List do redakcji

Szanowna Redakcjo.
Bardzo proszę o umieszczenie tego listu w swoim numerze. Uważam, że dobrze byłoby, aby Polonia wiedziała o poniższej sytuacji wszystkich nas zainteresowanych losem Wanda Park.
Jako Polka już z przyzwyczajenia zakupy robię w polskich sklepach, leczę się u polskich doktorów, a pieniądze trzymam w naszej kredytówca. Na lancze i spotkania ze znajomymi chodzę do Centrum. Jestem dumna odwiedzając te instytucje. Byłam świadkiem ich narodzin.
Pamiętam jak w latach 70-tych grupka entuzjastów (M. Ładak, S.Strzałkowski i inni) zaczynając od zera tworzyła Polską Unię Kredytową. Nie brakowało tych, którzy przeszkadzali. Dziś z naszej kredytówki możemy być dumni. Piękne budynki, miła i profesjonalna obsługa.
Pamiętam też z lat 70-tych inną grupkę entuzjastów. Zaczynając od zera, bez centa w banku „kupowała” unikalny budynek na rogu 15-tej mili i Dequindre w Troy. Udało się.  Centrum rośnie, pięknieje na zewnątrz i wewnątrz. Przyjemnie jest tam zaprosić kogoś obcego. Jest się czym pochwalić; unikalne wykończenia wnętrz a także przyjemny „land-skaping”.
Dzisiaj polskie sklepy (Szczekowskiego, Romana, Ciemniaka, Kopytki itp.) to niepozorne małe pomieszczenia, chociaż smaczne produkty w środku. Dziś sklepy Polish Market, Bożka, Środków itp. prześcigaja się w urządzeniu.
Od ponad 30 lat leczę się u tego samego lekarza. W latach 70-tych był to mały skromny gabinet w Hamtramck. Dziś polski doktór wybudował piękne Centrum Medyczne w Troy.
Po ponad 30 lat chodzę do Polskiego kościoła, kiedyś w Hamtramck, a obecnie na 18 Mili w Sterling Hgts., który powstał i pięknieje z naszych donacji.
Podobnie jest z większością nas wszystkich. Po przyjeździe zaczynaliśmy od rentowania skromnego, taniego mieszkania. Dzięki ciężkiej pracy, spałniają się nasze „American dream”. Polonia ładnie mieszka, ładnie się ubiera, kształci dzieci. Jako całość tworzymy ładną grupę. Budujemy pozytywny stereotyp Polonii i Polsce. Wiadomo „ jak nas widzą…”.
Czasami jednak dzieje się odwrotnie. Przytoczę przykład weteranów polskich.
W latach 50-tych otrzymali w prezencie od poprzedników, weteranów wojny bolszewickiej z 1920 roku ogromny majątek wart obecnie dziesiątki milionów. Było to 46 akrów ziemi w sercu Sterling Hgts., nursing home, a także bogate placówki – niektóre z własnymi budynkami.
Majątek ten nie tylko nie został wzbogacony ale w dużej mierze roztrwoniony, zmarnowany. Z 46 akrów ziemi pozostało 38 i nikt nie wie co stało się z pieniędzmi. Część placówek uległa likwidacji, a ich domy zostały sprzedane. Pieniądze przepadły. Stare budynki w Parku Wanda niszczeją, nikt nie dba o ich należytą konserwację. „Nursing home” jest w opłakanym stanie. Prawdopodobnie grozić mu będzie zamknięcie.
