Ann Arbor Polish Film Festival

The 16th Ann Arbor Polish Film Festival will be held on November 14-15, 2009 at both the Michigan Theater (603 East Liberty, Ann Arbor, MI) and the State Theater (233 S State St, Arbor, MI). Tickets are $10/adults and $6/students and seniors. Non-feature film segments are free to audience. Attached please find the program of the Festival.  For more information please visit the Festival official Website at: http://www.annarborpolonia.org/filmfestival. All Polish film enthusiasts are invited to the reception at Amadeus Restaurant (122 E Washington St. Ann Arbor, MI) on Sunday, Nov. 15, 2009 after the last screening. Please consider to come and bring your friends.

16pff_program

Interview with Alex Storozynski

alex_storozynskiThe Polish Weekly recently interviewed Alex Storozynski – the bestselling author of The Peasant Prince: Thaddeus Kosciuszko and the Era of Revolution. Mr. Storozynski is the President and Executive Director of The Kosciuszko Foundation and has contributed significantly to New York Polonia. He is also a Pulitzer Prize winning journalist, a former member of the New York Daily News editorial board, a founding editor of amNewYork, and a former city editor for the New York Sun.
On Tuesday, October 20, 2009, Mr. Storozynski will visit the Piast Institute’s headquarters in Hamtramck, MI, to discuss his book and meet members of Detroit Polonia. Tickets are limited, but may be purchased through the Piast Institute. On Wednesday, October 21, 2009, Mr. Storozynski will also visit Border’s Bookstore at 612 E. Liberty St., Ann Arbor, MI, at 7:00 PM, to discuss his book and conduct a question-and-answer session. This event is free and open to the public. Czytaj całość »

Chwila z Eleni

Eleni wśród fanów

Eleni wśród fanów

Za sprawą panów: Jarka Rumina i Bogdana Kozakiewicza w ostatnią niedzielę, 29 września, wyjątkowa piosenkarka – Eleni – zawitała do Sterling Hts. Dzięki gościnności ks. Proboszcza, Sławka Murawki SChr, mogliśmy na chwilę zapomnieć o naszej codzienności i doskonale się zabawić. Eleni wraz z zespołem „Prometeusz” wyruszyła na trasę koncertową po Stanach Zjednoczonych i Kanadzie. W drodze z Chciago do Cleveland, piosenkarka zaśpiewała dla michigańskiej Polonii. Piosenkarce towarzyszyło trzech muzyków: Kostas Tzokas, Aleksander Białous i Andrzej Ellmann. Podczas koncertu wysłuchaliśmy starych i nowych przebojów.

Artystyczny dorobek Eleni jest imponujący:15 wydanych płyt, w tym aż 7 uzyskało status „Złotej Płyty”, a 3 „Platynowej”. W 1999 roku piosenkarka odebrała nagrodę imienia Świętej Rity, przyznawanej kobietom, które wprowadziły w swoje życie ewangeliczne wezwanie Chrystusa do przebaczenia.

Wywiad z Eleni w najnowszym numerze Tygodnika Polskiego »

