie pozbyć&#8230;</p>
<p><strong>H.M</strong>. – Nie rozumiem tego. Przecież Rada Dyrektorów musiała jakoś zareagować na ten fakt&#8230;</p>
<p><strong>K.M</strong>. – Owszem, otrzymałem list od prawnika unii, abym niezwłocznie zwrócił te dokumenty. Jak wcześniej mówiłem są to kopie dokumentów jakie<strong> </strong>wynosiła z biur unii w Troy – Joanna O. Pokazałem je dyrekcji i zrobiłem im kopie, ale nie oddałem ich, bo jest to dowód, że takie rzeczy miały miejsce. Nie mogę liczyć na żadnego z kolegów dyrektorów, że ten fakt poświadczą, chociaż o tym wiedzieli. Wiedział też o tym pan Swidwinski i pani Dul. Jednakże, osoba ta została nagrodzona stałą pozycją w unii kredytowej i jest chroniona przez dyrekcję i kierownictwo.</p>
<p><strong> </strong></p>
<p><strong>H.M</strong>. – Skoro są to kopie dokumentów poufnych, nie będę pytać o ich treść, ale czy może Pan powiedzieć, jakiego czasu dotyczą?</p>
<p><strong>K.M.</strong> – Dotyczą okresu przed wyborami w 2007 r., kiedy podjęta była akcja wprowadzenia kilku nowych osób do dyrekcji.</p>
<p><strong>H.M.</strong> – Jakoś to dziwnie brzmi, przecież Pan wtedy jeszcze nie był w Radzie Dyrektorów unii&#8230;</p>
<p><strong>K.M.</strong> – Tak, ale był to okres wzmożonej kampanii wyborczej. Byłem jednym z tych, których namówiła koleżanka, z którą kiedyś pracowałem, Joanna O., do kandydowania, przekonując że unia jest źle zarządzana i tylko mając swoich można coś zrobić, a dokładnie usunąć Johna S. i Bogdana B. Prawdę mówiąc było mi to obojętne, czy wejdę do tej rady, ale koleżanka postarała się o podpisy, a nawet napisała mi co mam mówić przedstawiając swoją kandydaturę. Muszę przyznać, że to była skuteczna kampania, wybrali mnie jak i innych kandydatów, którzy mieli realizować ten cel. Nawet uwierzyłem w dobre intencje tych, co przekonywali, że zależy im, aby wszystko się polepszyło w unii; brałem też udział w takich tajnych zebraniach&#8230; Chce Pani wiedzieć, kto jeszcze?</p>
<p><strong>H.M.</strong> – Na tym etapie za wcześnie o tym mówić, a tym bardziej wymieniać nazwiska, ale dość dziwne jest to Pana „nawrócenie”. Chciałabym wiedzieć, co było tego przyczyną, czy tylko wyrzuty sumienia?</p>
<p><strong>K.M.</strong> – To dość proste, fakty przekonywały mnie, że nie chodzi tu o nic innego, tylko o załatwianie własnych interesów, utworzenie nowego stanowiska i obsadzenie go pewną osobą, która przy pomocy „swoich” realizowała własny plan. Nie ważne stawały się propozycje, które mogłyby być bardzo korzystne dla członków, m.in. taki przykład jak merging z innymi uniami, bankiem PNA. Takiego tematu nawet nie podjęto. Dlaczego? Bo trzeba byłoby podjąć niekorzystne zmiany kadrowe&#8230;</p>
<p><strong>H.M</strong>. – Jak zapadają decyzje na naradach dyrektorów?</p>
<p><strong>K.M.</strong> – Decyzje zapadają większością głosów. Ważne decyzje m.in. dotyczące obsady wysokich stanowisk, powinny być przegłosowane ¾ wszystkich głosów; w naszym przypadku jest 11 dyrektorów, a więc 8 głosami za.</p>
<p><strong> </strong></p>
<p><strong>H.M.</strong> – Dziękuję za rozmowę i uchylenie rąbka tajemnicy, co kryje się pod terminem „prywatna sprawa”. A czyja? Odpowie sobie każdy, kto o to pytał.</p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://polishweekly.com/2010/05/prywatna-sprawa-czyja-z-kazimierzem-magda-rozmawia-halina-massalska/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>0</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Czas wybielania &#8211; Piotr Niemiec</title>
		<link>http://polishweekly.com/2010/03/czas-wybielania-piotr-niemiec/</link>
		<comments>http://polishweekly.com/2010/03/czas-wybielania-piotr-niemiec/#comments</comments>
		<pubDate>Wed, 24 Mar 2010 09:42:23 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Editor</dc:creator>
				<category><![CDATA[Opinie]]></category>
		<category><![CDATA[Polska]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://polishweekly.com/?p=640</guid>
		<description><![CDATA[Po 65. latach od zakończenia II wojny światowej niektórzy jej uczestnicy chcą albo definitywnie zapomnieć o mrocznej przeszłości i o swoich bezprecedensowych zbrodniach, albo udowodnić sobie i innym, że straszne czyny popełniały wtedy wszystkie strony światowego konfliktu. Takiej właśnie redefinicji wydarzeń z lat 1939-1945 (a mówiąc wprost – zamiany katów w ofiary) jesteśmy świadkami w [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p>Po 65. latach od zakończenia II wojny światowej niektórzy jej uczestnicy chcą albo definitywnie zapomnieć o mrocznej przeszłości i o swoich bezprecedensowych zbrodniach, albo udowodnić sobie i innym, że straszne czyny popełniały wtedy wszystkie strony światowego konfliktu. Takiej właśnie redefinicji wydarzeń z lat 1939-1945 (a mówiąc wprost – zamiany katów w ofiary) jesteśmy świadkami w trakcie powstawania koncepcji rządowego muzeum wysiedlonych w Berlinie. Doszło do tak wyjątkowej eskalacji złej woli ze strony niemieckich gospodarzy, że z rady naukowej fundacji „Ucieczka, wypędzenie, pojednanie” niedawno odeszli na znak protestu wybitni historycy z Czech i Polski, a bojkot jej prac zapowiedziała Centralna Rada Żydów w Niemczech.</p>
<p><span id="more-640"></span></p>
<p>Z pracy w radzie niemieckiej fundacji m.in. zrezygnował prof. Tomasz Szarota z Instytutu Historii PAN, wybitny znawca dziejów okupacji niemieckiej i ruchu oporu w Polsce, autor głośnych książek o życiu codziennym w okupowanej w Warszawie i innych stolicach Europy. Tygodnik „Newsweek Polska” zacytował jego znamienne słowa: „Zaraz na początku wojny Niemcy zastrzelili mojego ojca, tak że nigdy go nie poznałem. Dorastałem w ruinach Warszawy. Już jako dziecko wiedziałem, że Niemcy wymordowali pięć do sześciu milionów polskich obywateli. Mimo to nauczyłem się niemieckiego, stałem się specjalistą od II wojny światowej i stosunków polsko-niemieckich”. Profesor Szarota widząc jednak, że w koncepcja muzeum poświęconego wypędzeniom zakłada pokazanie Niemców, jako ofiary wojny, a Polaków jako zbrodniarzy, zrezygnował z prac nad berlińskim projektem.</p>
<p>Podobnego zdania, co polski historyk, jest również Salomon Korn z Rady Żydów w Niemczech. Uważa, że „powojennych wypędzeń Niemców nie można podporządkować jakimś regułom i przedstawić jako największej tego typu tragedii, porównując do innych wypędzeń. To, co spotkało Niemców jest nierozerwalnie wpisane w kontekst reżimu nazistowskiego i tak musi być prezentowane – jako efekt zbrodni hitlerowskich popełnionych na innych narodach”.</p>
<p>Na początku kwietnia nad mogiłami polskich oficerów zamordowanych w Katyniu w 1940 roku przez sowieckie NKWD spotkają się po raz pierwszy premierzy Polski i Rosji. Może padną tam ważne słowa o tragicznej przeszłości, może Władimir Putin powie o ludobójstwie dokonanym przez bolszewików na najlepszych synach narodu polskiego. A może Rosjanie już tradycyjnie powtórzą łgarstwa, do których konsekwentnie wracają po krótkie historycznej odwilży z lat 1989-1992. Bo oni znów z dumą podnoszą głowy i bez żadnych moralnych rozterek wyciągają z muzeów pokryte kurzem portrety zwycięskiego wodza – Józefa Stalina.</p>
<p>Sądzę, że takie interpretowanie historii przez naszych wielkich sąsiadów nic dobrego Polsce nie przyniesie. Wiem, że rosyjski imperializm ma w pogardzie narody słabe, wewnętrznie skłócone, niemające strategicznych partnerów. Wiem, że Niemcy czują, iż nadszedł czas na zrzucenie z siebie strasznych win. Państwo polskie nie zaprotestuje?</p>
<p>PIOTR NIEMIEC</p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://polishweekly.com/2010/03/czas-wybielania-piotr-niemiec/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>0</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Być frajerem</title>
		<link>http://polishweekly.com/2010/03/byc-frajerem/</link>
		<comments>http://polishweekly.com/2010/03/byc-frajerem/#comments</comments>
		<pubDate>Wed, 10 Mar 2010 14:16:38 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Editor</dc:creator>
				<category><![CDATA[Opinie]]></category>
		<category><![CDATA[Polonia]]></category>
		<category><![CDATA[frajer]]></category>
		<category><![CDATA[Janusz Wrobel]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://polishweekly.com/?p=624</guid>
		<description><![CDATA[Nie lubimy frajerów. Są pożałowania godni, głupi w swojej naiwności &#8211; Statuę Wolności można by im sprzedać. Denerwuje nas ich niereformowalność – tyle razy się już sparzyli, a niczego się nie nauczyli, ciągle ludziom ufają. Zgadzamy się generalnie z hasłem „śmierć frajerom”, czyli „biada naiwnym”. Definicja słownikowa mówi o frajerze tak: „człowiek naiwny, łatwowierny, nieumiejący [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<div id="_mcePaste">
<div id="_mcePaste"><a href="http://polishweekly.com/wordpress/wp-content/uploads/2010/03/Być-frajerem-ilustracja.jpg"><img class="alignleft size-thumbnail wp-image-625" title="Być frajerem- ilustracja" src="http://polishweekly.com/wordpress/wp-content/uploads/2010/03/Być-frajerem-ilustracja-150x150.jpg" alt="" width="150" height="150" /></a>Nie lubimy frajerów. Są pożałowania godni, głupi w swojej naiwności &#8211; Statuę Wolności można by im sprzedać. Denerwuje nas ich niereformowalność – tyle razy się już sparzyli, a niczego się nie nauczyli, ciągle ludziom ufają. Zgadzamy się generalnie z hasłem „śmierć frajerom”, czyli „biada naiwnym”. Definicja słownikowa mówi o frajerze tak: „człowiek naiwny, łatwowierny, nieumiejący sobie radzić w potrzebie, dający się łatwo oszukać; nowicjusz, początkujący w jakiejś dziedzinie.”</div>
<div></div>