Pomagając koleżance w znalezieniu miejsca dla jej brata, odwiedziłyśmy dom opieki w Parku Wanda. Wrażenie smutne. Ciemne pomieszczenia, gorąco, brak klimatyzacji, wentylacji, smród moczu, potu i gotowanej starej kapusty. W sposób (co tu chcecie) zainteresowały się nami dwie osoby ( prawdopodobnie personelu). Dodam, że w tej samej sprawie byłyśmy w innych domach, gdzie potraktowano nas jak interesantów udzielając wyczerpujących informacj.
W dniu wizyty w Wanda Park w „domu pogodnej starości dla weteranów”  był właśnie weterański piknik, na którym była władza weterańska.
Nasze pytania i uwagi dlaczego jest tak źle, i jakie są szanse na budowę nowego domu opieki dla polskich kobiet i mężczyzn wyzwoliły u zapytanych „komendantów” nerwowe, głośne i nieracjonalne reakcje. Trochę na miarę kieropwnika z PGR w PRL-u, którzy swoją nieudolność tłumaczył zawsze „trudnościami obiektywnymi”.
Dowiedziałam się, że polonia nie ma prawa mieszać się w sprawy weterańskie. To jest kłamstwo.
To Polonia dala pieniądze na zakup Parku Wanda. Pierwsze 10 akrów z budynkami załatwiła weteranom 75 lat temu śp. Klara Świeczkowska. Polonia ma prawo i obowiązek „mieszać się” w sprawy weterańskie, społeczne, polskie. Wanda Park jest własnościąPolonii, weterani jedynie nim zarządzają i to nieudolnie.
Ja mam swoje osobiste uprawnienia do „mieszania się” w te sprawy. Mój śp. Mąż był weteranem, a ja za jego życia byłam członkinią Korpusu Pomocniczego Pań. Oburza mnie jak obecnie władze weterańskie absolutnie nie interesują się wdowami po weteranach.
Przykładem może być zmarła kilka miesięcy temu sanitariuszka powstania warszawskiego, więźniarka niemieckich obozów śmierci, wdowa po weteranach. Pierwszy mąż był kapitanem w powstaniu, drugi mąż był żołnierzem AK ze Lwowa, członkiem SWAP. Kobieta zmarła w samotności. Niedołęstwo umysłowe jakiego doznała w ostatnich latach życia, straciła oszczędności, popadła w długi. Po śmierci tylko władze miasta mogły się nią zająć (nie miała rodziny). Godny, piękny i katolicki pogrzeb miała dzięki pomocy ludzi dobrej woli: Ks. Proboszcz Bolesława Króla, Ks. Proboszcza Romana Pasiecznego, Państwa Joli i Jerzego Iwanik, organisty Pana Mączka. Ale całość pogrzebu została zorganizowana przez dr. Teresę i dr. Stanisława Jaszczaków. Nikt z weteranów nie zainteresował się losami tej wspaniałej weteranki ani za życia, ani po śmierci.
Panowie weterani – wstyd.
Władze weterańskie powinny mieć moralny obowiązek złożenia sprawozdania dla Polonii co stało się z pieniędzmi ze sprzedaży ziemi weterańskiej, a także z oszczędnościami i pieniędzmi uzyskanymi ze sprzedaży niektórych placówek. Przypominam, że własność społeczna należy do społeczeństwa, a nie do jednostki.
Podobnie Polonia ma prawo wiedzieć komu ma „podziękować” za uniemożliwienie projektów budowy nowego ośrodka dla polskich seniorów kobiet i mężczyzn w Parku Wanda.
Bardzo dużo osób o tym mówi i jest to wielka niewiadoma.
Irena Niewiadomska