Krakowskie szlaki Modrzejewskiej i Sienkiewicza

„[...] Jest u nas kolumna w Warszawie, na której usiadają podróżne żurawie,
spotkawszy jej liściane czoło wśród obłoka, taka zda się odległa i taka wysoka!
Za tą kolumną we mgły tęczowe ubrana stoi trójca świecących wież św. Jana…”
Tymi słowami Juliusz Słowacki malował najbardziej charakterystyczny obraz Starówki warszawskiej z jej górującą nad placem Zamkowym majestatyczną kolumną Zygmunta III Wazy, który przeniósł stolicę Polski z Krakowa do Warszawy. Słowacki był ulubionym poetą zarówno Heleny Modrzejewskiej, jak i Henryka Sienkiewicza. Obojga łączyła nie tylko miłość do niego, ale i los podróżnego żurawia, o jakim wspominał w wierszu Uspokojenie romantyczny twórca. Aktorkę i pisarza związał przyjaźnią wspólny pobyt na amerykańskim kontynencie, dokąd wyruszył najpierw młody Sienkiewicz, pisujący w tym czasie kroniki pod pseudonimem Litwos, a mający przygotować farmę Anaheim w Kalifornii na przyjazd artystki z mężem, Karolem Chłapowskim. Spośród grona gości, bywających w salonie Chłapowskich, on na serio potraktował zamiar emigracji, któremu przyświecała romantyczna wizja, wysnuta z pomysłu artystycznego Modrzejewskiej: „Och, ale gotować pod szafirowym niebem tego kraju wolności, jakaż to rozkosz! – rozmyślałam – Bielić płótno nad strumykiem, jak to czyniły dziewczęta z Iliady Homera! Po znojnym dniu grać na gitarze i śpiewać przy świetle księżyca, recytować poezje albo wsłuchiwać się w kwilenie drozda!”
Drogi Henryka i Heleny zetknęły się na warszawskim szlaku ich życia. Wspólna wyprawa do Ameryki ugruntowała przyjaźń, wspartą na podziwie literata dla scenicznych triumfów artystki. Podróż przez Atlantyk zapoczątkowała w biografii obojga ciągłą wędrówkę, w której da się wyznaczyć pewne stałe punkty. Jednym z nich w przypadku obojga stał się przede wszystkim Kraków. Gród podwawelski pełnił funkcję przystani w licznych podróżach artystów, a więc można rzec, że odgrywał rolę kolumny, na której zwykły przysiadać te wędrowne ptaki. Ona – krakowianka od urodzenia – do Warszawy przybyła na krótko, przed emigracją pojechała do rodzinnego miasta pożegnać bliskich. On – podlasiak, z wyboru od dzieciństwa warszawiak, nie znał Krakowa przed wyjazdem do Ameryki. Od 1879 r. oboje zaczęli odwiedzać podtatrzańską stolicę Galicji. Sienkiewicz, powróciwszy z Ameryki do kraju, odkąd poznał w Szczawnicy grono naukowe, obradujące nad jubileuszem Kraszewskiego, a także przyszłą swą żonę, Marię z Szetkiewiczów, zatrzymywał się często w Krakowie, gdzie osiadła po zamążpójściu siostra jego wybranki, Jadwiga Janczewska. Modrzejewska przyjęła zaproszenie na uroczystość uczczenia 50-lecia działalności literackiej Kraszewskiego i po raz pierwszy od wyjazdu do Ameryki przybyła właśnie do rodzinnego miasta, by następnie tu wracać i wielokrotnie występować na scenie. Oboje związali się z Krakowem tysiącem przeróżnych węzłów: z instytucjami, prasą, wydawnictwami oraz mieszkańcami, wśród których było grono bliskich.
W 1879 r. w Krakowie Tadeusz Ajdukiewicz postanowił wykonać portret Modrzejewskiej, ukończony w 1880 r., przeznaczony dla galerii w Sukiennicach. To dzieło Sienkiewicz powitał z uznaniem: „Zapewne twarz Modrzejewskiej musi odbijać jej duszę, ale niezmierną zasługą malarza jest, że umiał pochwycić to coś nieokreślonego, co piękną głowę odróżnia od innych, choćby najpiękniejszych”. Narodowy zjazd w Krakowie – parodniowe świętowanie jubileuszu Kraszewskiego – było wkroczeniem w świat opiniotwórczych salonów arystokratycznych Galicji. W następnych latach po uzyskaniu światowego rozgłosu Modrzejewska była jedyną aktorką przyjmowaną przez to towarzystwo, a Sienkiewicz najbardziej pożądanym przez nie gościem. Ścieżki twórców krzyżowały się nie tylko między innymi w Pałacu pod Baranami, należącym do Katarzyny z Branickich Potockiej, ale i na korytarzach krakowskich hoteli, w jakich zwykli się oni zatrzymywać: Grand Hotel, Hotel Saski i Hotel Pollera. Rozjazdy obojga nie pozwalały na zbyt częste spotkania, ale miały one szanse nastąpić w Krakowie lub jego okolicy. Dochodziło do nich przede wszystkim w uzdrowisku – w fascynującej obojga stolicy artystycznej przełomu XIX i XX wieku – Zakopanem. Jeśli już pragnęli osiąść na stałe w Galicji, to w dolinie pod Giewontem, a nie w zasięgu wawelskiego wzgórza.