<div id="_mcePaste">Podziwiamy za to cwaniaków. Między innymi za to, że się dobrze urządzili kosztem frajerów. Podoba nam się ich spryt, przebiegłość, umiejętność obejścia prawa, elastyczność i zdrowy rozsądek, polegający na tym, że jak się trafi okazja, to się ją bierze, a nie mędrkuje, czy wypada. Cwaniak, według słownika, to „człowiek przebiegły, chytry, radzący sobie w każdej sytuacji, nawet czyimś kosztem; spryciarz.”<span id="more-624"></span></div>
<div id="_mcePaste">Tyle słownik, tak też wygląda mniej więcej przeciętny odbiór frajerstwa i cwaniactwa. Od przeciętności niewątpliwie odbiegał Jonasz (a właściwie Janusz) Kofta, któremu zawdzięczamy słowa tylu pięknych piosenek, a między innymi „Jej portret”, „Radość o poranku”, „Pamiętajcie o ogrodach” czy „Podróżą każda miłość jest”. Przebojem nie stała się mniej znana piosenka do słów poety, zatytułowana „Epitafium dla frajera”. Wykonywał ją po mistrzowsku Janusz Gajos. Piosenka opowiada o pogrzebie samotnego człowieka, którego żegnają na cmentarzy jego czterej kumple. Jeden z nich wygłasza mowę pożegnalną, która właściwie jest podziękowaniem przyjaciół dla zmarłego. Oto, za co mu dziękują:</div>
<div></div>
<div id="_mcePaste">Że Ci się chciało być zakałą</div>
<div id="_mcePaste">Gdy wystarczało głośno klaskać</div>
<div id="_mcePaste">Że Ci się chciało widzieć całość</div>
<div id="_mcePaste">Gdy wystarczała biała laska</div>
<div id="_mcePaste">Że Ci się chciało być tylko sobą</div>
<div id="_mcePaste">Zwyczajnie dobro od zła odróżniać</div>
<div id="_mcePaste">Kiedy nikogo nie było obok</div>
<div id="_mcePaste">Tylko służalcza szepcząca próżnia</div>
<div id="_mcePaste">Że Ci się chciało myśleć tak mało</div>
<div id="_mcePaste">O swoich własnych nielekkich losach</div>
<div id="_mcePaste">Że Ci godności wystarczało</div>
<div id="_mcePaste">By nie dorzucać drewna do stosów</div>
<div id="_mcePaste">Że Ci się chciało ciężki Frajerze</div>
<div id="_mcePaste">Przeżyć po ludzku swe ludzkie życie.</div>
<div></div>
<div id="_mcePaste">Starsi czytelnicy nie będą mieć problemu z odniesieniem treści piosenki do trudnych lat Polski sprzed 1989 roku, kiedy odwaga i wierność poglądom odmiennym od obowiązujących, były nie tylko niepożądane, ale i niebezpieczne. Od momentu odzyskania przez Polskę niepodległości minęło już ponad dwadzieścia lat, i dla młodych ludzi dylematy, przed którym kiedyś stali ich rodzice: a mianowicie, czy pozostać w ZSP (Związek Studentów Polskich), gdy rząd dodał do nazwy literkę S (Socjalistyczny), przekształcając go w 1973 roku w podporządkowany partii ZSSP; czy zapisać się do PZPR, żeby przyspieszyć przydział mieszkania; czy w 1976 roku iść na wiec potępiający „warchołów z Radomia” są abstrakcyjne. Dziś takich wyborów czynić nie trzeba. Życie jest łatwiejsze, a, jak ktoś zauważył, „odwaga staniała”. Czy jednak piosenka Kofty nie jest już aktualna?</div>
<div></div>
<div id="_mcePaste">Śmiem twierdzić, że niewiele się zmieniło. Wcale nie ma dziś mniej okazji do oportunizmu, klakierstwa, lizusostwa, czy przymykania oczu na niesprawiedliwość, niegodziwość i nieuczciwość. Z upadkiem komunizmu nie skończyły się polowania na czarownice – owszem, definicja wiedźmy uległa zmianie, ale sposobność „dolewania oliwy do ognia” wcale nie zanikła. Możemy, w obliczu szykanowania niewinnej osoby zachować bezpieczną wstrzemięźliwość, udając, że nic się nie dzieje; możemy kopnąć leżącego, albo stanąć w jego obronie.</div>
<div></div>
<div id="_mcePaste">Odwiedzaliśmy niedawno ośrodek narciarski. Przywieźliśmy ze sobą narty, ale ponieważ okazały się za długie, trzeba było wynająć krótszą parę. Przed wypożyczalnią stoją drewniane konstrukcje, gdzie można zostawić sprzęt, gdy chce się zrobić przerwę w jeżdżeniu. Tak się złożyło, że o przywiezionych, a pozostawionych w piątek przed wypożyczalnią nartach, zapomnieliśmy. Gdy w niedzielę, przed wyjazdem do domu uzmysłowiliśmy sobie, co się stało, okazało się, że „deski” dalej leżą tam, gdzie je zapomnieliśmy. A przyznać trzeba, że przez trzy dni przewinęły się przez to miejsce setki narciarzy &#8211; frajerów, z których żaden nie połakomił się na opuszczoną parę nart.</div>
<div></div>
<div id="_mcePaste">Latem, przybyli do nas z wizytą goście z Europy. Odwiedzali wiele miejsc w Stanach, a ostatni swój tydzień spędzili z nami. Któregoś dnia zadzwoniła do naszych krewnych policja, z zapytaniem, czy ktoś z rodziny nie zgubił aparatu fotograficznego. Okazało się, że nasi goście zostawili w centrum handlowym w Troy dosyć drogi aparat fotograficzny. Ktoś go znalazł i oddał. Aparat nie miał żadnej identyfikacji, więc policja przeglądnęła cyfrowo zapisane w nim zdjęcia. Były na nich wspomnienia z podróży do Kalifornii, w tym zdjęcie na tle wypożyczonego samochodu, z widocznym numerem rejestracyjnym. Na podstawie rejestracji samochodu, policja zidentyfikowała prawo jazdy osoby wynajmującej, którą okazał się być nasz krewny. I w ten sposób dotarła do niego. W historii tej ma znaczenie nie tylko fakt oddania przez jakiegoś frajera aparatu, a tym samym „stracenia” okazji do łatwego i szybkiego wzbogacenia się, ale także fakt, że jakiemuś innemu frajerowi chciało się podjąć dosyć skomplikowany trud odszukania właściciela aparatu.</div>
<div id="_mcePaste">Jak świat światem, pod wszystkimi szerokościami geograficznymi będą, są, i będą frajerzy, i będą cwaniacy, chociaż czasy i ludzie zmieniają się. Jedno pozostaje niezmienne – zawsze jest szansa na to, by wybrać bycie frajerem.</div>
<div></div>
<div id="_mcePaste">Janusz Wróbel</div>
<div id="_mcePaste">Poradnik psychologiczny (17)</div>
</div>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://polishweekly.com/2010/03/byc-frajerem/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>0</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>W dwóch częściach</title>
		<link>http://polishweekly.com/2010/02/w-dwoch-czesciach/</link>
		<comments>http://polishweekly.com/2010/02/w-dwoch-czesciach/#comments</comments>
		<pubDate>Wed, 24 Feb 2010 10:24:41 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Editor</dc:creator>
				<category><![CDATA[Opinie]]></category>
		<category><![CDATA[Polonia]]></category>
		<category><![CDATA[Charles Bukowski]]></category>
		<category><![CDATA[Halina Massalska]]></category>
		<category><![CDATA[Polskie Rozmaitosci]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://polishweekly.com/?p=620</guid>
		<description><![CDATA[Część pierwsza dotyczy mojego czytania na bieżąco, druga mojego słuchania na bieżąco; jak dla ironii, tuż po odłożeniu książki przemówiło do mnie radio „Polskie Rozmaitości”. Część I. Charles Bukowski (1920-94) amerykański poeta i prozaik polskiego i niemieckiego pochodzenia, zapewne nie jest zbyt znany przeciętnemu czytelnikowi, ale tym, którzy lubią spędzać czas z książką polecam tego [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<div id="_mcePaste"><!--StartFragment--></p>
<p class="MsoNormal">Część pierwsza dotyczy mojego czytania na bieżąco, druga mojego słuchania na bieżąco; jak dla ironii, tuż po odłożeniu książki przemówiło do mnie radio „Polskie Rozmaitości”.<span style="mso-spacerun: yes;"> </span></p>
<p class="MsoNormal"><strong style="mso-bidi-font-weight: normal;"><span style="mso-ansi-language: PL;" lang="PL"> </span></strong></p>
<p class="MsoNormal"><strong style="mso-bidi-font-weight: normal;"><span style="mso-ansi-language: PL;" lang="PL">Część I.</span></strong><span style="mso-ansi-language: PL;" lang="PL"> Charles Bukowski (1920-94) amerykański poeta i prozaik polskiego i niemieckiego pochodzenia, zapewne nie jest zbyt znany przeciętnemu czytelnikowi, ale tym, którzy lubią spędzać czas z książką polecam tego autora, chociaż z pewnym ostrzeżeniem. Charles Bukowski mówi o sobie: „<span><em style="mso-bidi-font-style: normal;"><span style="color: black;">Jest we mnie coś, co nie do końca odpowiada ogólnie przyjętym normom, zasadzie – w zdrowym ciele zdrowy duch. Pociągają mnie nie te rzeczy, co trzeba: lubię pić, jestem leniwy, nie mam boga, polityki, idei ani zasad. Jestem mocno osadzony w nicości, w swego rodzaju niebycie, i akceptuję to w pełni. Nie czyni to ze mnie osoby zbyt interesującej. Nie chcę być interesujący, to zbyt trudne. Pragnę jedynie miękkiej, mglistej przestrzeni, w której mogę żyć, i jeszcze żeby zostawiono mnie w spokoju. Z drugiej strony, kiedy się upijam, krzyczę, wariuję, tracę panowanie nad sobą. Jeden rodzaj zachowania nie pasuje do drugiego. Mniejsza z tym”.</span></em></span> </span></p>
<p class="MsoNormal"><span style="mso-ansi-language: PL;" lang="PL"> <span id="more-620"></span><br />
</span></p>
<p class="MsoNormal"><span style="mso-ansi-language: PL;" lang="PL">Twórczość Bukowskiego inspirowana była jego własnymi doświadczeniami, związanymi z seksem, alkoholem, biedą, niedolą pisarza i słabościami każdego człowieka. Pomimo wulgarnego języka i prostego stylu, jego twórczość ujmuje wrażliwością i głębokim zrozumieniem ludzkiej natury. <em style="mso-bidi-font-style: normal;"><span style="color: black;">„Życie jest tak dobre, jak dobrym pozwalasz mu być”,</span></em></span><span style="font-size: 10.0pt; font-family: Arial; mso-bidi-font-family: Arial; color: black; mso-ansi-language: PL;" lang="PL"> </span><span style="mso-ansi-language: PL;" lang="PL">w innym miejscu napisze</span><em style="mso-bidi-font-style: normal;"><span style="font-size: 10.0pt; font-family: Arial; mso-bidi-font-family: Arial; color: black; mso-ansi-language: PL;" lang="PL">: „</span></em><em style="mso-bidi-font-style: normal;"><span style="mso-ansi-language: PL;" lang="PL">Życie ludzi nie różni się aż tak bardzo – chociaż jesteśmy skłonni wierzyć w swoją niepowtarzalność”.</span></em><span style="mso-ansi-language: PL;" lang="PL"></span></p>