Szanowna Redakcjo.

Bardzo proszę o umieszczenie tego listu w swoim numerze. Uważam, że dobrze byłoby, aby Polonia wiedziała o poniższej sytuacji wszystkich nas zainteresowanych losem Wanda Park.

Jako Polka już z przyzwyczajenia zakupy robię w polskich sklepach, leczę się u polskich doktorów, a pieniądze trzymam w naszej kredytówca. Na lancze i spotkania ze znajomymi chodzę do Centrum. Jestem dumna odwiedzając te instytucje. Byłam świadkiem ich narodzin. Czytaj całość »

W poszukiwaniu prawdy

W poszukiwaniu prawdy
Pani Niewiadomskiej należy się uznanie za napisanie listu do Redakcji Czasu Polskiego wydanego w dniu piątego sierpnia 2009 roku.  Jej szczerość i odwaga w poszukiwaniu przykrej prawdyw obecnych czasach, niestety należy do rzadkości.
Nie ulega wątpliwości, że duże dzieje się dobrych rzeczy na Polonii, ale także są rzeczy złe, które w żadnym wypadku nie powinny być tolerowane. Antagonizmy osobiste, organizacyjne, nieuczciwość w pracy społecznej, w żadnym wypadku nie powinny być akceptowane. Ich krytyka nie powinna być przemilczana. Zakłamanie i wypaczanie prawdy nie może być tolerowane.
Jednym z takich złych rzeczy, które Pani Niewiadomska słusznie wspomina jest istnienie Wanda Park, który w istocie może być chlubą, nie tylko weteranów, ale całej Polonii, a w istocie dom dla weteranów niepełnosprawnych wieku jest w opłakanym stanie. Warunki utylitarne dla niepełnosprawnych emerytów nie wiele mają wspólnego z obecnymi sanitarnymi wymogami stanowymi i federalnymi. W konsekwencji istnienie tego budynku, powinien on służyć polskim nie pełno-sprawnym weteranom – jest tylko 2-4 Polaków- pozostali to osoby nie mające nic wspólnego z polskim pochodzeniem, których przypuszczalnie na nic lepszego nie stać. W dodatku pomieszczenia dla kobiet weteranów nie istnieją. Ostatecznie komu ten budynek powinnien służyć?
Pani Niewiadomska dowiaduje się, że z 48-miu akrów ziemi pozostało 38-ści akrów. Część placówek uległa zlikwidowaniu, a ich budynki zostałe sprzedane i nikt nie wie co się stało z pieniędzmi ze sprzedaży tych obiektów.
Ponad sześć lat temu zaawansowany projekt rozbudowy, dający mozliwośći korzyści nie tylko pełnosprawnym weteranom i osobom w wieku emerytalnym, ale także możliwości odzyskania młodzieży dla Polonii został odrzucony z niewiadomego powodu w wyniku „konkursu architektonicznego”, który faktycznie nie miał nic wspólnego z profesionalnym konkursem architektonicznym.
W konsekwencji weterani stracili dzisiątki, a może setki tysięcy dolarów na projektowanie nie wiadomo czegos konkretnego i sensownego, co by nie pomniejszyło wartości drogocennej ziemi i nic nie zrobiono w celu rozbudowy Parku Wanda.
Osobiście krytykowałem pewne ich zmiany a przed wszystkim projekty sprzedaży ziemi, które były ze szkodą dla weteranów i Polonii. Moją krytyczną opinię opierałem nadługoletnim doświadczeniu kontrolowania kosztownych multymilionowych projektów na których byłem odpowiedzialny za wykonanie tych projektów według przepisów federalnych, oraz byłem odpowiedzialny za wypłacanie należności kontraktorom za ich wykonana pracę zgodną z wymaganiami Federal Housing Administration.
Pani Irena Niewiadomska zapytuje w swoim liście dlaczego jest tak źle?Czy są szanse budowy domu opiki? Napawam ją pesymizmem, który ma uzasadnienie poprzez obserwacje kompletnej bezczyności w celu rozbudowy Wanda Parku. Faktycznie to ma ona rację. Ostatecznie to tak wygląda, że obecne władze czekają na wymarcie prawdziwych weteranów a następnie zrobią z całym majątkiem, co będą chcieli.
Pani Irena Niewiadomska z oburzeniem przyjmuje wiadomość, że Polonia nie ma nic do mieszania się w sprawy weteranów. Absolutnie podzielam Jej opinię, że jest to kłamstwo.
Prawdą jest, że Polonia dała pieniądze na zakup Wanda Park dzięki niezmordowanie pracującej dla Polonii Pani śp. Klary Świeczkowskiej zostało nabyte pierwsze 10-sięć akrów. Zawsze było i jest uznawane, że wartości społeczne należą do społeczeństwa a nie do  jednostek. Z tego wynika, że Polonia ma społeczne prawo wglądu w sprawy Wanda Parku. Weterani są tylko administratorami parku Wanda, którym niestety nieudolnie zarządzają, aby wykorzystać drogocenną ziemię. Opinia Pani Ireny Niewiadomskiej jest słuszna, że władze weteranów zupwłnie nie interesują się wdowami po weteranach, a warunki w istniejącym budynku dla niepełnosprawnych weteranów są nie do pozazdroszczenia.
Zgodnie z tym, że wartości społeczne należą do społeczeństwa, a więc moralnym obowiązkiem weteranów jest informowanie Polonii, co stało się z pieniędzmi ze sprzedaży ziemi a także z szczędnościami i pieniędzmi uzyskanymi ze sprzedaży placówek? Polonia ma także prawo wiedzieć, komu może zawdzięczać uniemożliwienie rozbudowy Wanda Park.
Pani Irena Niewiadomska zapytuje się, czy są szanse rozbudowy Wanda Park? Wychodząc tylko z punktu zawodowego, pobudowanie czegoś wartościowego na ziemi, która nie ma finansowych obciążeń, (mam nadzieję,że się nie mylę) to nawet w obecnym ekonomicznym kryzysie jest do pokonania. Niemniej, do tego musi być niezbędna, skrystalizowana wizja tego, co sie chce osiągnąć. Naturalnie niezbędnym warunkiem musi być propozycja, że zabudowanie całego terenu Wanda Parku winno odpowiadać Polonii na długie, długie,…..lata.
Jan P. Wampuszyc