Najczęściej zamieszkiwanym przez oboje artystów był Hotel Pollera, mieszczący się naprzeciw świeżo wówczas wybudowanego pośrodku obszernego placu (św. Ducha) Teatru Miejskiego, który później otrzymał patronat Juliusza Słowackiego. Na jego budowę Modrzejewska przeznaczyła dochód z szeregu przedstawień w 1884 r. Po występach teatralnych organizowała u Pollera w reprezentacyjnej sali przy ulicy Szpitalnej późne biesiady i koncerty. W gmachach tych doszło do ostatnich spotkań Modrzejewskiej i Sienkiewicza w roku 1903. Obecność dawnego kronikarza sukcesów aktorki na przedstawieniu 20 stycznia odnotowała w pamiętniku (którego maszynowy odpis znajduje się w zbiorach Instytutu Sztuki PAN w Warszawie) Elżbieta Kietlińska: „Na sali była druga nasza sława – Sienkiewicz, który przyjechał umyślnie na Dejanirę wraz z innymi literatami i artystami warszawskimi. Patrzył na swą niegdyś uwielbianą z nabożeństwem – ale ona lepiej się trzyma niż on”. Pożegnalne, jak się okazało, widzenie Heleny, Karola i Henryka miało miejsce na przyjęciu u wspólnych znajomych. Po śmierci aktorki 8 IV 1909 r., a następnie sprowadzeniu jej zwłok do kraju, kiedy z kościoła św. Krzyża, sąsiadującego z Teatrem Miejskim i Hotelem Pollera powędrował 17 VII tego roku uroczysty pochód na Cmentarz Rakowicki, Sienkiewicz postępował tuż za trumną, obok męża i syna artystki, a wraz z innym jej przyjacielem o międzynarodowej sławie, Ignacym Paderewskim.
Czas manifestacji narodowych, organizowanych z okazji pogrzebów wielkich Polaków minął. Miał on swój szczególny wymiar w okresie zaborów, a w związku z tym wyjątkowe emocjonalne zabarwienie. Dziś pamięć o artystach, którzy odnosili triumfy sto lat temu nie przybiera form tak masowych, jak w dniach ich powodzenia. Echa sławy jednak nie przeminęły i inspirują do przedsięwzięć przywołujących dawne zdarzenia. Na przykład z okazji stulecia śmierci Modrzejewskiej zrekonstruowano 5 kwietnia 2009 r. koncertową biesiadę w Hotelu Pollera, gdzie ulubione utwory muzyczne aktorki zagrała utalentowana chopinistka Krystyna Man Li Szczepańska. Za pośrednictwem listów Sienkiewicza i Modrzejewskiej czytanych przez Magdalenę Smoławską, Edwarda Linde-Lubaszenkę, Kazimierza Madeja i Mieczysława Święcickiego przypomniane zostały lata ich wspólnego pobytu na amerykańskiej ziemi. Pilotażowy odcinek filmu Wiesława Adamika i Aleksandra Madeja „Sienkiewicz 1908. Piknik pod jurajską skałą” z Markiem Proboszem w roli głównej ożywił obraz przedwiecznych spotkań towarzyskich.
Spacery, odbywane dziś tropem pisarza i aktorki w Krakowie, pozwalają przynajmniej częściowo wyobrazić sobie miejsca, w jakich przebywali. Dzisiejsze miasto, jakkolwiek tętniące współczesnym rytmem, zachowało aleję wysadzaną kasztanami – Planty, układ ulic zbiegających się na Rynku, szereg reprezentatywnych kamienic, które do dziś – jak wspomniane wyżej hotele – pełnią te same funkcje. Ponadto pobyty artystów w Krakowie zaowocowały potrzebą pielęgnowania pamięci o nich. Przypomina o nim sztuka, jak wystawione na scenie Narodowego Teatru Starego inscenizacja „Trylogii” Sienkiewicza w reżyserii Jana Klaty (premiera 21 II 2009 r.) oraz czytania sztuki Joanny Oparek „Projekt Ameryka” w reżyserii Radka Rychcika (premiera 8 IV 2009 r.). W Muzeum Historycznym w Krzysztoforach wyeksponowano kolekcję pamiątek po Modrzejewskiej w imponującej liczbie ponad 300 obiektów. Większość zbiorów pochodzi z jej kalifornijskiej posiadłości Arden, nieopodal Santa Ana. W Grand Hotelu i Hotelu Pollera w gablotach przy recepcji w stałej ekspozycji znalazły się fotografie
Józef Szczublewski, wybitny badacz – dokumentalista życiorysów Modrzejewskiej i Sienkiewicza, autor potężnych kronikarskich monografii, poświęconych tym artystom, książek, wznowionych ostatnio przez wydawnictwo WAB w serii „Fortuna i Fatum” („Sienkiewicz. Żywot pisarza”, Warszawa 2006; „Modrzejewska. Życie w odsłonach”, Warszawa 2009), zwraca uwagę na wzajemny wpływ, jaki mieli na siebie ci twórcy. Z punktu widzenia Henryka podsumowuje: „Miał szczęście być blisko tej niezwykłej istoty. Taka w narodzie pojawia się jedna na wiek cały, może jedna na kilka wieków. Zawsze przypominała mu orła. Nauczyła go ufności w talent, była mu wzorem pracy bez opamiętania, pisarz z Podlasia uwierzył w zdobycie świata”. Nie sposób przecenić również oddziaływania retorycznego relacji Sienkiewicza. To dzięki jego pióru ulotna sztuka, którą uprawiała Helena, zachowała się we wspomnieniach potomnych. Z lektury cennych kalendariów Szczublewskiego wyłaniają się jednak nie tylko posągowe postaci, które zyskały nieśmiertelność, ale również osoby o ludzkich obliczach. Paradoksalnie, wyróżnieni tym, że żyją w pamięci potomnych, niczym się od nich nie różnią. Nieśmiertelność zapewnia słowo, choć zdaniem Sienkiewicza decydują o tym warunki, jakie stwarza Kraków: „Mieszkańcy takiego miasta nie powinni by umierać i jeśli to robią, to sądzę, że w części przez zamiłowanie stałych tradycji, w części przez naśladowanie zagranicy”.
Aktorzy sztuki Projekt Ameryka - fot. A. Adamek-Świechowska