<p class="MsoNormal"><span style="mso-ansi-language: PL;" lang="PL">W latach sześćdziesiątych Bukowski publikował w alternatywnym kalifornijskim czasopiśmie, które rozpoczynało swoją karierę w pokoju hotelowym, by w efekcie stać się postrachem grubych ryb, największych szych: „maszerujących po ulicach miasta jak rewolwerowcy w kiepskim westernie”. Bukowski miał tam stałą rubrykę – <span style="mso-spacerun: yes;"> </span>„Zwierzenia&#8230;”. Pisał o bieżących wydarzeniach politycznych i sportowych, aktualnych zjawiskach społecznych, wydarzeniach artystycznych, omawiał swoją twórczość, literaturę – współczesną i nie tylko. Snuł refleksje, posługując się przy tym dość często ostrym językiem. Jest kpiący i krytyczny, ale i potrafi dostrzec, a także docenić, niekwestionowane wartości. Dla wytrawnego czytelnika, książka Charlesa Łukowskiego nosząca tytuł: „Zwierzenia starego świntucha” może stać się okazją do bliższego poznania autora, bowiem jest to pisanie bardzo osobiste. Operuje przy tym ostrym i dosadnym językiem, co wywołuje u czytelnika głębokie poruszenie opisywanymi sprawami. Jest to spojrzenie na Kalifornię lat 60. Bukowski widzi wszystkie złe strony kalifornijskiego świata; widzi i nie waha się o nich pisać. Nie krytykuje wprost tego, co mu się nie podoba, to pozostawia już czytelnikowi. W bardzo osobistych refleksjach dotyka mało znanych lub mało widocznych zjawisk, przedstawia własną wizję literatury, opowiada o sobie. Ale podkreślam, jest to książka dla czytelnika wyrobionego, oczytanego, potrafiącego odczytać aluzje, których tam bardzo wiele, co wcale nie znaczy, że Bukowski unika pisania wprost; operuje jednym i drugim. Jest również bardzo wyrazistym poetą. Wiele jego wierszy można znaleźć na portalach internetowych zarówno po angielsku jak i w polskim przekładzie. </span></p>
<p class="MsoNormal"><span style="mso-ansi-language: PL;" lang="PL">Na grobie Bukowskiego widnieje epitafium: „Don&#8217;t try&#8221; („Nie próbuj&#8221;). Jego żona Linda Lee Bukowski twierdzi, że ma to oznaczać: „Jeżeli spędzasz cały czas próbując, wtedy wszystko co robisz to tylko próbowanie. Więc nie próbuj. Po prostu rób&#8221;. W polskim tłumaczeniu słowa te brzmią: „Jeżeli już o coś zabiegasz, idź na całego; w przeciwnym razie nawet nie zaczynaj”. </span></p>
<p class="MsoNormal"><span style="mso-ansi-language: PL;" lang="PL"> </span></p>
<p class="MsoNormal"><strong style="mso-bidi-font-weight: normal;"><span style="mso-ansi-language: PL;" lang="PL">Część II. </span></strong><span style="mso-ansi-language: PL;" lang="PL">Audycja sobotnia radia „Polskie Rozmaitości”. W części sponsorowanej przez PAC FCU wystąpili w duecie redaktor Jerzy Różalski i pani Anita Dul. Już miałam wyłączyć to, ale wysłuchałam do końca. Od tych cyferek, terminów bankowych itp. zaczęło mi się kręcić w głowie, ale komentarze obojga rozmówców, dotyczące ludzi, którzy mają zastrzeżenia do działalności instytucji polonijnej i wcale nie prywatnej, <span style="mso-spacerun: yes;"> </span>postawiły mnie w stan absolutnej uwagi. Trudno byłoby mi uwierzyć w relacje osób postronnych, że wytrawny dziennikarz radiowy, profesjonalista, może aż tak się zapomnieć. Samo to świadczy, o jakimś grubszym interesie stron. Pan Jurek rozpoczął bajkę o złych ludziach, którzy chcą wejść do rady dyrektorów, wypisujących jakieś okropności w Internecie, a wszystko sprowadzał do bananowej skórki, podczas gdy poważna pani z ekipy kierowniczej porównywała coś do jabłek i całych bananów. Powoływano się też na artykuł opublikowany gdzieś&#8230; A gdzie? – to można zobaczyć na wizji, bowiem debata została utrwalona przez tzw. telewizjedetroit. Ta okropna gazeta, czyli Tygodnik Polski, który jak się po raz kolejny okazało, kością w gardle staje i tytułu nie da się nawet wymienić, leżała sobie na pulpicie, obok rozgorączkowanej pani Anity Dul. Emocje nie są dobrymi doradcami w czymkolwiek. A już na pewno obnażyły nieudolność i brak profesjonalizmu twórcy nagrania tej wielkiej debaty. Na wizji, nie tylko można było, ale nawet trzeba było pokazać cyferki i wykresy sporządzone przez kierownictwo unii, chociażby po to, aby słowa stały się wiarygodne. Jeśli p. Rafał Nowakowski ma czegoś się nauczyć, to nie może korzystać z podpuszczaczy i klakierów, potrzebni mu są prawdziwi nauczyciele. Do tej pory nie interesowały mnie aż tak bardzo szczegóły związane z unijnymi sprawami, jako że z „produktów” tej instytucji nigdy nie korzystałam poza kontem (i kartą visa na parę set dolarów, jednakowo przez wszystkie lata, od jej otrzymania). Raz tylko, dawno temu, próbowałam wystąpić o pożyczkę na dopłatę do samochodu, ale zostałam poinformowana, że się nie kwalifikuję, więc zwróciłam się do banku, w którym pożyczkę otrzymałam. Zresztą nigdy nie ubiegałam się o żadne ulgi, pomoce czy przywileje od jakiejkolwiek polonijnej organizacji, a więc stojąc z boku i przyglądając się wydarzeniom na przestrzeni lat, obiektywnie dostrzegam nieustannie trwającą walkę o dożywotnie miejsca we władzach polonijnych instytucji czy stowarzyszeń, obojętnie jakby je zwał&#8230; Czy ten, który wczoraj zapisał się do unii, kongresu, klubu sportowego, harcerstwa, parafii – nie jest członkiem tej organizacji? Nie wolno mu wykazać się energią, pomysłowością, chęcią działania na jej rzecz? Często, ludzie widząc pozytywną i wartościową jednostkę wręcz agitują do przystąpienia w szeregi organizacji, z którą się utożsamiają. A co to znaczy, że ktoś nie należy do Polonii? Jakie kryteria o tym decydują? Chyba coś się pomieszało redaktorowi i w dodatku straszy fuzją medialną (radio „Polskie Rozmaitości”, „telewizjadetroit” i „Czas Polski”). Jurku, czy chcesz czy nie, fora dyskusyjne będą się rozwijać i będą służyć do wymiany informacji i poglądów między osobami o podobnych zainteresowaniach. Również dziennikarstwo obywatelskie (ang. civic journalism, citizen journalism, franc. journalisme citoyen) uprawiane przez amatorów w interesie społecznym będzie się rozwijało w Internecie, i umacniało. Nie potrzeba wysyłać do redakcji faksem komunikatów, które i tak pójdą do kosza, nie potrzeba wydzwaniać do znajomego dziennikarza z prośbą, by coś napisał. Obejdzie się też bez budżetu na promocję działalności. Amerykanin Dan Gillmor, jeden z prekursorów dziennikarstwa obywatelskiego, sformułował w książce „We The Media&#8221; (My Medium) tezę, która stanowi dziś podstawy dziennikarstwa obywatelskiego. Uważa, że „ewolucja prasy w XX w., sprawiła, że wielkie media zaczęły zachowywać się jak drapieżcy”. W przypadku lokalnych, polonijnych można powiedzieć, że system dotacji ze strony instytucji czy organizacji, wykształcił u niektórych poczucie bezpieczeństwa finansowego, co przerodziło się w samozadowolenie i arogancję. </span></p>
<p class="MsoNormal"><span style="mso-ansi-language: PL;" lang="PL">„Zawód dziennikarza zmienia się. Kiedyś dziennikarze mówili – <strong style="mso-bidi-font-weight: normal;">oto, co ja wiem i co ja</strong> <strong style="mso-bidi-font-weight: normal;">myślę.</strong> Teraz mówią – <strong style="mso-bidi-font-weight: normal;">oto, czego się dowiedziałem, co o tym myślicie?&#8221;</strong></span></p>
<p class="MsoNormal"><strong><span style="font-weight: normal;">Halina Massalska</span></strong></p>
<p><!--EndFragment--></div>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://polishweekly.com/2010/02/w-dwoch-czesciach/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>0</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Na progu nowego roku</title>
		<link>http://polishweekly.com/2009/12/na-progu-nowego-roku/</link>
		<comments>http://polishweekly.com/2009/12/na-progu-nowego-roku/#comments</comments>
		<pubDate>Wed, 30 Dec 2009 12:35:52 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Editor</dc:creator>
				<category><![CDATA[Opinie]]></category>
		<category><![CDATA[prawo prasowe]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://polishweekly.com/?p=542</guid>
		<description><![CDATA[Minął kolejny rok. Po co pytać czy dobry, czy zły&#8230; Jeśli nie wydarzyła się tragedia utraty życia czy trwałego kalectwa, to znaczy, że nie był to zły rok, bo reszta jest do odrobienia. Co mnie zafascynowało, co zainspirowało, co obruszyło, czego doświadczyłam? Nie mogę narzekać; jedynie w połowie roku babskie rozróbki pobłogosławione przez pryncypała, zgrzytnęły [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p>Minął kolejny rok. Po co pytać czy dobry, czy zły&#8230; Jeśli nie wydarzyła się tragedia utraty życia czy trwałego kalectwa, to znaczy, że nie był to zły rok, bo reszta jest do odrobienia. Co mnie zafascynowało, co zainspirowało, co obruszyło, czego doświadczyłam? Nie mogę narzekać; jedynie w połowie roku babskie rozróbki pobłogosławione przez pryncypała, zgrzytnęły niby zardzewiały klucz w zamku. Ale co tam, przecież w każdy zawód, w którym człowiek jest w kontakcie z drugim człowiekiem, wpisany jest stres. Całość wydarzenia można skomentować śląskim porzekadłem – „<strong>Jak się chce piesia skatować, to keta zawsze pod ręką</strong>”. Piękne – co?  Ale nie ma tego złego, co by na dobre nie wyszło. Poza szczerym współczuciem dla tych, co wydali wyrok o moim być albo nie być w szkole polonijnej, nie ma we mnie złości. Teraz dokładnie wypełniam życzenie „świętego spokoju”, mając nadzieję, że ta moja pokorna postawa w pełni satysfakcjonuje pryncypała i resztę. A ja, też mam spokój; cóż z tego, że to tylko „święty spokój”&#8230;<span id="more-542"></span></p>