Pani Niewiadomskiej należy się uznanie za napisanie listu do Redakcji Czasu Polskiego wydanego w dniu piątego sierpnia 2009 roku.  Jej szczerość i odwaga w poszukiwaniu przykrej prawdyw obecnych czasach, niestety należy do rzadkości.

Nie ulega wątpliwości, że duże dzieje się dobrych rzeczy na Polonii, ale także są rzeczy złe, które w żadnym wypadku nie powinny być tolerowane. Antagonizmy osobiste, organizacyjne, nieuczciwość w pracy społecznej, w żadnym wypadku nie powinny być akceptowane. Ich krytyka nie powinna być przemilczana. Zakłamanie i wypaczanie prawdy nie może być tolerowane.

Czytaj całość »

List do redakcji

Do Redakcji Tygodnika Polskiego
Czytam Tygodnik Polski od dziesiątek lat. Przeczytałam wszystkie listy, jakie ukazały się w gazecie. Przeczytałam też list pani redaktor na temat wycofania ogłoszeń polskiej unii kredytowej z tego pisma. Był to list smutny, ale jednocześnie optymistyczny. Smutny dlatego, że trudno uwierzyć w to, że w dzisiejszych czasach polska organizacja może przez swoją władzę i pieniadze tak kontrolować środowisko polonijne. Optymistyczny dlatego, że potrafiła się pani przeciwstawić tej całej polityce i wydrukować opinie ludzi, którzy bądź co bądź mieli bezpośredni kontakt z pracą w unii.
Przybyliśmy do tego kraju w rożnych celach, ale większość z nas marzyła o wolności, zarówno słowa, jak i działania. Chcieliśmy osiągnąć to, czego w powojennej Polsce nie mogliśmy zrobić. Kraj ten, Ameryka, przyjął nas i dał nam wszelkie szanse na pokazanie tego, co potrafimy zdziałać. Wielu osiągnęło sukces, ale też wielu nie udało się tego osiągnąć. Ameryka daje każdemu szansę na rozwój i dlatego ta cała żółć, która nas zalewa, nie jest zrozumiała. Nie jest zrozumiały też fakt, że Polacy którzy zaznali tego wszystkiego we własnym kraju, przenieśli to na tutejsze warunki.
Wracając do tematu unii, pamiętam, jak powstała bodajże w roku 1976. Znałam pana Kościucha, który był chyba jednym z założycieli i zawsze podkreślał, że unia powstała z członków i dla członków i że będzie wspomagać wszystkie polonijne organizacje. Zdaje się, że pan Kościuch był też jednym z pierwszych pracowników unii, ponieważ umiał prowadzić księgowość. W miarę rozwoju unii mówiło się dużo o przyjmowaniu młodych ludzi do zarządu, aby dać im szansę prowadzenia organizacji i przyciągnięcia dużej ilości młodych. Bo młodzi to przyszlość, świeże poglądy i technika. Kiedy patrzę na skład zarządu dziś, to widzę te same nazwiska co 20 czy 30 lat temu. Między innymi panowie: Martusiewicz, Miłoboszewski, Skorupka, Żenicki. Do tego doszła tak krytykowana w listach pani Dul. Dlaczego tak się dzieje? Osoby te powinny ustąpić miejsca młodym, rozpropagować ideę prowadzenia tej instytucji wśród polonijnej młodzieży, przekazać im główne cele i założenia i oddać im władzę. Widać, że nie nadają się już do prowadzenia unii, zasiedzieli się w niej i zapomnieli o nowoczesności i otwarciu na ludzi i dla ludzi. Jeżeli młodzi nie interesują sie tym, to tylko dlatego, że nie wiedzą nic na temat unii. Czyli idea założycieli zgubiła się po drodze i czas ją przywrócić.
Listy do redakcji napawają smutkiem i niepokojem o losy i dobry interes wszystkich członków unii kredytowej. Przewija się w nich niesprawiedliwość, brak szacunku, prawa i pokazują one całkowitą kontrolę paru osób nad resztą. Czy więc chodzi tu o prawdziwy interes i dobro ogółu? Dobro ludzi, którzy poprzez swoje wkłady pieniężne i lojalność popierali tą organizację przez 33 lata? Czy jest to grupa walcząca o swoje pozycje, a dzięki tym pozycjom kontrolująca to, co się wokól dzieje?
Jeszcze raz podkreslić chcę, że list pani redaktor pokazuje, że wbrew większości, która posłusznie idzie za niesłusznymi, a może nawet nieprawnymi decyzjami, pani potrafiła się przeciwstawić i opublikować listy do redakcji. Dopóki są tacy ludzie, jest wiara, że będzie lepiej.
Z pozdrowieniami,
Helena W. Mejsner