Aktorzy sztuki Projekt Ameryka - fot. A. Adamek-Świechowska

[...] Jest u nas kolumna w Warszawie, na której usiadają podróżne żurawie, spotkawszy jej liściane czoło wśród obłoka, taka zda się odległa i taka wysoka! Za tą kolumną we mgły tęczowe ubrana stoi trójca świecących wież św. Jana…[...]

Tymi słowami Juliusz Słowacki malował najbardziej charakterystyczny obraz Starówki warszawskiej z jej górującą nad placem Zamkowym majestatyczną kolumną Zygmunta III Wazy, który przeniósł stolicę Polski z Krakowa do Warszawy. Słowacki był ulubionym poetą zarówno Heleny Modrzejewskiej, jak i Henryka Sienkiewicza. Obojga łączyła nie tylko miłość do niego, ale i los podróżnego żurawia, o jakim wspominał w wierszu Uspokojenie romantyczny twórca. Aktorkę i pisarza związał przyjaźnią wspólny pobyt na amerykańskim kontynencie, dokąd wyruszył najpierw młody Sienkiewicz, pisujący w tym czasie kroniki pod pseudonimem Litwos, a mający przygotować farmę Anaheim w Kalifornii na przyjazd artystki z mężem, Karolem Chłapowskim. Spośród grona gości, bywających w salonie Chłapowskich, on na serio potraktował zamiar emigracji, któremu przyświecała romantyczna wizja, wysnuta z pomysłu artystycznego Modrzejewskiej: „Och, ale gotować pod szafirowym niebem tego kraju wolności, jakaż to rozkosz! – rozmyślałam – Bielić płótno nad strumykiem, jak to czyniły dziewczęta z Iliady Homera! Po znojnym dniu grać na gitarze i śpiewać przy świetle księżyca, recytować poezje albo wsłuchiwać się w kwilenie drozda!”

Czytaj całość »

10 lat “Dunajca”