<p>A co poza tym? Miniony rok dowiódł, że bez przerwy należy przypominać bliźnim, że <strong>prasa musi mieć możliwość mówienia wszystkiego, po to, aby niektórzy ludzie nie mieli możliwości robienia wszystkiego</strong>&#8230; Niestety, prasa lokalna chcąc wypełniać swoje powinności, ma niezwykle trudne zadanie, bowiem życie składa się z układów i układzików; mniej lub więcej poważnych, ale niezaprzeczalnie opiniotwórczych. Dlatego należy mocno podkreślić znaczenie terminu – media niezależne. Kilkanaście lat temu niezależność była kategorią polityczną, obecnie określenie to odnosi się do niezależności finansowej, czyli utrzymywania się wyłącznie ze sprzedaży nakładu i reklam – gazet, radia, telewizji nikt nie dotuje, nie stoi za nimi żaden kapitał; to one swój kapitał powoli akumulują. Powiedzmy sobie wprost – niezależność finansową, a co za tym idzie wszelką inną – może utrzymać jednostka medialna (gazeta, radio, telewizja&#8230;) zarabiająca na siebie. Odnosząc to do prasy, z którą współpracuję, czyli Tygodnika Polskiego i Profili (wyd. elektroniczne, bezpłatne) wiem, że celem prowadzonej działalności przez wydawcę, nie jest komercja. A zatem, zdobywanie funduszy (sprzedaż nakładu, reklamy, ogłoszenia, okazjonalnie życzenia, itp.), czyli koniecznego środka do tego, aby głos opinii publicznej mógł zaistnieć, nie jest rzeczą łatwą, ale w efekcie opłaca się taki trud. Właśnie dzięki temu trudowi i współpracy wolontariuszy, wymienione pisma nie muszą być adresowane jedynie do zwolenników tej samej opcji politycznej, ekonomicznej, czy wyznawców tej samej wiary, ale dopuszczają przedstawienie opinii innych, także w przypadku, jeśli redakcja ma odmienny pogląd na dany temat. Na tym polega niezależność. A zatem, obrzucanie epitetami tytułu i wydawcy jest zwykłym maniakalnym atakiem serwowanym przez ludzi niezdolnych do fachowej krytyki czy zwykłej rzeczowej dyskusji i świadczy o bardzo mizernym potencjale intelektualnym tychże.<br />
<br />
W Polsce, niezależna prasa lokalna spełnia ogromną rolę. Jest źródłem informacji, ale przede wszystkim, poprzez sprawowanie funkcji kontrolnej pomaga ujawniać nieprawidłowości życia publicznego, pełni rolę kulturotwórczą, wyznacza standardy zachowań. Niezależna gazeta lokalna jest niezastąpiona w definiowaniu lokalnych problemów społecznych, w tworzeniu wspólnotowych symboli, w przywracaniu wiedzy o historii regionu, w budowaniu tradycji mieszkańców. Jest ważnym elementem więzi społecznych, bez których nie ma społeczeństwa. Jaką wobec tego funkcję powinna pełnić polonijna niezależna gazeta lokalna? Czytelnictwo prasy lokalnej uznaje się ogólnie, za jeden z czynników świadczących o zaangażowaniu obywatelskim. Tego, chyba nie można odnosić do naszego polonijnego klimatu, chociaż w dawniejszych czasach tak bywało. Rozmyślając nad sensem wydawania lokalnej gazety polonijnej, przychodzi mi refleksja, że należy zaglądać do działu „Listy Komentarze”. Jeśli zapełnia się ta rubryka znaczy to, że lokalna prasa jest potrzebna. Listy są wyrazem subiektywnych odczuć oraz sądów czytelników. Nie można ich uważać za stanowisko redakcji. Ludzie mogą pisać o wszystkim (stosując się do zasad zastrzeżonych przez redakcję), co ich boli, irytuje lub przeszkadza i oczekiwać, że znajdzie się to w lokalnej gazecie, bo prasa ma nie tylko prawo, ale i obowiązek reagować na ludzkie bolączki. Od wielu lat mam kontakt z polonijną prasą, ale nie rozumiem detroickich modeli medialnych, które są absolutnie wyjątkowe. Wygląda na to, że poza Tygodnikiem Polskim pozostałe media są organami jakichś polonijnych instytucji czy urzędów, a może mediami publicznymi? Kto potrafi to rzeczowo określić i wyjaśnić? Zastanawiam się też – jakie prawo stosuje się do dziennikarza działającego w mediach polonijnych, amerykańskie czy polskie? Nie sądzę, aby te przepisy zasadniczo różniły się. Spójrzmy na przykładowo podane kwestie, wyjęte z polskiego prawa prasowego:</p>
<p><em> Art. 5. <br /> 1. Każdy obywatel, zgodnie z zasadą wolności słowa i prawem do krytyki, może udzielać informacji prasie.<br />2. Nikt nie może być narażony na uszczerbek lub zarzut z powodu udzielenia informacji prasie, jeżeli działał w granicach prawem dozwolonych.<br />  Art. 6.  <br />1. Prasa jest zobowiązana do prawdziwego przedstawiania omawianych zjawisk..<br />2. Organy państwowe, przedsiębiorstwa państwowe i inne państwowe jednostki organizacyjne oraz organizacje spółdzielcze są obowiązane do udzielenia odpowiedzi na przekazaną im krytykę prasową bez zbędnej zwłoki, nie później jednak niż w ciągu miesiąca.<br /> 3. Przepis ust. 2 stosuje się odpowiednio do związków zawodowych, organizacji samorządowych i innych organizacji społecznych w zakresie prowadzonej przez nie działalności publicznej.<br />4. Nie wolno utrudniać prasie zbierania materiałów krytycznych ani w inny sposób tłumić krytyki.</em><br />
<br />
Oczywiście, mogę się mylić, co do tutejszych zasad, dlatego zapraszam do dyskusji polonijnych dziennikarzy oraz osoby, które są zainteresowane tematem lokalnych mediów polonijnych.<br />
Wszystkim życzę Dobrego Roku, zdrowego, pełnego miłych sytuacji i jak najmniejszej ilości rozczarowań.<br />
<br />
Halina Massalska (<a href="mailto:halmassalska@gmail.com">halmassalska@gmail.com</a>)</p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://polishweekly.com/2009/12/na-progu-nowego-roku/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>0</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Po latach niewoli</title>
		<link>http://polishweekly.com/2009/11/po-latach-niewoli/</link>
		<comments>http://polishweekly.com/2009/11/po-latach-niewoli/#comments</comments>
		<pubDate>Wed, 04 Nov 2009 15:03:54 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Editor</dc:creator>
				<category><![CDATA[Opinie]]></category>
		<category><![CDATA[Polska]]></category>
		<category><![CDATA[Janusz Cisek]]></category>
		<category><![CDATA[Jozef Pilsudski]]></category>
		<category><![CDATA[Lwow]]></category>
		<category><![CDATA[Magdeburg]]></category>
		<category><![CDATA[Muzeum Wojska Polskiego w Warszawie]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://polishweekly.com/?p=432</guid>
		<description><![CDATA[Po latach niewoli Historyka dr. Janusza Ciska poznałem późną jesienią 2002 roku, kiedy po przyjeździe do rodzinnej Stalowej Woli objął stanowisko wiceprezydenta miasta. Wiedziałem, że wcześniej pracował w rządzie Jerzego Buzka, w departamencie współpracy międzynarodowej Ministerstwa Kultury i Dziedzictwa Narodowego. W czasie naszego pierwszego spotkania dowiedziałem się, że historyk długo mieszkał w Stanach Zjednoczonych i [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<div id="_mcePaste" style="position: absolute; left: -10000px; top: 0px; width: 1px; height: 1px; overflow-x: hidden; overflow-y: hidden;">Po latach niewoli</div>
<div id="_mcePaste" style="position: absolute; left: -10000px; top: 0px; width: 1px; height: 1px; overflow-x: hidden; overflow-y: hidden;">Historyka dr. Janusza Ciska poznałem późną jesienią 2002 roku, kiedy po przyjeździe do rodzinnej Stalowej Woli objął stanowisko wiceprezydenta miasta. Wiedziałem, że wcześniej pracował w rządzie Jerzego Buzka, w departamencie współpracy międzynarodowej Ministerstwa Kultury i Dziedzictwa Narodowego. W czasie naszego pierwszego spotkania dowiedziałem się, że historyk długo mieszkał w Stanach Zjednoczonych i pracował w Instytucie Józefa Piłsudskiego w Nowym Jorku. Był wicedyrektorem (1988-1992), a następnie dyrektorem (1992-2000) tej wielce zasłużonej placówki badawczej. Pamiętam, że już wtedy umówiliśmy się na rozmowę o Komendancie, Legionach i pierwszych latach odrodzonego państwa polskiego.</div>
<div id="_mcePaste" style="position: absolute; left: -10000px; top: 0px; width: 1px; height: 1px; overflow-x: hidden; overflow-y: hidden;">Okazją do spotkania stała się 85. rocznica obrony Lwowa przed Ukraińcami. W listopadzie i grudniu 1918 roku miasta bronili członkowie Polskiej Organizacji Wojskowej, uczniowie i studenci. „To najpiękniejszy przykład patriotyzmu i walki o prawa Polski do tego miasta w tamtym czasie. Nic tak nie działało na wyobraźnię naszych rodaków, jak to, że w obronie Lwowa uczestniczyli prości obywatele, nieletni i, co możemy zobaczyć na zachowanych fotografiach m.in. w słynnym albumie „Semper Fidelis”, dziewczęta i kobiety” – mówił dr hab. Janusz Cisek. Lwów w tamtym czasie był naturalną stolicą Galicji – siedzibą Namiestnika, szeregu jednostek wojskowych, kilku poważnych zakładów naukowych i kuźnią kadr Polski niepodległej. „Stamtąd wyszły pierwsze organizacje, które rozpoczęły ferment niepodległościowy. Miasto miało w świadomości narodowej miejsce bardzo wysokie i jego heroiczna obrona przed żywiołem ukraińskim wzbudziła powszechny szacunek Polaków” – przypomniał historyk.</div>
<div id="_mcePaste" style="position: absolute; left: -10000px; top: 0px; width: 1px; height: 1px; overflow-x: hidden; overflow-y: hidden;">Podczas długiej rozmowy wróciliśmy do słynnego 10 listopada 1918 r., dnia przyjazdu do Warszawy Józefa Piłsudskiego. Więzień Magdeburga zastał w stolicy kompletny chaos. „Pomimo zmęczenia przyjął dosłownie rzekę delegacji, które – każda w odmienny sposób – argumentowały, że są reprezentacją narodu i właśnie im powinno się przekazać władzę. Wieczorem wraz ze swoimi współpracownikami określił dwie główne sprawy, przed którymi stała Polska. Pierwszą była konieczność szybkiego rozpisania wyborów, które wyłonią Sejm Ustawodawczy. Drugą – pilna potrzeba powołania wojska polskiego. Uwagę skupił na organizacji armii” – mówił Janusz Cisek, obecnie dyrektor Muzeum Wojska Polskiego w Warszawie. Główne cele państwowe, które wytyczył Komendant jeszcze przed przyjęciem władzy od Rady Regencyjnej, realizował później z najwyższym oddaniem. W związku z tym historyk przypomniał zasadę, którą kierował się naczelnik państwa: „Ja już nie jestem przedstawicielem partii, jestem przedstawicielem narodu”.</div>