Do Redakcji Tygodnika Polskiego

Czytam Tygodnik Polski od dziesiątek lat. Przeczytałam wszystkie listy, jakie ukazały się w gazecie. Przeczytałam też list pani redaktor na temat wycofania ogłoszeń polskiej unii kredytowej z tego pisma. Był to list smutny, ale jednocześnie optymistyczny. Smutny dlatego, że trudno uwierzyć w to, że w dzisiejszych czasach polska organizacja może przez swoją władzę i pieniadze tak kontrolować środowisko polonijne. Optymistyczny dlatego, że potrafiła się pani przeciwstawić tej całej polityce i wydrukować opinie ludzi, którzy bądź co bądź mieli bezpośredni kontakt z pracą w unii.

Przybyliśmy do tego kraju w rożnych celach, ale większość z nas marzyła o wolności, zarówno słowa, jak i działania. Chcieliśmy osiągnąć to, czego w powojennej Polsce nie mogliśmy zrobić. Kraj ten, Ameryka, przyjął nas i dał nam wszelkie szanse na pokazanie tego, co potrafimy zdziałać. Wielu osiągnęło sukces, ale też wielu nie udało się tego osiągnąć. Ameryka daje każdemu szansę na rozwój i dlatego ta cała żółć, która nas zalewa, nie jest zrozumiała. Nie jest zrozumiały też fakt, że Polacy którzy zaznali tego wszystkiego we własnym kraju, przenieśli to na tutejsze warunki.

Czytaj całość »