10 lat „Dunajca”
W ostatnią sobotę Zespół Pieśni i Tańca „Dunajec” obchodził 10. lecie działalności. Zebrani na widowni w Performing Arts Center w Sterling Hts. podziwiali: krakowiaki, oberki, polki, tańce żywieckie, podhalańskie, lubelskie… pełne młodości, uśmiechu, przyśpiewkami przeplatane, czasami zawadiackie i siarczyste, a czasami żałosną nutą przeplatane. Z radością przyglądałam się naszej polonijnej młodzieży i dzieciom, ile to radości może sprawić taniec narodowy i regionalny. To dzięki nim tradycje polskiego folkloru wśród Polonii są wciąż żywe.
Miłą niespodzianką podczas Jubileuszowego występu był udział ”Seniorów”, tych  którzy byli w zespole od początku. Pamiętam początki. Wszystko zaczęło się od ks. Mirka Frankowskiego, który 10 lat temu zawitał do parafii Matki Boskiej Częstochowskiej w Sterling Hts. jako wikary. Później znaleźli się też i choreografowie: pan Andrzej Kapciak i Basia Dąbrowska. Początki były dość trudne, brakowało pieniędzy na stroje. Najczęściej stroje były szyte przez rodziców. Później kostiumy były zamawiane już w Polsce, choć te uszyte przez rodziców do dzisiejszego dnia zachwycają i służą kolejnym pokoleniom tancerzy. Zawsze urzeka mnie nie tylko taniec, ale i piękno strojów narodowych czy regionalnych. Stroje narodowe i regionalne to znak tożsamości i odrębności kulturowej. Wśród Polonii budzą dumę z wiekowego dziedzictwa przodków. Różnorodność i ilość kostiumów używanych przez tancerzy posiada wyjątkową wartość edukacyjną w zakresie etnografii i historii.
Powracając do Galowego Koncertu „Dunajca”, zespół po raz pierwszy zaprezentował „Tańce Sądeckie” w choreografii Tomasza Kielara. Pan Tomasz, dyplomowany choreograf, od 2000 roku jest instruktorem i choreografem „Dunajca”. Dyrektorem zespołu jest pani Elżbieta Gramek. W dwóch ostatnich wydaniach Tygodnika Polskiego przedstawiliśmy Tomasza Kielara i Elę Gramek.
Dzisiaj serdecznie Im dziękujemy za ich trud i pracę z polonijną młodzieżą. Duże brawa dla młodzieży. Cieszy fakt, iż w zespole „Dunajec” tańczą dzieci od najmłodszych lat, poprzez juniorów aż do młodzieży licealnej i akademickiej.
Koncert Jubileuszowy „Dunajca” należy zaliczyć do wyjątkowych. Świetnie przygotowany pod każdym względem. Dodam jeszcze tylko, że w konferansjerów wcieli się dwaj księża chrystusowcy, ks. Mirek Frankowski i ks. Sławek Murawka.
W sumie – to wielka rzecz, że tradycje polskie żyją i są przekazywane kolejnym pokoleniom.
Koncert z okazji 10. rocznicy powstania zespołu "Dunajec"

Koncert z okazji 10. rocznicy powstania zespołu "Dunajec"

W ostatnią sobotę Zespół Pieśni i Tańca „Dunajec” obchodził 10. lecie działalności. Zebrani na widowni w Performing Arts Center w Sterling Hts. podziwiali: krakowiaki, oberki, polki, tańce żywieckie, podhalańskie, lubelskie… pełne młodości, uśmiechu, przyśpiewkami przeplatane, czasami zawadiackie i siarczyste, a czasami żałosną nutą przeplatane. Z radością przyglądałam się naszej polonijnej młodzieży i dzieciom, ile to radości może sprawić taniec narodowy i regionalny. To dzięki nim tradycje polskiego folkloru wśród Polonii są wciąż żywe.

Miłą niespodzianką podczas Jubileuszowego występu był udział ”Seniorów”, tych  którzy byli w zespole od początku. Pamiętam początki. Wszystko zaczęło się od ks. Mirka Frankowskiego, który 10 lat temu zawitał do parafii Matki Boskiej Częstochowskiej w Sterling Hts. jako wikary. Później znaleźli się też i choreografowie: pan Andrzej Kapciak i Basia Dąbrowska. Początki były dość trudne, brakowało pieniędzy na stroje. Najczęściej stroje były szyte przez rodziców. Później kostiumy były zamawiane już w Polsce, choć te uszyte przez rodziców do dzisiejszego dnia zachwycają i służą kolejnym pokoleniom tancerzy. Zawsze urzeka mnie nie tylko taniec, ale i piękno strojów narodowych czy regionalnych. Stroje narodowe i regionalne to znak tożsamości i odrębności kulturowej. Wśród Polonii budzą dumę z wiekowego dziedzictwa przodków. Różnorodność i ilość kostiumów używanych przez tancerzy posiada wyjątkową wartość edukacyjną w zakresie etnografii i historii.

Czytaj całość »