<div id="_mcePaste" style="position: absolute; left: -10000px; top: 0px; width: 1px; height: 1px; overflow-x: hidden; overflow-y: hidden;">Na marginesie krótkich rozważań o Polsce z okazji rocznicy odzyskania niepodległości w 1918 roku warto zauważyć, że zacytowaną sentencję marszałka Piłsudskiego winniśmy zadedykować naszej elicie politycznej, która z trudem rozdziela dzisiaj to co partyjne, od tego co wspólne i państwowe…</div>
<div id="_mcePaste" style="position: absolute; left: -10000px; top: 0px; width: 1px; height: 1px; overflow-x: hidden; overflow-y: hidden;">PIOTR NIEMIEC</div>
<div id="attachment_433" class="wp-caption alignleft" style="width: 219px"><a href="http://pl.wikipedia.org/wiki/Janusz_Cisek"><img class="size-medium wp-image-433" title=" Dr Janusz Cisek z płk. Ryszardem Kuklińskim" src="http://polishweekly.com/wordpress/wp-content/uploads/2009/11/Cisek-z-płk-Kuklińskim-209x300.jpg" alt=" Dr Janusz Cisek z płk. Ryszardem Kuklińskim w Instytucie Józefa Piłsudskiego w Nowym Jorku" width="209" height="300" /></a><p class="wp-caption-text"> Dr Janusz Cisek z płk. Ryszardem Kuklińskim w Instytucie Józefa Piłsudskiego w Nowym Jorku</p></div>
<p>Historyka dr. Janusza Ciska poznałem późną jesienią 2002 roku, kiedy po przyjeździe do rodzinnej Stalowej Woli objął stanowisko wiceprezydenta miasta. Wiedziałem, że wcześniej pracował w rządzie Jerzego Buzka, w departamencie współpracy międzynarodowej Ministerstwa Kultury i Dziedzictwa Narodowego. W czasie naszego pierwszego spotkania dowiedziałem się, że historyk długo mieszkał w Stanach Zjednoczonych i pracował w Instytucie Józefa Piłsudskiego w Nowym Jorku. Był wicedyrektorem (1988-1992), a następnie dyrektorem (1992-2000) tej wielce zasłużonej placówki badawczej. Pamiętam, że już wtedy umówiliśmy się na rozmowę o Komendancie, Legionach i pierwszych latach odrodzonego państwa polskiego.</p>
<p>Okazją do spotkania stała się 85. rocznica obrony Lwowa przed Ukraińcami. W listopadzie i grudniu 1918 roku miasta bronili członkowie Polskiej Organizacji Wojskowej, uczniowie i studenci. „To najpiękniejszy przykład patriotyzmu i walki o prawa Polski do tego miasta w tamtym czasie. Nic tak nie działało na wyobraźnię naszych rodaków, jak to, że w obronie Lwowa uczestniczyli prości obywatele, nieletni i, co możemy zobaczyć na zachowanych fotografiach m.in. w słynnym albumie „Semper Fidelis”, dziewczęta i kobiety” – mówił dr hab. Janusz Cisek. Lwów w tamtym czasie był naturalną stolicą Galicji – siedzibą Namiestnika, szeregu jednostek wojskowych, kilku poważnych zakładów naukowych i kuźnią kadr Polski niepodległej. „Stamtąd wyszły pierwsze organizacje, które rozpoczęły ferment niepodległościowy. Miasto miało w świadomości narodowej miejsce bardzo wysokie i jego heroiczna obrona przed żywiołem ukraińskim wzbudziła powszechny szacunek Polaków” – przypomniał historyk.</p>
<p>Podczas długiej rozmowy wróciliśmy do słynnego 10 listopada 1918 r., dnia przyjazdu do Warszawy Józefa Piłsudskiego. Więzień Magdeburga zastał w stolicy kompletny chaos. „Pomimo zmęczenia przyjął dosłownie rzekę delegacji, które – każda w odmienny sposób – argumentowały, że są reprezentacją narodu i właśnie im powinno się przekazać władzę. Wieczorem wraz ze swoimi współpracownikami określił dwie główne sprawy, przed którymi stała Polska. Pierwszą była konieczność szybkiego rozpisania wyborów, które wyłonią Sejm Ustawodawczy. Drugą – pilna potrzeba powołania wojska polskiego. Uwagę skupił na organizacji armii” – mówił Janusz Cisek, obecnie dyrektor Muzeum Wojska Polskiego w Warszawie. Główne cele państwowe, które wytyczył Komendant jeszcze przed przyjęciem władzy od Rady Regencyjnej, realizował później z najwyższym oddaniem. W związku z tym historyk przypomniał zasadę, którą kierował się naczelnik państwa: „Ja już nie jestem przedstawicielem partii, jestem przedstawicielem narodu”.</p>
<p>Na marginesie krótkich rozważań o Polsce z okazji rocznicy odzyskania niepodległości w 1918 roku warto zauważyć, że zacytowaną sentencję marszałka Piłsudskiego winniśmy zadedykować naszej elicie politycznej, która z trudem rozdziela dzisiaj to co partyjne, od tego co wspólne i państwowe…</p>
<p>PIOTR NIEMIEC</p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://polishweekly.com/2009/11/po-latach-niewoli/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>0</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Rise of the Red Rival</title>
		<link>http://polishweekly.com/2009/10/rise-of-the-red-rival/</link>
		<comments>http://polishweekly.com/2009/10/rise-of-the-red-rival/#comments</comments>
		<pubDate>Thu, 15 Oct 2009 13:24:11 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Editor</dc:creator>
				<category><![CDATA[Opinie]]></category>
		<category><![CDATA[Polonia]]></category>
		<category><![CDATA[Świat]]></category>
		<category><![CDATA[China]]></category>
		<category><![CDATA[PLA]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://polishweekly.com/?p=351</guid>
		<description><![CDATA[Rise of the Red Rival Thomas Mikulski On Thursday, October 1, 2009, the People’s Republic of China celebrated its 60th anniversary of existence with vibrant fireworks, powerful speeches, and lock-stepped parades.  Its cities were filled with throngs of genuinely cheerful citizens; and, its leadership swelled with pride.  Leaders from across the world congratulated the People’s [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<div id="_mcePaste" style="position: absolute; left: -10000px; top: 0px; width: 1px; height: 1px; overflow-x: hidden; overflow-y: hidden;">Rise of the Red Rival</div>
<div id="_mcePaste" style="position: absolute; left: -10000px; top: 0px; width: 1px; height: 1px; overflow-x: hidden; overflow-y: hidden;">Thomas Mikulski</div>
<div id="_mcePaste" style="position: absolute; left: -10000px; top: 0px; width: 1px; height: 1px; overflow-x: hidden; overflow-y: hidden;">On Thursday, October 1, 2009, the People’s Republic of China celebrated its 60th anniversary of existence with vibrant fireworks, powerful speeches, and lock-stepped parades.  Its cities were filled with throngs of genuinely cheerful citizens; and, its leadership swelled with pride.  Leaders from across the world congratulated the People’s Republic for its participation and influence in international affairs; and, they applauded the Chinese people’s recent but remarkable accomplishments: among them, that China’s economy has grown approximately 10% each year across the past three decades, and that – with a GDP of approximately $7.8T – it is the world’s second-largest economic system; that China’s military appropriated an estimated $60.3B last year to upgrade its 2.3M-member People’s Liberation Army (PLA) – the largest such army in the world; that the percentage of China’s population in higher education rose from 1.4% in 1978 to 20% last year, and that its population of undergraduates and doctoral candidates increased five-fold in the past decade  – which represents one of the greatest expansions of educational opportunity in modern times; and, that Chinese leadership and influence have recently afforded hope and prosperity to far flung corners of the globe, particularly in Africa and South America.  China’s efforts have fueled an incredible sense of optimism among its citizens; and, the Chinese Government has directed its citizens’ efforts toward important national aspirations.  China, it seems, has begun its ascent to preeminence in international affairs; and, the increasingly apparent prospects of a Far Eastern power shift have undeniably jittered Western psychologies.</div>
<div id="_mcePaste" style="position: absolute; left: -10000px; top: 0px; width: 1px; height: 1px; overflow-x: hidden; overflow-y: hidden;">China has obviously secured extraordinary success in recent years; and, its people – through painstaking effort, sacrifice, and national resolve – have earned their international respect and acclaim.  China is a beautiful country that maintains and honors its ancient culture and history; and, it’s people – by most accounts – are incredibly respectful and kind.  Even their youngest children value education as a means to achieve their highest ambitions; and, their newfound optimism has encouraged them to fight for improved governance and work toward even greater accomplishments.  If these people were our friends or neighbors, we’d admire them and often encourage our own children to follow their example.  But, because their efforts threaten the United States’ global position, China is also our most formidable rival.</div>
<div id="_mcePaste" style="position: absolute; left: -10000px; top: 0px; width: 1px; height: 1px; overflow-x: hidden; overflow-y: hidden;">It’s easy to become discouraged by this newfound challenge: as we all know, the United States simultaneously faces many intractable obstacles that China does not apparently share.  For instance, the United States must develop a strategy to sustain recent success in Iraq, and simultaneously transition its military force to other parts of the world; the United States must alter its military strategy in Afghanistan to repel a persistent and destabilizing insurgency; the United States must operate alongside Pakistani military and civilian personnel to defeat Taliban and al Qaeda fighters in Waziristan; the United States must work alongside both Israeli and Palestinian officials to realize a stable Two-State Solution; the United States must negotiate with belligerent Iranian leaders that suspiciously seek advanced nuclear technologies; the United States must engage NATO to contain Russia’s aggression against former Soviet satellites; the United States must engage the relocation of extremist Islamic power in the Horn of Africa and contain their spread throughout the Sahara; the United States must confront the recent expansion of Socialism in South America and limit its negative effects against American interests; the United States must engage allies in Latin and South America to win the persistent Drug Wars, which, in Mexico, are currently tattered; the United States must confront emerging economic forces in East Asia by bolstering confidence in the American economic system; the United States must continue negotiations with North Korea to disarm its nuclear military arsenal; the United States must galvanize divided Western powers against emerging alliances between Russia, China, Venezuela, Iran, and Cuba; the United States must support movements against violence and political repression in Darfur, Kashmir, Burma, Tibet, Cuba, and Columbia; and, the United States must handle various domestic issues that diminish its widely admired sense of confidence and optimism.  Under such intense pressure and duress, it’s no wonder that some have asked: how can the United States possibly compete with China?</div>