List do redakcji

List do Redakcji
Szanowni Państwo, członkowie Polskiej Unii Kredytowej:
Chciałbym serdecznie podziękować za pytania i komentarze, które napłynęły do mnie po opublikowaniu moich listów w poprzednich wydaniach Tygodnika Polskiego. Wynika z tego, że jest duże zainteresowanie sprawami unii, brakuje jednak wiedzy na jej temat. Wiele pytań i uwag państwa należałoby skierować bezpośrednio do władz unii, ponieważ odpowiedzieć powinni ci, którzy tą organizacją nadal kierują i są w pełni odpowiedzialni za swoje decyzje.
Wiele pytań dotyczyło Joanny O. Pytają Państwo: „Co ta osoba robi jeszcze w tej instytucji? Jeśli jest chroniona przez dyrektorów i managerów, to wiarygodność naszej unii jest pod znakiem zapytania”. Jestem tego samego zdania i należałoby koniecznie uzyskać odpowiedź na to pytanie od dyrekcji unii.
Były też pytania dotyczące zatrudnienia Anity Dul w unii kredytowej. Ktoś pyta: „Dlaczego nie było konkursu na tą pozycję, czy były osoby chętne i ile, znam panią Halinkę która pracuje tam od lat, czy nie mogła przejąć tej funkcji?” Otóż było sporo osób zainteresowanych, ale wymogiem była znajomość języka polskiego i angielskiego, przez co wiele zgłaszających się kandydatów odpadło. Władali tylko językiem angielskim. Dziwiłem się, że język polski odgrywa taką rolę, skoro manager w oddziale w Dearborn nie mówi po polsku, a ma bezpośredni kontakt z klientem. Myślę, że taka bariera była ustalona celowo, ponieważ na objęciu tej pozycji zależało bardzo Anicie Dul. Byłem w komisji, która miala zająć się poszukiwaniem odpowiedniej osoby, jednak to Anita decydowała o tym, czy osoba nadaje się, czy też nie. Był kandydat, który doskonale mówił w obu językach i miał doświadczenie w pracy w unii kredytowej. Pan Świdwiński uważał, że osoba ta świetnie nadaje się na taką pozycję, jednak została odrzucona. Otwarcie pozycji COO nie było nigdy podane do wiadomości pracowników unii, a kiedy zapytałem dlaczego- otrzymałem odpowiedź od Anity, że nikt na tą pozycję z obecnych pracowników się nie nadaje. Miałem jednak swoją własną opinię, którą przedstawiłem na zebraniu dyrekcji. Uważałem, że w obecnym trudnym okresie ekonomicznym nie należało w ogóle zatrudniać osoby na to stanowisko. Była wystarczająca ilość pracowników, która byłaby w stanie dać sobie radę. Awansowano w tym czasie młodego czlowieka na wysoką pozycję, który wspólnie z Johnem mógł poprowadzić unię bez tak dużego kosztu opłacania dodatkowej osoby. Moja propozycja spotkała się ze sprzeciwem innych dyrektorów z wiadomych względów.
W marcu 2008 dowiedziałem się, że stanowisko to objęła juz Anita Dul. Otrzymała poparcie dyrektorów, o których wprowadzenie do rady tak usilnie zabiegała.
Sporo komentarzy państwa dotyczyło dotacji dla polskich organizacji, mediów, a szczególnie radia „Polskie Rozmaitości”. Nie jestem zorientowany w przyczynach zamknięcia dwóch programów radiowych. Wiem jednak, że unia dała panu Różalskiemu znacznie większe niż innym wsparcie finansowe. Myślę, że są tego powody i o nie rownież należałoby zapytać dyrekcję. Kilka osób pisało z ogromną krytyką o audycjach Anity na temat unii w radio „Polskie Rozmaitości” i pytało ile za to unia płaci. Opłata za te audycje wkalkulowana jest w wysoką roczną oplatę dla pana Różalskiego. Zgadzam się z opinią wielu członków, że brak predyspozycji w klarownym przedstawianiu informacji przez Anitę Dul wprowadza słuchaczy w dezorientację.
Niektórzy z państwa pytają, co ja osobiście zrobiłem w czasie pełnienia funkcji dyrektora i konkretnie z jakiego powodu zostałem zwolniony. Zwolniony zostałem bezprawnie, ale o tym na razie pisać nie powinienem. Natomiast to, co chciałem zrobić, zaproponować, wyjasnić i zmienić- pozostawało bez echa. Złożyłem wiele wniosków, uwag, prósb, spostrzeżeń i żądań zmian. Domagałem się umieszczenia ich w sprawozdaniach z zebrań. Najczęściej nie ujrzały one światla dziennego, były ignorowane przez pozostałych dyrektorów, którzy głosowali zgodnie z wolą Anity. Jestem w posiadaniu wszystkich dokumentów na ten temat. Unia kredytowa, która jest własnością członków, przypomina obecnie instytucję prywatną. W swoim stwierdzeniu posunę się dalej – mam wrażenie, że jest to instytucja należąca do jednej osoby, która o wszystkim decyduje bez względu na słuszność lub nie swoich posunięć. Obawiam się, że unia nie zmierza w dobrym kierunku, a członkowie nie zdają sobie z tego sprawy.
Najbardziej niepokojący jest fakt, że krąży ostatnio opinia wśród najstarszej Polonii związanej z unią, że John Świdwiński, pracujący w unii od niemal początku jej istnienia – nie ma obecnie zbyt wiele do powiedzenia. Został wyparty przez Anitę i popierajacych ją dyrektorów, którzy wyrażnie dają jej pierwszeństwo w podejmowaniu decyzji. Jest to o tyle interesujące, że osoba z tak wieloletnim doświadczeniem jak John, jest coraz bardziej odsuwana od władzy na korzyść Dul, która doświadczenia w tej kwestii nie posiada. Czy coś się za tym kryje?
Może odpowiedż na to pytanie nasunie się członkom sama.
Proszę nadsyłać dalsze pytania i komentarze pod adres internetowy feedback313@hotmail.com
Z poważaniem,
Kazimierz Magda