<div id="_mcePaste" style="position: absolute; left: -10000px; top: 0px; width: 1px; height: 1px; overflow-x: hidden; overflow-y: hidden;">First of all, we must realize that we cannot prevent Chinese citizens from exerting themselves to improve their international position.  We cannot do anything to convince China to interrupt its march toward global power; and, we ought not expect it to relinquish its national drive toward success and prosperity.  In addition, we must expect China to succeed at some level in attaining its ambitions: China contains an immense population that’s intellectually driven and committed to ambitious national goals.  The United States – despite its strength and effort – will be unable to totally deflect that momentum; and, it’ll likely learn to share considerable influence within the international sphere with China and other countries during our lifetimes.  The rise of multilateralism is inevitable; and, the United States must not deny nor shrink from the New World Order.</div>
<div id="_mcePaste" style="position: absolute; left: -10000px; top: 0px; width: 1px; height: 1px; overflow-x: hidden; overflow-y: hidden;">But we ought not resign ourselves to defeat, either.  The United States’ economy remains the world’s largest; and, its military is the best equipped and most experienced fighting force that mankind’s ever developed.  The United States already maintains positions of strength in regions that China has only recently entered – including Africa and South America.  And, the United States has already endured and overcome national traumas that have improved its governance and institutional structures.  Even under these difficult circumstances, Americans generally lead positive lives – and, most international observers positively view the United States’ prospects in the years ahead.</div>
<div id="_mcePaste" style="position: absolute; left: -10000px; top: 0px; width: 1px; height: 1px; overflow-x: hidden; overflow-y: hidden;">But, the United States shouldn’t remain complacent: China’s success is real, and its actions have already begun to encroach on American national interests.  To counter this rival, the United States must redevelop characteristics and practices for which it has historically been recognized – and, they ought to be directed against facets of Chinese society that Western nations find objectionable.  For instance, the United States has historically been known to defend human rights throughout the world; and, China has one of the world’s worst human rights records.  The United States should reinvigorate its international reputation for human rights by closing detention facilities in Guantanamo Bay; by unequivocally ending borderline torture techniques by its intelligence services; and, by eliminating extraordinary rendition – and afterwards, it such then confront China on its far more appalling human rights record against Tibet and the Uighur minority community.</div>
<div id="_mcePaste" style="position: absolute; left: -10000px; top: 0px; width: 1px; height: 1px; overflow-x: hidden; overflow-y: hidden;">The United States should also openly examine its strengths and weaknesses; and, it should then direct its efforts to quickly but effectively apply its strengths against its adversaries and to reinvigorate institutions in disrepair.  For instance, our country’s K-12 educational system is widely discredited within both the United States and the international community; and, China’s educational system – as described above – is flourishing.  We must recognize that without concrete and sustained reform, our educational system will be unable to compete with those in other countries; and, that China will inevitably develop an educational gap with the United States.  Education reform – in this sense – is as much an important domestic issue as it is a human rights and national security issue; and, we must thereby confront it.  We must also begin to match China’s decisiveness and national resolve within our democratic framework; to do so, the Republican and Democratic parties must begin to reconcile their bitter divisions and renew their commitment to pragmatism.</div>
<div id="_mcePaste" style="position: absolute; left: -10000px; top: 0px; width: 1px; height: 1px; overflow-x: hidden; overflow-y: hidden;">Many within our community have often asked: now that Soviet Communism has disintegrated in Poland, what should American Polonia’s mission be?  Over the past several months, I have advocated for increased integration with American society and international communities to counteract ongoing global and domestic issues; and, although this might require an intellectual shift from purely Polish interests, I strongly believe that my views represent a long-required return to pragmatic action.  In this New World Order, American Polonia ought to embrace multilateralism and tackle issues of importance to the West – and specifically, to our American and Polish homelands.  Sino-American relations therefore fall within this category because they directly affect our lives in the United States and threaten Western influence throughout the world; and, since Poland is unambiguously tied to the West, it threatens Polish interests, as well.</div>
<div id="_mcePaste" style="position: absolute; left: -10000px; top: 0px; width: 1px; height: 1px; overflow-x: hidden; overflow-y: hidden;">Of course, there are many issues that fall within this paradigm; and, each offers opportunities to improve our own community’s role and influence in national affairs.  However, if we remain convinced that such issues ought not concern us – and, that we ought to uniformly look toward Poland for matters to address – we might wake up someday to find that our own international stature has been surpassed by those who have rightly committed themselves to their national interests.  Here’s hoping we never come to that moment; and, that we actively counteract these threats before they fully mature.</div>
<div id="_mcePaste" style="position: absolute; left: -10000px; top: 0px; width: 1px; height: 1px; overflow-x: hidden; overflow-y: hidden;">The Polish Weekly welcomes opposing viewpoints.  To contact Thomas Mikulski, please send an e-mail to thomas.p.mikulski@gmail.com.</div>
<p>On Thursday, October 1, 2009, the People’s Republic of China celebrated its 60th anniversary of existence with vibrant fireworks, powerful speeches, and lock-stepped parades.  Its cities were filled with throngs of genuinely cheerful citizens; and, its leadership swelled with pride.  Leaders from across the world congratulated the People’s Republic for its participation and influence in international affairs; and, they applauded the Chinese people’s recent but remarkable accomplishments: among them, that China’s economy has grown approximately 10% each year across the past three decades, and that – with a GDP of approximately $7.8T – it is the world’s second-largest economic system; that China’s military appropriated an estimated $60.3B last year to upgrade its 2.3M-member People’s Liberation Army (PLA) – the largest such army in the world; that the percentage of China’s population in higher education rose from 1.4% in 1978 to 20% last year, and that its population of undergraduates and doctoral candidates increased five-fold in the past decade  – which represents one of the greatest expansions of educational opportunity in modern times; and, that Chinese leadership and influence have recently afforded hope and prosperity to far flung corners of the globe, particularly in Africa and South America.  China’s efforts have fueled an incredible sense of optimism among its citizens; and, the Chinese Government has directed its citizens’ efforts toward important national aspirations.  China, it seems, has begun its ascent to preeminence in international affairs; and, the increasingly apparent prospects of a Far Eastern power shift have undeniably jittered Western psychologies.</p>
<p><span id="more-351"></span>China has obviously secured extraordinary success in recent years; and, its people – through painstaking effort, sacrifice, and national resolve – have earned their international respect and acclaim.  China is a beautiful country that maintains and honors its ancient culture and history; and, it’s people – by most accounts – are incredibly respectful and kind.  Even their youngest children value education as a means to achieve their highest ambitions; and, their newfound optimism has encouraged them to fight for improved governance and work toward even greater accomplishments.  If these people were our friends or neighbors, we’d admire them and often encourage our own children to follow their example.  But, because their efforts threaten the United States’ global position, China is also our most formidable rival.</p>
<p>It’s easy to become discouraged by this newfound challenge: as we all know, the United States simultaneously faces many intractable obstacles that China does not apparently share.  For instance, the United States must develop a strategy to sustain recent success in Iraq, and simultaneously transition its military force to other parts of the world; the United States must alter its military strategy in Afghanistan to repel a persistent and destabilizing insurgency; the United States must operate alongside Pakistani military and civilian personnel to defeat Taliban and al Qaeda fighters in Waziristan; the United States must work alongside both Israeli and Palestinian officials to realize a stable Two-State Solution; the United States must negotiate with belligerent Iranian leaders that suspiciously seek advanced nuclear technologies; the United States must engage NATO to contain Russia’s aggression against former Soviet satellites; the United States must engage the relocation of extremist Islamic power in the Horn of Africa and contain their spread throughout the Sahara; the United States must confront the recent expansion of Socialism in South America and limit its negative effects against American interests; the United States must engage allies in Latin and South America to win the persistent Drug Wars, which, in Mexico, are currently tattered; the United States must confront emerging economic forces in East Asia by bolstering confidence in the American economic system; the United States must continue negotiations with North Korea to disarm its nuclear military arsenal; the United States must galvanize divided Western powers against emerging alliances between Russia, China, Venezuela, Iran, and Cuba; the United States must support movements against violence and political repression in Darfur, Kashmir, Burma, Tibet, Cuba, and Columbia; and, the United States must handle various domestic issues that diminish its widely admired sense of confidence and optimism.  Under such intense pressure and duress, it’s no wonder that some have asked: how can the United States possibly compete with China?</p>
<p>First of all, we must realize that we cannot prevent Chinese citizens from exerting themselves to improve their international position.  We cannot do anything to convince China to interrupt its march toward global power; and, we ought not expect it to relinquish its national drive toward success and prosperity.  In addition, we must expect China to succeed at some level in attaining its ambitions: China contains an immense population that’s intellectually driven and committed to ambitious national goals.  The United States – despite its strength and effort – will be unable to totally deflect that momentum; and, it’ll likely learn to share considerable influence within the international sphere with China and other countries during our lifetimes.  The rise of multilateralism is inevitable; and, the United States must not deny nor shrink from the New World Order.</p>
<p>But we ought not resign ourselves to defeat, either.  The United States’ economy remains the world’s largest; and, its military is the best equipped and most experienced fighting force that mankind’s ever developed.  The United States already maintains positions of strength in regions that China has only recently entered – including Africa and South America.  And, the United States has already endured and overcome national traumas that have improved its governance and institutional structures.  Even under these difficult circumstances, Americans generally lead positive lives – and, most international observers positively view the United States’ prospects in the years ahead.</p>
<p>But, the United States shouldn’t remain complacent: China’s success is real, and its actions have already begun to encroach on American national interests.  To counter this rival, the United States must redevelop characteristics and practices for which it has historically been recognized – and, they ought to be directed against facets of Chinese society that Western nations find objectionable.  For instance, the United States has historically been known to defend human rights throughout the world; and, China has one of the world’s worst human rights records.  The United States should reinvigorate its international reputation for human rights by closing detention facilities in Guantanamo Bay; by unequivocally ending borderline torture techniques by its intelligence services; and, by eliminating extraordinary rendition – and afterwards, it such then confront China on its far more appalling human rights record against Tibet and the Uighur minority community.</p>
<p>The United States should also openly examine its strengths and weaknesses; and, it should then direct its efforts to quickly but effectively apply its strengths against its adversaries and to reinvigorate institutions in disrepair.  For instance, our country’s K-12 educational system is widely discredited within both the United States and the international community; and, China’s educational system – as described above – is flourishing.  We must recognize that without concrete and sustained reform, our educational system will be unable to compete with those in other countries; and, that China will inevitably develop an educational gap with the United States.  Education reform – in this sense – is as much an important domestic issue as it is a human rights and national security issue; and, we must thereby confront it.  We must also begin to match China’s decisiveness and national resolve within our democratic framework; to do so, the Republican and Democratic parties must begin to reconcile their bitter divisions and renew their commitment to pragmatism.</p>
<p>Many within our community have often asked: now that Soviet Communism has disintegrated in Poland, what should American Polonia’s mission be?  Over the past several months, I have advocated for increased integration with American society and international communities to counteract ongoing global and domestic issues; and, although this might require an intellectual shift from purely Polish interests, I strongly believe that my views represent a long-required return to pragmatic action.  In this New World Order, American Polonia ought to embrace multilateralism and tackle issues of importance to the West – and specifically, to our American and Polish homelands.  Sino-American relations therefore fall within this category because they directly affect our lives in the United States and threaten Western influence throughout the world; and, since Poland is unambiguously tied to the West, it threatens Polish interests, as well.</p>
<p>Of course, there are many issues that fall within this paradigm; and, each offers opportunities to improve our own community’s role and influence in national affairs.  However, if we remain convinced that such issues ought not concern us – and, that we ought to uniformly look toward Poland for matters to address – we might wake up someday to find that our own international stature has been surpassed by those who have rightly committed themselves to their national interests.  Here’s hoping we never come to that moment; and, that we actively counteract these threats before they fully mature.</p>
<p>Thomas Mikulski</p>
<p>The Polish Weekly welcomes opposing viewpoints.  To contact Thomas Mikulski, please send an e-mail to <a href="mailto:thomas.p.mikulski@gmail.com">thomas.p.mikulski@gmail.com</a>.</p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://polishweekly.com/2009/10/rise-of-the-red-rival/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>0</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Poradnik psychologiczny (10)</title>
		<link>http://polishweekly.com/2009/10/poradnik-psychologiczny-10/</link>
		<comments>http://polishweekly.com/2009/10/poradnik-psychologiczny-10/#comments</comments>
		<pubDate>Wed, 07 Oct 2009 02:51:01 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Editor</dc:creator>
				<category><![CDATA[Opinie]]></category>
		<category><![CDATA[Janusz Wrobel]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://polishweekly.com/?p=315</guid>
		<description><![CDATA[Janusz Wróbel Poradnik psychologiczny (10) W sieci Oto historia Roberta, jego mamy i Anny, dziewczyny, z którą Robert wspólnie wynajmował mieszkanie. Robert zaprosił mamę na kolację. W czasie posiłku mama nie mogła się oprzeć wielokrotnie powracającej do niej myśli o tym, jak piękną dziewczyną jest współmieszkanka syna. Mama od dawna podejrzewała, że Robert ma romans [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<div id="_mcePaste" style="position: absolute; left: -10000px; top: 0px; width: 1px; height: 1px; overflow-x: hidden; overflow-y: hidden;">Janusz Wróbel</div>
<div id="_mcePaste" style="position: absolute; left: -10000px; top: 0px; width: 1px; height: 1px; overflow-x: hidden; overflow-y: hidden;">Poradnik psychologiczny (10)</div>
<div id="_mcePaste" style="position: absolute; left: -10000px; top: 0px; width: 1px; height: 1px; overflow-x: hidden; overflow-y: hidden;">W sieci</div>
<div id="_mcePaste" style="position: absolute; left: -10000px; top: 0px; width: 1px; height: 1px; overflow-x: hidden; overflow-y: hidden;">Oto historia Roberta, jego mamy i Anny, dziewczyny, z którą Robert wspólnie wynajmował mieszkanie. Robert zaprosił mamę na kolację. W czasie posiłku mama nie mogła się oprzeć wielokrotnie powracającej do niej myśli o tym, jak piękną dziewczyną jest współmieszkanka syna. Mama od dawna podejrzewała, że Robert ma romans z Anną, a teraz, gdy ją poznała, jej ciekawość jeszcze bardziej wzrosła. Obserwując ich podczas kolacji, mama zastanawiała się, co też łączy jej syna z piękną współlokatorką. Robert, czytając w jej myślach, pospieszył z wyjaśnieniem: „wiem, o czym myślisz, mamo, ale zapewniam cię, że Anna i ja jesteśmy tylko współlokatorami.”</div>