Szanowni Państwo, członkowie Polskiej Unii Kredytowej:

Chciałbym serdecznie podziękować za pytania i komentarze, które napłynęły do mnie po opublikowaniu moich listów w poprzednich wydaniach Tygodnika Polskiego. Wynika z tego, że jest duże zainteresowanie sprawami unii, brakuje jednak wiedzy na jej temat. Wiele pytań i uwag państwa należałoby skierować bezpośrednio do władz unii, ponieważ odpowiedzieć powinni ci, którzy tą organizacją nadal kierują i są w pełni odpowiedzialni za swoje decyzje.

Wiele pytań dotyczyło Joanny O. Pytają Państwo: „Co ta osoba robi jeszcze w tej instytucji? Jeśli jest chroniona przez dyrektorów i managerów, to wiarygodność naszej unii jest pod znakiem zapytania”. Jestem tego samego zdania i należałoby koniecznie uzyskać odpowiedź na to pytanie od dyrekcji unii.

Czytaj całość »

List do redakcji

Dear Editor,

The author of „Misplaced Allegiance” (The Polish Weekly, June 3, 2009), mistakenly imputes to some known to him „members of American Polonia” he speaks with, and to the whole Polonia by induction, supposedly their rather unflattering opinion about other, their American compatriots. This, his obviously mistaken notion of his he likely acquired not from members of true American Polonia, as he claims, but, I suspect, during his regular visits in Poland. But people there are not American Polonia. Our Polonia is an integral part of American society, inclusive in it. Any disparaging remarks about the American society is also disparaging to Polonia, a constituent part of that society. Why then the author thinks that our Polonians would want to speak depreciatingly about themselves among others.

Czytaj całość »

List do redakcji

Tom and Andrew, dzien dobry;
Since my name was mentioned in the articles written by you in recent issues of the Polish Weekly,  I direct my comments to both of you..  Here it goes:
As American citizens, and as responsible human beings looking for the truth, who are not willing to be misguided and manipulated, and who are  trying to be fair in their judgments,  you must follow certain principles in  thinking and argumentation.
Principle number 1.   One has to know the facts.  Opinions change, fads tend to disappear; facts remain.   Sometimes, it is difficult to know what the facts are.  However,  in this country and in many others in the world, one can discover  the facts through reliable sources, if a serious attempt is made.  Of course it may take time and effort to do so.
Principle number 2. One must be objective.  One must struggle against believing things simply because they are acceptable, or because they give a feeling of satisfaction, superiority, or pride.  We all accept certain things more readily than others. But, we do not conduct serious research in order to boost our self-satisfaction. We do it to find the truth, even when the truth is not welcome.  We are surrounded by lies: lies by businesses, lies by politicians, lies by crooks, even lies in history books and, yes, lies by governments, especially in time of war.  To accept arguments without checking their validity is a childish pursuit which does one no credit either as a person or as a citizen. Here, I would note that it is a mistaken sort of patriotism which proclaims, “my country right or wrong.”  Such an attitude has no place among an enlightened population in a democracy.
Principle number 3 involves logic.   The most important errors in historical discussion fall into this category. Some people do not see the need for logic and for putting one’s arguments on a factual basis. Then they make mistakes in judgment. It stands to reason, for instance, that in drawing a comparison between two situations, one has to be sure that there are more authentic and significant similarities than there are authentic and significant differences.  Tom’s comparison of the Battle of Monte Cassino to the Battle of Fallujah misses two main ingredients: the reason for the war, and the relative strength of the opponents.   At Monte Cassino, Poles believed that they finally were able to fight on equal terms with their German enemy for their national survival after Poland had been virtually destroyed by the two overwhelmingly superior forces of Germany and the Soviet Union.   The war in Iraq was, as our president said in Cairo, “a war of choice”, and it was waged against a very weak opponent.
Principle number 4.  Most of us think we know what is fair, what is just, what is morally acceptable. Most of us would like to conduct our lives along these lines.  To do it, we have to be absolutely clear about what the truth is and about the moral ramifications of the situations we encounter. Otherwise, our lives will not make much sense.  We must not excuse immoral action, whether committed by government or, for instance, by an employer, simply because “might is right” or because this action leads to success.  Power of imagination is especially important here.
Finally, I would like to address a specific problem of Polish families.
First of all, although I am glad that you both say that you respect Polish culture; I would point out that you cannot respect what you do not know.  To feel real respect for it, you have to be able to answer serious questions regarding that culture. Are you able to do this?
Most people agree that denigrating any culture, or country, is unacceptable. If you hear accusations that are not based on fact, or are perhaps even malicious, you should try to correct them. The fact that other ethnic groups engage in such activities should not justify similar behavior on our part.
If some older Polish immigrants still live in the shadow of WW2, you should understand that such events do not fade away simply because they happened a long time ago.  In this country, the remembrance of the Holocaust is still very much alive. There is hardly a day that it is not mentioned in the media. And who could blame the victims for  trying to keep the memory alive?  The resolution to “never forget” does not handicap them in their lives.  They, and their lives, are informed by the past – not entrapped by it.
The problem for Polish gentiles is that, while every American child knows about the horrific experiences of Europe’s Jews during WW2, Americans, in general, are basically ignorant of the fact that in Poland, under the German occupation alone, 3 million Christian Poles perished along with 3 million Jewish Poles. Ignorance about the Polish experience with Soviet rule is as bad or worse. It is this wide spread lack of historical knowledge that makes some Poles so bitter.
Keep up the good work, both of you
Anna R. Dadlez

Tom and Andrew, dzien dobry;

Since my name was mentioned in the articles written by you in recent issues of the Polish Weekly,  I direct my comments to both of you..  Here it goes:

As American citizens, and as responsible human beings looking for the truth, who are not willing to be misguided and manipulated, and who are  trying to be fair in their judgments,  you must follow certain principles in  thinking and argumentation.

Czytaj całość »

List do redakcji

Mój poprzedni list zakończylem informacją, że na zebraniu w kwietniu 2007 zarówno ja, jak i Paweł Szleszynski, oraz jeszcze 2 osoby zwerbowane przez innych, zostaliśmy dyrektorami. Maria G. wprowadziła Stanisława Boguszewskiego, dyrektorem został także Marek Karpiński.

Tuż po wyborach, taktyka pracy nowych dyrektorów ustalana była na spotkaniach, między innymi u Marii G., która jest od bardzo wielu lat przyjaciółką Anity D. (nawiasem mówiąc Anita została również wpowadzona przez Marię do dyrekcji unii). Zapraszano mnie na te spotkania, ale nigdy w nich nie uczestniczyłem.

Czytaj całość »

« Wcześniejsze Wiadomości Późniejsze Wiadomości »