<p>Janusz Wróbel &#8211; W sieci</p>
<p>Oto historia Roberta, jego mamy i Anny, dziewczyny, z którą Robert wspólnie wynajmował mieszkanie. Robert zaprosił mamę na kolację. W czasie posiłku mama nie mogła się oprzeć wielokrotnie powracającej do niej myśli o tym, jak piękną dziewczyną jest współmieszkanka syna. Mama od dawna podejrzewała, że Robert ma romans z Anną, a teraz, gdy ją poznała, jej ciekawość jeszcze bardziej wzrosła. Obserwując ich podczas kolacji, mama zastanawiała się, co też łączy jej syna z piękną współlokatorką. Robert, czytając w jej myślach, pospieszył z wyjaśnieniem: „wiem, o czym myślisz, mamo, ale zapewniam cię, że Anna i ja jesteśmy tylko współlokatorami.”</p>
<p>Cały artykuł do przeczytania w najnowszym numerze Tygodnika Polskiego <span style="font-family: Verdana, 'Times New Roman', 'Bitstream Charter', Times, serif; line-height: 18px; font-size: 11px; color: #8c8c8c;">» </span></p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://polishweekly.com/2009/10/poradnik-psychologiczny-10/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>0</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Hazard polski</title>
		<link>http://polishweekly.com/2009/10/hazard-polski/</link>
		<comments>http://polishweekly.com/2009/10/hazard-polski/#comments</comments>
		<pubDate>Wed, 07 Oct 2009 02:46:45 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Editor</dc:creator>
				<category><![CDATA[Opinie]]></category>
		<category><![CDATA[Polska]]></category>
		<category><![CDATA[Lew Rywin]]></category>
		<category><![CDATA[lobby]]></category>
		<category><![CDATA[Piotr Niemiec]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://polishweekly.com/?p=313</guid>
		<description><![CDATA[Hazard polski „Kręcenie lodów” – to określenie, jakby wprost wyjęte z poradnika cukierniczego, zrobiło w Polsce furorę, kiedy posłanka Platformy Obywatelskiej użyła go przed dwoma laty w rozmowie telefonicznej podsłuchanej przez służby specjalne. Oznacza po prostu wielkie i ciemne interesy, które robią w Polsce przedstawiciele elit politycznych wraz z zaprzyjaźnionymi ludźmi biznesu. „Kręcić lody” można [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<div id="_mcePaste" style="position: absolute; left: -10000px; top: 0px; width: 1px; height: 1px; overflow-x: hidden; overflow-y: hidden;">Hazard polski</div>
<div id="_mcePaste" style="position: absolute; left: -10000px; top: 0px; width: 1px; height: 1px; overflow-x: hidden; overflow-y: hidden;">„Kręcenie lodów” – to określenie, jakby wprost wyjęte z poradnika cukierniczego, zrobiło w Polsce furorę, kiedy posłanka Platformy Obywatelskiej użyła go przed dwoma laty w rozmowie telefonicznej podsłuchanej przez służby specjalne. Oznacza po prostu wielkie i ciemne interesy, które robią w Polsce przedstawiciele elit politycznych wraz z zaprzyjaźnionymi ludźmi biznesu. „Kręcić lody” można więc podczas prac ustawodawczych, a także przy ważnych przetargach, sprzedaży mienia państwowego (np. ziemi), prywatyzacji szpitali etc.</div>
<div id="_mcePaste" style="position: absolute; left: -10000px; top: 0px; width: 1px; height: 1px; overflow-x: hidden; overflow-y: hidden;">O tym, jak bardzo młoda jest nasza demokracja, wie chyba każdy uczestnik życia publicznego w kraju. Tę chorobliwą niedojrzałość widać najlepiej właśnie na styku biznesu i polityki. Linie podziału bywają tu tak nieczytelne, że wybuch kolejnego skandalu korupcyjnego przestaje już kogokolwiek burzyć lub podniecać. A w ostatniej dekadzie tego typu afery wybuchają z regularnością ruchu wskazówek szwajcarskiego zegara. Nie ma bowiem roku, aby kolejna partia polityczna nie skompromitowała się udziałem w wielkiej korupcji, procederze przecieku tajnych informacji z pracy policji lub służb specjalnych lub w nielegalnym popieraniu rozmaitego rodzaju gospodarczych lobbystów.</div>
<div id="_mcePaste" style="position: absolute; left: -10000px; top: 0px; width: 1px; height: 1px; overflow-x: hidden; overflow-y: hidden;">A warto przypomnieć, że wielkie „kręcenie lodów” zaczęło się w tej dekadzie od słynnej „afery Rywina”, która wzięła nazwę od nazwiska producenta filmowego, który za łapówkę chciał umożliwić wydawcy prasy przejęcie prywatnej stacji telewizyjnej. Już po ujawnieniu, zbadaniu i ocenie tego zdarzenia wielu obserwatorów sądziło, że żadne matactwo na taką skalę nikogo zaskoczyć nie może. Bo to właśnie wtedy sejmowa komisja śledcza, z posłami opozycji Janem Rokitą i Zbigniewem Ziobrą na czele, zajrzała za kulisy biznesowych machinacji, ujawniła wpływy i znaczenie powiązań polityczno-towarzyskich, a w konsekwencji doprowadziła do długotrwałego i zdecydowanego osłabienia, rządzącego wówczas silną ręką, obozu postkomunistycznego.</div>
<div id="_mcePaste" style="position: absolute; left: -10000px; top: 0px; width: 1px; height: 1px; overflow-x: hidden; overflow-y: hidden;">Po siedmiu latach od tamtych wydarzeń okazało się, że ani afera Rywina, ani afera starachowicka, ani afera posłanki Sawickiej, ani afera gruntowa, ani żadna inna, nie nauczyły polityków rozumu i pokory. W głębokim przekonaniu o swojej nieodzowności, nieomylności, a przede wszystkim bezkarności znowu pokazali rodakom słynny „gest Kozakiewicza”. Nie pozostawia bowiem złudzeń treść niedawno ujawnionych przez prasę zapisów rozmów telefonicznych czołowego polityka rządzącej Platformy Obywatelskiej z  jego dwoma biznesowymi przyjaciółmi. Panowie gaworzyli sobie przez rok o możliwości pozaprawnego zablokowania niekorzystnej dla właścicieli kasyn i salonów gier zmian w ustawie o hazardzie!</div>
<div id="_mcePaste" style="position: absolute; left: -10000px; top: 0px; width: 1px; height: 1px; overflow-x: hidden; overflow-y: hidden;">Czy podczas prac legislacyjnych doszło „tylko” do korupcji politycznej, ustalą służby specjalne i prokuratura. Ale włosy stają na głowie, kiedy słyszymy, w jaki sposób i o czym rozmawiał polityk, który po przyszłorocznych wyborach prezydenckich mógł zostać sukcesorem premiera Donalda Tuska. Może właśnie stanęliśmy na dnie polskiego bagna?</div>
<div id="_mcePaste" style="position: absolute; left: -10000px; top: 0px; width: 1px; height: 1px; overflow-x: hidden; overflow-y: hidden;">PIOTR NIEMIEC</div>
<p>„Kręcenie lodów” – to określenie, jakby wprost wyjęte z poradnika cukierniczego, zrobiło w Polsce furorę, kiedy posłanka Platformy Obywatelskiej użyła go przed dwoma laty w rozmowie telefonicznej podsłuchanej przez służby specjalne. Oznacza po prostu wielkie i ciemne interesy, które robią w Polsce przedstawiciele elit politycznych wraz z zaprzyjaźnionymi ludźmi biznesu. „Kręcić lody” można więc podczas prac ustawodawczych, a także przy ważnych przetargach, sprzedaży mienia państwowego (np. ziemi), prywatyzacji szpitali etc.</p>
<p>O tym, jak bardzo młoda jest nasza demokracja, wie chyba każdy uczestnik życia publicznego w kraju. Tę chorobliwą niedojrzałość widać najlepiej właśnie na styku biznesu i polityki. Linie podziału bywają tu tak nieczytelne, że wybuch kolejnego skandalu korupcyjnego przestaje już kogokolwiek burzyć lub podniecać. A w ostatniej dekadzie tego typu afery wybuchają z regularnością ruchu wskazówek szwajcarskiego zegara. Nie ma bowiem roku, aby kolejna partia polityczna nie skompromitowała się udziałem w wielkiej korupcji, procederze przecieku tajnych informacji z pracy policji lub służb specjalnych lub w nielegalnym popieraniu rozmaitego rodzaju gospodarczych lobbystów.</p>
<p><span id="more-313"></span></p>
<p>A warto przypomnieć, że wielkie „kręcenie lodów” zaczęło się w tej dekadzie od słynnej „afery Rywina”, która wzięła nazwę od nazwiska producenta filmowego, który za łapówkę chciał umożliwić wydawcy prasy przejęcie prywatnej stacji telewizyjnej. Już po ujawnieniu, zbadaniu i ocenie tego zdarzenia wielu obserwatorów sądziło, że żadne matactwo na taką skalę nikogo zaskoczyć nie może. Bo to właśnie wtedy sejmowa komisja śledcza, z posłami opozycji Janem Rokitą i Zbigniewem Ziobrą na czele, zajrzała za kulisy biznesowych machinacji, ujawniła wpływy i znaczenie powiązań polityczno-towarzyskich, a w konsekwencji doprowadziła do długotrwałego i zdecydowanego osłabienia, rządzącego wówczas silną ręką, obozu postkomunistycznego.</p>
<p>Po siedmiu latach od tamtych wydarzeń okazało się, że ani afera Rywina, ani afera starachowicka, ani afera posłanki Sawickiej, ani afera gruntowa, ani żadna inna, nie nauczyły polityków rozumu i pokory. W głębokim przekonaniu o swojej nieodzowności, nieomylności, a przede wszystkim bezkarności znowu pokazali rodakom słynny „gest Kozakiewicza”. Nie pozostawia bowiem złudzeń treść niedawno ujawnionych przez prasę zapisów rozmów telefonicznych czołowego polityka rządzącej Platformy Obywatelskiej z  jego dwoma biznesowymi przyjaciółmi. Panowie gaworzyli sobie przez rok o możliwości pozaprawnego zablokowania niekorzystnej dla właścicieli kasyn i salonów gier zmian w ustawie o hazardzie!</p>
<p>Czy podczas prac legislacyjnych doszło „tylko” do korupcji politycznej, ustalą służby specjalne i prokuratura. Ale włosy stają na głowie, kiedy słyszymy, w jaki sposób i o czym rozmawiał polityk, który po przyszłorocznych wyborach prezydenckich mógł zostać sukcesorem premiera Donalda Tuska. Może właśnie stanęliśmy na dnie polskiego bagna?</p>
<p>Piotr Niemiec</p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://polishweekly.com/2009/10/hazard-polski/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>0</slash:comments>
		</item>
	</channel>
</rss>
